Wszystko racja. Bardzo dobry post. Bravo! 
To, czego powinniśmy się uczyć od Anglosasów, to PR.
Nie ten korporacyjny, kołczowy i w ogóle prymitywny, ale ten państwowy, imperialny, pachnący cygarami Churchilla i luksusem.
Co, jak co, ale sprzedawanie bajek zawsze było u nich na poziomie najwyższym.
Może dlatego, że życie na wyspach nigdy nie było bajką, nie istniało nic takiego, jak stara, dobra, Anglia, a egzystencja tam była smutną walką o przetrwanie - na zasadzie ucieczki od rzeczywistości, tworzył więc sobie uciśniony ludek majaczenia przeróżne, od ''what will we do with a drunken sailor'' po ''auld lang syne''.
Anglicy to zdecydowanie jedna z najbardziej zbrodniczych, jeśli nie najbardziej zbrodnicza nacja w dziejach - pragmatyzm i cynizm doprowadzony do perfekcji, biznes is biznes, business as usual, z przysłowiową flegmą, Anglia nie ma przyjaciół, Anglia ma interesy.
Churchill, którego skądinąd podziwiam i niezmiernie szanuję, takim cynicznym sukinsynem w każdym calu był.
Weźmy taką Perłę W Koronie, jaką były Indie.
Angielska obecność tam to bezwzględny, niepohamowany wyzysk, z ofiarami idącymi w dziesiątki milionów.
Co my o tym wiemy? Tyle, że ''Księga Dżungli'', albo ''Mała Księżniczka'', czy inne pełne romantyzmu wizje tropików, dżentelmenów w korkowych hełmach i pasjonatów w stylu Indiana Jones.
Kompania Wschodnioindyjska to dla nas nie jakiś przerażający, zorientowany na zysk po trupach, utrzymujący armię znacznie liczniejszą od koronnej twór, ale białe żagle na tle zachodzącego słońca, ładownie pełne przypraw i zapach przygody.
Wiktoriańska Anglia zaś to nie względny dobrobyt nielicznych kosztem mas plebsu, ani nie skutek Wojen Opiumowych, które wysłały na tamten świat i uzależniły od tego wynalazku niepoliczalne miliony Chińczyków, nie pełne przestępczości, nędzy i prostytucji portowe miasta, a ''O czym szumią wierzby'', ''Duma i uprzedzenie'' i tym podobne.
Potem też, nie widzimy obozów koncentracyjnych i instytucjonalnego mordu dziesiątek tysięcy burskich dzieci, ale Sherlocka Holmesa, a dla dodatkowego odwrócenia uwagi promuje się takiego Josepha Conrada i ''Jądro ciemności'', bo wiadomo, jak zbrodniarze, to Belgowie, nigdy City of London.
To, że książka ta i jej sukces, to zwykła wojna hybrydowa tamtych czasów, jakoś nam umyka.
Nie wiemy nic o stuleciach okupacji Irlandii, przy której panowanie rosyjskie, czy nawet nazistowskie w Polsce było idyllą.
O piekle kolonii karnych w Australii też mało wiemy.
Ale za to mamy Tolkiena.
A angielską obecność w Ameryce Północnej, przed powstaniem USA, widzimy jako Pocahontas, albo ''Ostatniego Mohikanina'' - kolejną propagandową książeczkę, gdzie wszystko stoi na głowie, bo akurat było na odwrót.
Hiszpański kolonializm i hiszpańską inkwizycję mamy wdrukowaną w zwoje mózgowe na wieki wieków, choć miał on charakter odmienny, mimo wszystko katoliccy władcy Hiszpanii stawiali prócz zysku, także na misję cywilizacyjną, nawracanie i asymilację.
Powstawały uniwersytety, katedry i szkoły, a rasizm nigdy nie był doktryną.
Cóż z tego, historię piszą zwycięzcy, a nam piszą ja klienci City, wiec mamy obraz krwiożerczej, opętanej złotem konkwisty, a Indianie Ameryki Północnej znikają w ciszy, ot, nagle wyrasta sobie Boston i Nowy Jork, pieniądz lubi ciszę.
A u nas, bida, Panie. U nas tylko jeden chłop w to umiał i chwała mu za to.
Mówię o Sienkiewiczu.
Nie, nie tym nawalonym. O jego pradziadku. Cała reszta naszych pisarzy niegodna mu butów lizać, jeśli o to idzie.
Henryk sprzedał nam narodowy mit, wizję zielonej Ukrainy, wspaniałej szlachty i rycerstwa spod kresowych stanic, czyli dokładnie to, czego wtedy potrzebowaliśmy.
Tak się robi historię.
Śmiem twierdzić, że miał większy wpływ na odrodzenie się i sukces Polski w 1920, niż Dmowski, Piłsudski i Witos razem wzięci.
Każdy poborowy wtedy czuł się Skrzetuskim, Kmicicem i Wołodyjowskim w jednym.
A zastanawialiście się kiedyś, z czego taki Zagłoba żył?
No, ale tak serio.
Facet nic, tylko baluje po knajpach, pije, zawsze jest w centrum wydarzeń, a przecież cichy, miody i konie kosztują.
Wszystko na krzywy ryj. Nigdzie nie ma najmniejszej wzmianki o źródłach jego dochodów.
Albo taki Kmicic - no, wypisz wymaluj Sebuś spod bloku. Zanim pomyśli, to wpierdoli, jak mu Karynka w oku wpadnie, to rwie jej kwiatki z osiedlowych kwietników, CHWDP na pełnej.
Na Jasnej Górze wysypuje na stół to, co zajumał i jest dobrze.
Skrzetuski nie lepszy - jedzie, jedzie, patrzy, laluni się auto spierdzieliło, pomaga, lalunia zaprasza na chatę, a ten z miejsca bierze jak swoją, a jej simpa traktuje z buta, ten wkurwiony przyłącza się do KODu i tak to się życie toczy w tej Rzeczpospolitej.
Podbipięta odziedziczył po jakimś Kluczyku kupę kasy, to wiedzion kompleksami, pewnie przez apodyktyczną matkę wychowany, postanowił nie uprawiać seksu, póki męstwa nie dowiedzie, co jak pamiętacie, kończy się tragedią, mimo słusznych gabarytów i godzin spędzonych na siłowni.
Jedyny przytomny na umyśle, czyli Rzędzian, traktowany jest przez resztę towarzystwa jak wieczny incel z pejsatym rodowodem.
No, ale to przynajmniej da się czytać, bez chęci palnięcia sobie w łeb, a cała rzeczywistość naszej kresowej obecności zostaje sprawnie przykryta, od krótkowzroczności szlacheckiej braci i nędzy czerni poczynając, na istotnych celach wojen z Moskwą kończąc.
Jest tam wszystko, tylko nie przepływy kapitału.
To się da sprzedać i może nie wiecie, ale się sprzedaje, nie tak dobrze, jak Trzej Muszkieterowie, ale jednak sprzedaje.
To może wziąć do ręki ktoś z anglosaskiego kręgu kulturowego i czytać jak swoje, zwłaszcza w USA, bo stepy i prerie dziwnie się przypominają, a zbuntowane kozactwo nie tylko fryzurami przypomina Siuksów.
I na tym koniec.
Nie potrafimy zrobić o Kościuszce filmu równie dobrego, co ''Patriota'' Gibsona, nie umiemy sprzedać Lisowczyków, puszczenia z dymem Moskwy, Odsieczy Wiedeńskiej, ani nawet tego 1920.
Stworzyliśmy Polskie Państwo Podziemne, jedyny, niepowtarzalny fenomen w dziejach świata, a potem stoczyliśmy nierówną walkę resztkami, znanymi dziś jako Wyklęci, ale świat widzi w nas jedynie współsprawców Holokaustu, pijanych złodziei samochodów, Wałęsę, a jeśli chodzi o partyzantkę, to panienki francuskiego ruchu oporu z Allo Allo biją nas na głowę.
A teraz mamy rok 2022 i na potrzeby wewnętrzne mamy filmy Vegi oraz Sylwestra Marzeń, z tymi samymi peerelowskimi, sztucznie pompowanymi dinozaurami, z wieczną jak piramidy w Gizie Marylą, z tym samym ''wsiąść do pociągu byle jakiego'' na ustach.
To ja się, kurwa, pytam, jak my mamy to państwo zbudować.
Henryk, wstawaj, ojczyzna w potrzebie.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz