Michiel de RuyterdoHistoria na każdy dzień
16.01.1945 r.
W Ostrowcu Świętokrzyskim komunista, oficer AL i nowo mianowany wojewoda kielecki Jan Foremniak wraz z kilkoma wspólnikami dokonał napadu rabunkowego na prywatne mieszkanie, podczas którego został zastrzelony przez żołnierza AK Stanisława Kosickiego. Wydarzenie to, po spreparowaniu przez propagandę komunistyczną, stało się kanwą powieści Jerzego Andrzejewskiego Popiół i diament.
Popiół i diament należy do najbardziej znanych filmów Andrzeja Wajdy. Przywołuje się wartość artystyczną produkcji, kreację Cybulskiego, „polskiego Jamesa Deana” – słowem: arcydzieło. Nie przywołuje się jednak jednego faktu – historia opisana w filmie (i wcześniejszej odeń książce) miała miejsce naprawdę, została jednak w obrzydliwy sposób zdeformowana. Ten diament to po prostu dobrze podrobiona fałszywka, godząca w dobre imię realnie żyjącego człowieka…
Maciek Chełmicki nie zakończył życia na śmietniku historii, tam gdzie ówcześni mocodawcy autora „Lotnej” (kolejne arcydzieło propagandy) chcieliby wysłać wszystkich AK-owców. Chełmicki, a właściwie Stanisław Kosicki – bo takie było jego prawdziwe nazwisko – zmarł w 1997 roku. Zdążył nawet wydać wspomnienia zatytułowane „Wojna, wojna, wojenka”. O jego życiu opowiada także książka Krzysztofa Kąkolewskiego „Diament odnaleziony w popiele”.
Jaka była jego prawdziwa historia? Kim był jego antagonista – filmowy Szczuka? Dlaczego komunistom tak bardzo zależało na ukryciu prawdy, że aż zlecili napisanie „interwencyjnej” powieści? O wszystkim powiemy za chwilę.
Stanisław Kosicki urodził się w 1927 roku. W czasie wojny działał w Szarych Szeregach, później zaś w Kedywie (Kierownictwo Dywersji AK). Posługiwał się pseudonimami „Czarny” i „Bohun”. Po wkroczeniu Armii Czerwonej i powstaniu Tymczasowego Rządu Jedności Narodowej walczył dalej, widząc że Polskę czeka nowa okupacja, a patrioci nadal są mordowani i wsadzani do więzień. W chwili kiedy zaczyna się historia z „Popiołu i diamentu” miał 18 lat.
Andrzejewski, a po nim Wajda, każą mu dokonać morderstwa – nie tak wyglądały wyroki wykonywane przez AK! nie strzelano z zasadzki, skazany musiał wiedzieć za co i z czyjej ręki ginie! – w wyniku którego giną przypadkowa osoby. Znów obrzydliwe kłamstwo – zawsze pilnowano dokładnie na kim wykonuje się wyrok, żeby uniknąć takich pomyłek! Mamy więc scenę, w której „bandyci z AK” z zasadzki mordują dwóch niewinnych pracowników cementowni…
A jak było naprawdę?
Nie było ani zasadzki, ani morderstwa, ani nawet egzekucji. 16 stycznia 1945 roku dowództwo wysłało Kosickiego na interwencję; pewna wiejska rodzina, związana zresztą z konspiracją, została napadnięta przez bandytów. 18-letni partyzant miał obronić napadniętych. Bandyci byli jednak uzbrojeni; w wyniku strzelaniny jeden z nich, trafiony trzema kulami zmarł w szpitalu. Reszta napastników uciekła.
Tu zaczyna się robić ciekawie – zabity bandyta nazywał się bowiem Jan Foremniak. Był to nie kto inny, jak sam świeżo mianowany wojewoda kielecki! Przy okazji był przyjacielem szefa Wojewódzkiego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego w Kielcach, Władysława Spychaja-Sobczyńskiego. O personaliach zabitego Kosicki dowiedział się dopiero 48 lat później, niemniej jednak śmierć rabusia postawiła na nogi cały kielecki aparat bezpieczeństwa.
Młody partyzant uciekł do Krakowa, gdzie znalazł kryjówkę u ojców kapucynów. Jednak wśród osób znających miejsce jego pobytu znalazł się zdrajca. Aresztowano Kosickiego i osadzono w kieleckim więzieniu, gdzie oczekiwał na wykonanie wyroku śmierci. W ostatniej chwili, w nocy z 4/5 sierpnia, uwolnił go oddział Antoniego Hedy „Szarego”. Partyzanci dokonali wówczas zuchwałego ataku na więzienie i uwolnili wielu osadzonych tam więźniów politycznych (opowiada o tym znakomita książka Danuty Suchorowskiej„Rozbić więzienie UB”).
Kosicki dostał fałszywe dokumenty i jako Jan Szymański wyjechał na Wybrzeże. Zdemaskowano go w 1954 roku, posiadał jednak już wówczas dokumenty amnestyjne. Mimo że go nie aresztowano, przez wiele lat był represjonowany: zwalniano go z pracy, śledzono, a poprzez wpływ SB na jego żonę, doprowadzono także do rozwodu i utraty kontaktu z dziećmi. Unieważnienia wydanego na siebie wyroku doczekał się dopiero w 1993 roku.
Tymczasem Urząd Bezpieczeństwa Publicznego od razu nakazał sfałszowanie dokumentów. Nie można było przecież pozwolić na ujawnienie faktu, że wojewoda i członek Armii Ludowej był zwykłym rabusiem. Na podstawie tych sfałszowanych dokumentów zlecono napisanie propagandowej książki. Na podstawie książki zaś po dekadzie powstał film Wajdy. Już nie tak nachalnie propagandowy; Maciek Chełmicki nie jest jednoznacznie negatywną postacią. Jednak AK-owcy nadal ukazani są w nim jako bandyci strzelający „przez pomyłkę” do niewinnych ludzi, jako histerycy (końcówka początkowej sekwencji, tuż po zabójstwie)… Przeciwstawia się ich „walce o Polskę”, ludność nienawidzi ich jako siewców niepokoju…
Wszystko to są propagandowe kłamstwa. Nawet wtedy gdy powstawał film, wciąż jeszcze kilku partyzantów ukrywało się po wsiach i bunkrach. Jak mogliby walczyć przez tyle lat (historiografia uważa za okres „powstania antykomunistycznego” lata 1944-1953!), bez zaplecza w ludności, bez kryjówek, bez pomocy materialnej, bez sympatii wreszcie! AK nie utrzymałaby się strachem – wystarczyłby przecież jeden donos, żeby zniszczyć całą lokalną siatkę konspiracyjną! A przecież przypadki zdrady były nader rzadkie.
„Popiół i Diament” jest filmem artystycznie bardzo dobrym. Tym mocniej obciąża sumienie jego autora. Zwłaszcza wobec Stanisława Kosickiego, z którego ku zadowoleniu swoich patronów posłusznie zrobił bandytę. Należy o tym pamiętać, kiedy zbyt pochopnie będziemy wynosić na ołtarze dzieła zmarłego reżysera, o którym Jacek Kaczmarski mówił, że „swoją inteligencją i wykształceniem zdecydował się służyć reżimowi”

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz