Miejscowa i na dodatek złota legenda dziedzica Szydłowskiego, który niczym jakiś król lub przynajmniej książę "zastał Patrykozy drewniane, a zostawił murowane" (1827 - 1863) Seria Trzy Pałace, pałac pierwszy PATRYKOZY
W 1827 r., okazjonalnie i po dobrej cenie, majątek Patrykozy i inne, od córki zmarłego w 1824 r. Leona Franciszka Antoniego Łopuskiego kupił Teodor Karol i też Leon, czyli Szydłowski h. Lubicz. Miał wówczas już 34 lata i spore doświadczenie, ciekawostką było że wciąż pomimo bogactwa pozostawał kawalerem i z biegiem czasu wcale się to nie zmieniło. Już wtedy było tajemnicą poliszynela, że może to mieć związek i coś wspólnego z poważną raną jaką odniósł podczas walk, czyli bitwy narodów pod Lipskiem 1813 r. za czasów napoleońskich, gdy pełnił służbę wojskową, jako jeden z adiutantów księcia Józefa Poniatowskiego, co zdają się potwierdzać słowa które wówczas padły z ust samego Teodora Szydłowskiego i jego prośba do przyjaciela i towarzysza z prośbą o zabicie go na miejscu. Być może dlatego nigdy potem nie starał się założyć rodziny, a wręcz stał się typem samotnika, ale bynajmniej nie odludka. Z kariery wojskowej jednak zrezygnował w 1815 r., a powrócił i to na krótko kilkanaście lat później i to dość przypadkowo, gdy przebywał w Warszawie dostając się w sam środek rewolty chorążych i tego zrywu niepodległościowego znanego potem powstaniem listopadowym.
Ale zacznijmy od początku. Teodor Szydłowski ur. się w 1793 r. jako najstarszy syn starosty mielnickiego Adama Jakuba Szydłowskiego dziedzica na Hruszczewie, Repkach, Kupientynie, Karskich, Liszkach i Sawicach, oraz z matki Wiktorii Kuczyńskiej córki Leona Kuczyńskiego z Korczewa. Po śmierci ojca w l. 20 XIX w. wraz z bratem Edwardem i siostrą Ewą i w porozumieniu z matką rodzeństwo podzieliło się tymi rozległymi dobrami. Ostatecznie siostrze przypadły Repki, a bratu Kupientyn wraz z Karskimi, Liszkami i Sawicami, a sam Teodor wszedł w posiadanie Hruszniewa oraz zakupił dobra Patrykozy z przyległościami oraz folwarki w Niecieczy i Bałkach. Teodor upodobał sobie zwłaszcza majątek Patrykozy, gdzie potem osiadł na stałe i wybudował rezydencję. Zanim jednak to się stało, jak już pisaliśmy wybuchło powstanie listopadowe 1830 - 1831, a Teodor Szydłowski wziął w nimi aktywny udział stając nawet do bitew, w tym tej zwycięskiej pod Dębem. W lipcu 1831 r. objął dowództwo nad dwoma brygadami 1 dywizji jazdy i został awansowany do stopnia generała brygady. Niestety miesiąc później padła Warszawa a wraz z nią upadło i całe powstanie. Szydłowski złożył dymisję i skorzystał z carskiej amnestii składając przysięgę wierności, po czym wycofał się w ogóle z polityki poświęcając swój czas i wysiłki swoim włościom. Tak w l. 1832 - 1843 powstał w Patrykozach pałac, dodajmy pałac jak z bajki, wg. proj. arch. Fr. Jaszczołda, a pałac ów budził zachwyt i zazdrość jemu współczesnych i tak jest do dziś. Pałac oraz inne zabudowania dworskie stanął w otoczeniu wspaniałego parku wyposażonego w niezliczoną ilość różnorakich atrakcji, a gen. Teodor Szydłowski poszedł znacznie dalej w swych zamierzeniach i pomysłach które wprowadzał w życie z uporem godnym podziwu. Nakazał wybudowanie murowanych, stylowych domków dla swojej służby folwarcznej i chłopów w Patrykozach. Tak w przeciągu zaledwie kilkunastu lat wieś i dwór tutejszy zupełnie zmieniły swój wygląd i stąd zapewne wzięło się te powiedzenie dotyczące Szydłowskiego, że zastał Patrykozy drewniane, a zostawił murowane, a wszystko czego się dotknął stawało się wyjątkowe i niepowtarzalnie piękne, romantyczne i dobre, jakby ów wkładał tam część swojej szlachetnej duszy lub serca, jak kto woli, próbując zmieniać świat na lepszy i czynić go dobrym dla jak największej grupy ludzi i nawet jego nieostrożność i czasem przez to rozrzutność nie była tego w stanie zmienić na gorsze, a aktywność biznesowa i dobra ręką do interesów rychło straty rekompensowała z nawiązką. Tak Teodor Karol Leon Szydłowski, generał w stanie spoczynku, miejscowy dziedzic i bogacz zaczął już za swojego życia przechodzić do miejscowej Legendy, która trwa po dziś dzień i co najważniejsze wciąż da się zobaczyć i dotknąć, wystarczy wybrać się do pałacu w Patrykozach. Tuż przed swoją śmiercią, a zmarł on w wieku 70 lat i tutaj właśnie, w swoich ukochanych Patrykozach i w swoim pałacu, z bajki o sobie samym, jako że był bezżennym i bezdzietnym przepisał dobra Patrykozy i Hruszniew i inne, kuzynowi tj. Antoniemu Józefowi Szydłowskiemu z Werbkowic, nie zapominając o hojnych darowiznach dla swoich urzędników i sług oraz krewnych i przyjaciół, czym dodatkowo przyczynił się do ugruntowania tej własnej Legendy. Jego ciało spoczęło w kościele w Górach, którego był kolatorem i dobroczyńcą choć trzeba przyznać że i kościółek w niedalekim Kożuchówku też o to zabiegał. Przeważyły względy prestiżowe i rodowe. Wraz ze śmiercią Teodora Szydłowskiego kończyła się świetność Patrykoz i to w piorunującym tempie i z przyczyn różnych nie do końca zależnych od nowych właścicieli. A czy wiecie że już kilka lat po śmierci Teodora zaczęli pojawiać się pierwsi poszukiwacze jego domniemanego skarbu, który ów miał skryć w lochach pałacu..., ale tajemnego schowka ze skarbami starego dziedzica miał skutecznie strzec potwór zjawa i tylko jak wieść potem niosła, człowiek szlachetny, o czystym sercu i dobry mógł stać się ich właścicielem, na niegodnych tego miana miała spaść straszna klątwa.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz