Był tam niemiecki podoficer o nazwisku Dibus, który specjalnie sobie ojca Ludwika "upodobał".
Katował bez opamiętania.
20.02.1940 r., około godz. 22.00., wraz z kilkoma innymi, pijany Dibus robił "przegląd" cel.
Bili, kopali, strzelali przez dziurkę od klucza...
I w końcu - "Jetzt zu den Pfaffen".
Otworzyli drzwi celi i kazali wyjść księżom - Kazimierz Gałka, Sylwester Marciniak i Ludwik Mzyk.
Bili głównie ks. Gałkę i ks. Mzyka.
W końcu Dibus nie wytrzymał - doskoczył do ks. Mzyka i strzelił Mu w potylicę.
Był pijany - nie trafił.
Strzelił zatem po raz drugi - i zabił.
Ks. Marciniak cudem wojnę przeżył.
I to on dał świadectwo prawdzie.
Prawdzie o męczeńskiej śmierci ojca Ludwika.
„Na skałach Westerplatty, w kamieniołomach Gusen, był umiłowanym tematem naszych rozmów. Jego braliśmy na świadka naszych ślubów zakonnych, składanych w obozie. Jego wzywaliśmy na czele litanii naszych pomordowanych w obozie współbraci, prosząc za jego pośrednictwem o pomoc..."
Oprawcy zabrali ciało - potem Jego bratu Wilhelmowi powiedzą, że zmarł na... zapalenie płuc.
Tak umierała polska elita
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz