ORP " Groźny" 351

ORP " Groźny" 351
Był moim domem przez kilka lat.

piątek, 16 października 2026

Poranek śmierci na Pawłowej Górce, Ukraińcy polują na Polaków (rano 19 lipca 1943 r.)

 

Nocą kilka obcych osób odeszło z Pawłowej Górki, pozostali ukryci w zaroślach przeczekali czuwając całą noc, a rankiem umęczeni zasnęli. Obudziło ich szczekanie psa Azora. Szczekał na przechodzących obok ich kryjówki banderowców. Ukraińscy zawrócili w ich kierunku. Słychać było nawoływania – Ktoś tam sydyt w kuszczach (Ktoś tam siedzi w krzakach). Nie było już na co czekać i ukrywający rzucili się do ucieczki. Każdy biegł w inną stronę, nie oglądając się na pozostawionych bliskich. Jan Rosiński (56 l.) ze swoim synem Szczepanem (22 l.), który zostawił ciężarną żonę Genowefę z roczną córką Zuzanną, uciekali biegnąc po łące, jako pierwsi. Fragment książki "A Imię Nasze Wołyńskie Dzieci" Kustosza Pamięci Narodowej Pana Janusza Horoszkiewicza. Link do książki w komentarzu. O jakiejkolwiek obronie nie było mowy. Broni nie mieli żadnej, a kosy gdzieś wcześniej pozostawili. W obliczu śmierci ludzie tracą rozum i zapominają o najbliższych, tak też było i w tym przypadku. Banderowcy nie spodziewali się, że tyle osób ukrywa się w zaroślach. W odruchu zaskoczenia ruszyli za Janem i Szczepanem Rosińskimi. Strzelając, zabili Szczepana, a jego ojciec zdołał im uciec. W końcu jakimś cudem dotarł samotnie do Rafałówki, i tam dopiero przyszło na niego opamiętanie, że pozostawił rodzinę, a sam uciekł. Oczekiwał z nierealną nadzieją na przyjście bliskich. Około południa zdecydował wrócić, aby ich odszukać. Uciekający Rosińscy odwrócili na chwilę uwagę Ukraińców od pozostałych, którzy w tym momencie mieli szansę uciekać w inną stronę. Sawiccy rozbiegli się w panice w różnych kierunkach. Syn Tomasz (13 l.), próbował biec za ojcem Dominikiem, ale nie mógł go dognać. Wtedy spojrzał za siebie i zobaczył przewracającą się matkę Franciszkę. Ze względu na to, że cały czas strzelali za nimi, był przekonany, że matkę zabili. To, że udawała zabitą, uratowało ją. W ten sposób odłączyła się od grupy, która pobiegła dalej i skryła się w dole pod krzakami, a syn Tomasz razem z nimi. Banderowcy podobnie myśląc, że zabili Franciszkę, pobiegli za innymi, a ona leżąc nie podnosiła się, udając zabitą. Jedynie Genia Brzozowska, żona Szczepana Rosińskiego, który uciekł razem z ojcem, zdecydowała się nie uciekać. W pierwszym jednak odruchu poderwała się do ucieczki, ale jej kilkunastomiesięczna córeczka Zuzia nie pozwoliłaby jej swobodnie uciekać, więc się zatrzymała. Swoją nadzieję na ratunek upatrzyła w wielkiej gęstwinie krzaków i tam się z córeczką skryła. Mogła z tego miejsca obserwować, co się działo. Widziała śmierć swojej matki Filipiny i brata Ignasia. Jej matka, Filipina Brzozowska, jeszcze w Wyrce została raniona kulą w nogę, mogła chodzić, ale sprawiało to wielki ból. Dodatkowo jeszcze jej syn Ignacy, kiedy w czasie ucieczki spadł z furmanki w Wyrce, prawdopodobnie miał złamaną nogę oraz poranioną rękę, z tego powodu matka cały czas musiała go nosić. Tragizm dopełniała jeszcze choroba serca Filipiny, która w żadnym razie nie była zdolna do ucieczki i wysiłku. Ukraińscy oprawcy dopędzili najpierw Filipinę, która wcześniej wypuściła synka Ignacego i kazała mu uciekać. Ignaś wlókł się utykając na jednej nodze kilkanaście kroków. Zatrzymał się w bezruchu z przerażeniem patrząc, jak obuchem siekiery zabijają jego matkę. Przeczuwając, co będzie się za chwilę działo z nim zaczął błagać o darowanie życia. Wtedy jeden z Ukraińców podbiegł do niego i jednym ciosem siekiery rozrąbał mu głowę, a on padł na ziemię. Dla pewności bandyta wbił jeszcze siekierę w rozłupaną głowę dziecka i tak ją pozostawił. Siekiera mogła być tą, którą zabijany był pies Brytan. Zapewne Ukrainiec, przebiegając przez miejsce, w którym siedzieli, zabrał ją, a po użyciu zostawił, aby się nie obciążać dodatkową siekierą. Innego wytłumaczenia pozostawienia tak cennej broni nie było.

Brak komentarzy: