ORP " Groźny" 351

ORP " Groźny" 351
Był moim domem przez kilka lat.

niedziela, 19 stycznia 2020

Dla mnie kariera nigdy nie była zresztą najważniejsza.

"Na problemy i cierpienia, których oczywiście doświadczałem, patrzę w perspektywie wieczności.
(…)
Dla mnie kariera nigdy nie była zresztą najważniejsza. Zawsze mówiłem, że piłkarzem będę przez parę lat, a człowiekiem przez całe życie. Bardziej niż o karierę dbałem o swoją duszę, o stan łaski uświęcającej. Dlatego kontuzja nie była dla mnie kryzysem. Traktowałem ją jako normalne zawodowe ryzyko.
- Ale był też w pana życiu drugi moment, znacznie bardziej poważny nie tyle dla sportowca, ile dla faceta w ogóle. Mam na myśli informację o chorobie pana syna. Lekarze namawiali wtedy żonę do aborcji.
- Nie nazwałbym tamtego momentu kryzysem. Myślałem wtedy: ok, fajnie się dawało świadectwa na różnych spotkaniach, fajnie się mówiło o Bogu na rekolekcjach, a teraz to Pan Bóg mówi: sprawdzam, jak się zachowasz, co zrobisz. Martwiłem się bardzo o żonę, o dziecko, ale też wiedziałem, że musimy przez to przejść i zaufać Bogu do końca.
Dla mnie to właśnie było doświadczenie hiobowe: dobrze jest wierzyć, kiedy wszystko się udaje, kiedy jesteśmy szczęśliwi, zdrowi i tak dalej. Łatwo jest mówić, trudniej zaufać do końca.
(...)
Kiedy mam problemy to nie tracę energii na narzekanie czy płacz, tylko szukam rozwiązań. I pierwsze co robię, to padam na kolana, modlę się, a potem działam. Nie lubię narzekać ani marudzić. Zgadzam się z tym, że Pan Bóg daje tyle, ile jesteśmy w stanie udźwignąć. A jestem świadomy, że krzyże każdy z nas musi dźwigać.
- Rozumiem, że nie żałuje pan, że nie zagrał z Michaelem Owenem w Liverpoolu?
- Aż tak, to nie. Na pewno chciałem zagrać w lepszej lidze, na lepszych stadionach. Ale widocznie nie można mieć w życiu wszystkiego. Pan Bóg miał na mnie inny plan. I też jest fajnie."
Piękne świadectwo wiary Marka Citki.

Brak komentarzy: