Na tropie czarownic z Włodek i genezy Klątwy Bachora w Bachorzy, ale nie tylko. Niech stos zapłonie, czyli wielowątkowy Początek miejscowych fantazji, kto jest winien wszelakiego Zła. Kto? A baba, tyle że nie Niewiasta, a Mądra. Mądra Baba od to....
Z tymi czarownicami i akurat stąd to niełatwa sprawa, gdyż ślady, tropy prowadzące w ich kierunku są wyjątkowo zaciemnione, zagmatwane i osnute szczelnie mgłą tajemnicy, a każdy potencjalny fragment odnoszący się bezpośrednio do nich zatarty dodatkowo przez patriarchalność panujących stosunkowo społecznych w minionych epokach, że powiązanie wątków tych opowieści, bo było ich więcej kiedyś w jedną całość może sprawiać nie lada kłopot. Dlaczego? A to m.in za przyczyną tego, że czarownica lub czarownice raczej, o których to mowa pojawiają się i znikają aż w kilkunastu lokalnych podaniach, a bywa i tak że zostają zastąpione niejako i ogólnikowo przez Siły Nieczyste, wszelkiej maści diabły, też przez duchy, zjawy, upiory, a przez to wszystko nie sposób się bez głębszej analizy przebić i zobaczyć oczami wyobraźni niezbyt wyraźnie poruszającą się w tle i na miotle wiedźmę, raz brzydką, starą i złą, innym razem piękną, młodą i powabną niczym Rusałka, czasem też dostojną, madrą i stateczną, otoczoną rąbkiem tajemnicy Mądrą Babę, zielarkę i wiedzacą... i tak wkółko. Co zatem wiadomo na ten temat? Niewiele, a wiadomości nie są pewne, a czasem wręcz rozbieżne, jak już pisaliśmy wyżej. Sprobujmy zebrać to zatem do kupy. A więc i po pierwsze, dawno, dawno temu (czyli tak jak w każdej bajce) taka czarownica miała mieszkać opodal starego grodziska, opodal wałów? Nie raczej trochę dalej, na tamtejszych moczarach i skraju starej puszczy (jej marne resztki to obecnie Las zwany Ginie, tak) To pierwsza wersja, w innej chata wiedźmy była i owszem niedaleko Włodek, ale od strony Kożuchowa, w polu, na niewielkim wzniesieniu przy tamtejszych rozstajach dróg polnych. Jednak tu trzeba pamiętać, że czarownice z opowieści wolą bezprzecznie tę pierwszą lokalizację tj. bagna, oj tak specyfika miejsca jest nieodzowana dla klimatu. Zresztą na tym grodzisku miały się odbywać sabaty Hexy, czyli takie znane nam z literatury zloty czarownic, wiadomo bez tego ani rusz. Sama zaś czarownicami miała dysponować wielkimi mocami w tym potrafiła rzucać uroki i klątwy, ale i odczyniać je oraz uzdrawiać. Warzyć specyfiki w tym cudowne eliksiry, ale też trucizny. Miała również inne zdolności np. telekinezy, bo widywano ją w wielu miejscach na raz, oraz zdolności do przemiany w innego człowieka lub dowolne stworzenie, a to już zmiennokształtnymi dżinami z dalekiego wschodu ewidentnie zalatuje. Podsumowując była więc czymś więcej niż klasyczną czarownicą, a jeśli już to z tych naczelnych i co najciekawsze podobno nie była jedyną taką mieszanką tutejszej puszczy i jej mokradeł, które zwano Bagnem Utopców i że musiało być ich tu równocześnie więcej. Ile? Dwie, góra trzy, ale o tym zdawało wiedzieć niewielu. Ilu? Prawie nikt. Skąd ten wniosek co do ich ilości? Stąd, że moc jaka powstała w wyniku jej działalności była zbyt silna, by powstała z pojedyńczego źródła i przecież objęła swoim zasięgiem dość spory obszar. Dobre czasy dla czarownic spod Włodek miały się rychło skończyć i nadeszły z chwilą budowy w Kożuchówku światyni i przybycia duchownych, zanim jednak ci zdążyli się zorientować z kim i czym mają do czynienia minęło kilkadziesiąt kolejnych lat i może trwałoby to jeszcze dłużej w takim zawieszeniu niewiedzy, ale sprawy wymknęły się spod kontroli i zaszły za daleko. A to za przyczyną pojawienia się Bachora w Bachorzy i Klątwy, którą miała rzucić na dwór i jego właściciela oraz wszytkich tych którzy będą mu sprzyjać nasza Czarownica. I się zaczeło...zresztą już sam fakt przebywania w tej okolicy Mądrej Baby był niejako solą w oku wyznawajacym zasadę patriarchatu mężczyznom, niewiasta i owszem, ale broń Boże mądra, bo to tylko kłopot z taką. Klątwa Bachora i jej skutki tak przeraziła miejscową szlachtę i takiego stracha dostali, że postanowili działać i to natychmiast. Tyle, że nie w pojedynkę bynajmniej. W kupie siła, a i to było mało, więc udali się do plebana. Wśród poszkodowanych przez czarownicę prym wiedli Krasnodębscy, ale nie zabrakło i Kożuchowskich, Remiszewskich zwanych wtedy Rębiszewskimi, i Błońskich, jak też Kobylińskich, ba nawet przybył sam we własnej osobie dziedzic z Patrykoz by radzić jak wszystko przeprowadzić i czarownicy raz na zawsze się pozbyć. I uradzono. Gromada zbrojnych ruszyła jeszcze nocą z pochodniami by zaskoczyć Zło o wschodzie słońca, kiedy jest najsłabsze. Resztę miał załatwić nieodzowny w takich przypadkach i zalecany przez znawców Młota na Czarownice ogień. Zamierzano to zrobić z dystansu, bo wśród śmiałków nadal brakowało takiego, co to by ważył się stanąć z wiedzmą oko w oko. Domostwo otoczono, na strzechy chałupy poleciały żagwie, a ta natychmiast stanęła w płomieniach. Dziwne się jedynie wszystkim wydawało, że nikt nie wybiegł stamtąd, nikt nie krzyczy i w ogóle nic się nie dzieje, jak dziać w takich przypadkach powinno, wątpliwości rozwiały się, kiedy chata dosłownie eksplodowała rozsypując się, a ku niebu poszła duża, czarna chmura. Bogobojni i przelęknieni niecodziennym zjawiskiem napastnicy uczynili święte znaki mające odegnać zło i odetchnęli wreszcie z ulgą. Po czym rozjechali i rozeszli do swoich domów, każdy do siebie. I co myślicie pewnie, jak oni wtedy myśleli, że to koniec? Ale to nie był moi drodzy koniec, ale dopiero początek tego co potem wydarzyło się w okolicy i stało udziałem uczestników wyprawy przeciwko czarownicy. W okolicy zaczęły się dziać rzeczy straszne, które przyczyniły się do powstania wielu innych, niesamowitych legend i opowieści, a w każdej z nich pojawiał się cień. Kogo zapytacie? Ano cień czarownicy, raz długi raz krótki, ale cały czas obecny w tle tych wydarzeń przekazanych potem w podaniach i bajaniach Lasu Ginie, bo chociaż jego nazwę potem różnie i słusznie tłumaczono to słowo też miało czarownicę w sobie ...ale o tym i wielu innych rzeczach, zjawiskach i wydarzeniach już w kolejnym, odcinku drugim części 23. Zapraszamy
Tekst i mapka Dariusz M. Kosieradzki
Foto i ilustracja Patrycja D. Kosieradzka
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz