Jarosław Żukowski –
dumny z Krisem Togiem i
Jeszcze w lipcu, podczas konferencji w Spa, alianci próbowali nam „pomóc”. Chcieli negocjować z bolszewikami pokój dla Polski. Na szczęście Lenin i jego towarzysze byli tak pewni zwycięstwa, że zachodnie propozycje odrzucili. Uważali, że za chwilę sami podyktują warunki w Warszawie.
Charakterystyczna była postawa brytyjskiego premiera Davida Lloyda George’a. Jeszcze 10 sierpnia, gdy Armia Czerwona stała już u bram Warszawy, przekonywał w Izbie Gmin, że polska ofensywa na Ukrainę była nieusprawiedliwiona, a bolszewicy jedynie odpowiedzieli, odrzucając Polaków na zachód.
Brytyjski premier chciał przede wszystkim doprowadzić do porozumienia z Moskwą. Polska miała pozostać niepodległa, ale w granicach, które mocarstwa uznałyby za rozsądne. Niepodległa, ale posłuszna europejskim elitom. Skąd my to znamy?
Nie wszyscy Brytyjczycy myśleli jednak tak samo. Winston Churchill znacznie lepiej rozumiał, czym może skończyć się marsz bolszewików na Zachód, i ostrzegał przed polityką ustępstw wobec komunizmu.
A tymczasem Polacy nie zamierzali czekać, aż ktoś urządzi im państwo przy zielonym stoliku.
Sztab Generalny opracował plan uderzenia znad Wieprza, a Józef Piłsudski go zaakceptował i wziął odpowiedzialność za jego wykonanie. To był wojskowy majstersztyk.
Wojsko Polskie uderzyło i wyszło na tyły armii Tuchaczewskiego.
„Czerwony Napoleon” nie miał od południa wsparcia, którego tak bardzo potrzebował. 1 Armia Konna Siemiona Budionnego tkwiła pod Lwowem. Dowództwo Frontu Południowo-Zachodniego, w którym ogromne wpływy miał Stalin, wciąż chciało zdobyć miasto.
Lwowa Budionny nie zdobył. Gdy Konarmia ruszyła wreszcie na północ, było już za późno.
Po zwycięstwie pod Warszawą Wojsko Polskie nie zatrzymało się. Bolszewicy zostali ponownie rozbici w bitwie nad Niemnem, a wojna zakończyła się zwycięstwem Rzeczypospolitej.
Bitwę Warszawską docenili również jej zagraniczni świadkowie. Brytyjski dyplomata lord Edgar Vincent d’Abernon w książce „Osiemnasta decydująca bitwa w dziejach świata” napisał:
„Współczesna historia cywilizacji zna mało wydarzeń, posiadających znaczenie większe od bitwy pod Warszawą w roku 1920. Nie zna zaś ani jednego, które by było mniej doceniane”.
Warto jednak pamiętać, że choć tę wojnę wygrali przede wszystkim polscy żołnierze, Ale Polska nie była zupełnie sama.
Kiedy bolszewicy stali już pod Warszawą, 12 sierpnia do Skierniewic dotarł wielki transport węgierskiej amunicji. Rozładowywano ją i niemal natychmiast wysyłano na front.
W sumie w latach wojny Węgry przekazały Polsce około 100 milionów sztuk amunicji. Dla armii używającej w dużej części broni systemu austro-węgierskiego miało to ogromne znaczenie.
Francja dostarczała Polsce broń, amunicję i wyposażenie. Przysłała także misję wojskową z gen. Maxime’em Weygandem.
Ale warto to powiedzieć jasno: plan, który przyniósł zwycięstwo pod Warszawą, był planem polskiego Naczelnego Dowództwa. Kluczową rolę odegrali w jego przygotowaniu Józef Piłsudski i szef Sztabu Generalnego gen. Tadeusz Rozwadowski.
Żołnierze armii Semena Petlury walczyli u boku Wojska Polskiego przeciwko bolszewikom. W najtrudniejszych dniach wojny Ukraińcy bronili między innymi Zamościa przed Konarmią Budionnego.
Gdy bolszewicy zbliżali się do stolicy, część korpusu dyplomatycznego ją opuściła. Pozostał nuncjusz apostolski Achille Ratti. Dwa lata później został papieżem Piusem XI. Pozostał również lord d’Abernon.
Ale byli też tacy, którzy Polsce pomagali znacznie mniej. Czechosłowacja blokowała tranzyt części transportów wojskowych przeznaczonych dla Polski i nie zgodziła się na przejazd przez swoje terytorium węgierskiej pomocy wojskowej.
W Gdańsku niemieccy dokerzy odmawiali rozładunku statków wiozących broń i amunicję dla walczącej Polski. W wielu krajach europejska skrajna lewica organizowała protesty i strajki przeciwko dostawom uzbrojenia dla „pańskiej Polski”, widząc w Armii Czerwonej zwiastuna światowej rewolucji.
I chyba dlatego warto 15 sierpnia pamiętać nie tylko o samym zwycięstwie.
Polacy wygrali tę wojnę sami, ale nie byli sami.
Węgrzy dali amunicję.
Francuzi broń, sprzęt i doradców.
Ukraińcy — żołnierzy.
Inni blokowali pomoc albo byli gotowi negocjować przyszłość Polski ponad głowami Polaków.
A potem przyszła Bitwa Warszawska. I wszystkie te polityczne kalkulacje trzeba było napisać od nowa. Polska odrodziła się jak Feniks z popiołów i jeszcze mocniej stanęła w gardle naszych sąsiadów - odwiecznych wrogów.
I Niemcy i Rosjanie z resztą bolszewików nazywali nas sezonowym państwem, wersalskim bękartem… Ale II RP przetrwała i przez 20 lat budowała państwo, którego nie musimy się wstydzić.
Chwała polskim bohaterom.
15 VIII 1920
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz