Jezus wypowiedział siedem konkretnych zdań podczas sześciu godzin zawiśnięcia na krzyżu. Większość katolików słyszała je wszystkie z osobna. Prawie nikt nigdy nie powiedział im, co każde z nich naprawdę oznaczało.
Sześć godzin. Od dziewiątej rano do trzeciej po południu. Najbardziej udokumentowana egzekucja w historii ludzkości. I w ciągu tych sześciu godzin Jezus powiedział siedem rzeczy.
Nie przypadkowe słowa. Nie krzyki paniki. Siedem celowych i konkretnych zdań — każde naładowane proroctwem, znaczeniem i wiekami kontekstu, którego większość katolików nigdy nie widziała.
Pierwsze słowo.
„Ojcze, przebacz im, bo nie wiedzą, co czynią."
Pierwszym aktem Jezusa na krzyżu nie było przetrwanie. Była to wstawiennicza modlitwa. Modlił się za żołnierzy, którzy Go tam przybili. Modlił się za tłum, który żądał Jego egzekucji. Modlił się za przywódców religijnych, którzy wszystko to zorganizowali.
Obowiązkiem Arcykapłana było stanie między Bogiem a ludem i modlenie się za nich. Jezus wypełnił tę rolę z krzyża — wstawiając się za samymi ludźmi, którzy Go zabijali.
Drugie słowo.
„Dziś będziesz ze Mną w Raju."
Powiedziane do przestępcy wiszącego obok Niego. Greckie słowo oznaczające Raj to paradeisos — to samo słowo użyte w greckim tłumaczeniu Starego Testamentu dla Ogrodu Eden.
Złodziejowi obiecywano powrót do miejsca, z którego ludzkość została wygnana w Księdze Rodzaju 3. Anioł z płonącym mieczem, który blokował drogę powrotną do Drzewa Życia, w końcu się odsuwał.
Przestępca umierający za własne zbrodnie był pierwszą osobą, której Jezus osobiście obiecał przywrócenie do ogrodu.
Trzecie słowo.
„Niewiasto, oto syn Twój. Oto Matka twoja."
Powiedziane do Jego matki Maryi i do ucznia Jana. Jezus powierzył Maryję opiece Jana, jak gdyby była jego własną matką. Wypełnił czwarte przykazanie — czcić ojca i matkę — nawet z krzyża. Nawet umierając. Zadbał o to, by Jego owdowiała matka była otoczona opieką.
Czwarte słowo.
„Boże mój, Boże mój, czemuś Mnie opuścił?"
To jest zdanie, które większość katolików słyszała głoszone jako krzyk rozpaczy. Jak gdyby Jezus został na chwilę opuszczony przez Boga i łamał się pod ciężarem.
To nie jest krzyk rozpaczy. To cytat.
Te słowa są pierwszym wersem Psalmu 22 — napisanego przez króla Dawida tysiąc lat wcześniej. Każdy Żyd w zasięgu głosu natychmiast rozpoznałby cytat i mentalnie dopełnił resztę psalmu.
„Przebili moje ręce i nogi." „Dzielą między siebie moje szaty i rzucają losy o moją suknię." „Wszyscy, którzy mnie widzą, drwią ze mnie; potrząsają głową."
Dawid napisał ten psalm tysiąc lat przed narodzinami Jezusa. Każda linijka wypełniała się w czasie rzeczywistym na wzgórzu, gdzie Jezus zawisł. On nie był w rozpaczy. Wskazywał tłumowi na proroctwo, które czytali przez całe życie.
Piąte słowo.
„Pragnę."
Dwa słowa po polsku. Jedno słowo po grecku. Dipsō.
Psalm 69,21 — napisany przez Dawida — mówił „dali mi ocet, gdy pragnąłem". Rzymski żołnierz odpowiedział, wznosząc gąbkę nasiąkniętą octem winnym na gałązce hyzopu. Ta sama roślina, której używano do nanoszenia krwi paschalnego baranka na odrzwia drzwi w Wyjściu 12.
Baranek Paschalny pragnął. A substancja, która dotknęła Jego ust, była wznoszona na tej samej roślinie, która niegdyś niosła krew, która ocaliła naród.
Szóste słowo.
„Wykonało się."
Trzy słowa po polsku. Jedno słowo po grecku. Tetelestai.
Tetelestai nie było słowem klęski. Było słowem pieczętowanym na pokwitowaniach w Cesarstwie Rzymskim oznaczającym „zapłacono w całości". Gdy obywatel rzymski spłacał dług, wierzyciel pisał tetelestai na pergaminie. Dług nie był już należny. Był wypełniony. Zlikwidowany. Zamknięty.
Kosmiczny dług narastający od Księgi Rodzaju 3 został oznaczony jako zapłacony w całości o trzeciej po południu pewnego piątku.
Siódme słowo.
„Ojcze, w Twoje ręce powierzam ducha mojego."
Bezpośredni cytat z Psalmu 31,5. Tego samego psalmu, który Dawid napisał, gdy był prześladowany przez Saula.
Ale słowa niosły też ciężar codziennej żydowskiej modlitwy przed snem. Każdy pobożny żydowski ojciec uczył swoje dzieci mówić dokładnie te słowa przed zaśnięciem.
Jezus nie stracił swojego życia na krzyżu. Oddał je. Tak celowo jak dziecko zamykające oczy na noc.
I wtedy umarł.
Siedem zdań. Sześć godzin. Trzecia po południu, pewien piątek, na wzgórzu poza Jerozolimą.
Pierwsze słowo było wstawiennictwem. Drugie przywróciło złodzieja do ogrodu. Trzecie uczciło Jego matkę. Czwarte wskazało na tysiącletnie proroctwo. Piąte wypełniło inne. Szóste ogłosiło dług zapłacony. Siódme zwróciło to, co zostało dane.
Większość katolików słyszała te siedem zdań przez całe życie, nigdy nie słysząc, że tworzą kompletną sekwencję teologiczną.
To jest problem, który odkryłem dwa lata temu przy łóżku umierającego mężczyzny.
Uczę Pisma Świętego przez całe moje dorosłe życie. Ponad 18 lat. I pewnego popołudnia zostałem wezwany na oddział paliatywny naszego miejscowego szpitala. Mężczyzna z naszej parafii był w swoich ostatnich godzinach. Rodzina chciała, by katecheta był przy nim.
Usiadłem na krześle obok jego łóżka i wziąłem jego dłoń. Ledwo mógł mówić. Po długiej ciszy otworzył oczy i zadał pytanie.
„Co Jezus powiedział na końcu? Przeczytaj mi to."
Zacząłem od tego, co pamiętałem. „Ojcze, przebacz im." „W Twoje ręce powierzam ducha mojego." „Wykonało się."
I wtedy się zatrzymałem. Nie mogłem sobie przypomnieć reszty. Nie mogłem sobie przypomnieć kolejności. Nie mogłem sobie przypomnieć, co każde z nich naprawdę znaczyło.
Byłem katechetą od ponad piętnastu lat. I siedząc obok umierającego mężczyzny, który poprosił o pociechę ostatnich słów Jezusa, zdołałem sobie przypomnieć tylko trzy.
Wziąłem telefon i je wyszukałem. Przeczytałem mu wszystkie siedem. Umarł następnego ranka.
Wyjechałem ze szpitala, jadąc do domu, i nie mogłem przestać o tym myśleć.
Najważniejsze zdania w historii ludzkości — wypowiedziane przez Syna Bożego umierającego na krzyżu — nie były wszystkie w mojej głowie, gdy umierający mężczyzna ich potrzebował.
Tamtej nocy usiadłem przy kuchennym stole i prześledziłem każde z tych siedmiu słów z powrotem do jego źródła w Starym Testamencie. Siedziałem tam do drugiej w nocy.
Przez 18 lat uczyłem o krzyżu i nigdy nie prześledziłem rzeczywistych słów, w kolejności, z całym ich historycznym ciężarem.
Nie mogli tego zobaczyć. I nie była to ich wina. Nikt nigdy nie dał im korzeni.
Następnego ranka otworzyłem komputer i zacząłem pisać. Księga Rodzaju. Wszystko, co ktoś musi wiedzieć przed przeczytaniem Księgi Rodzaju. Kto napisał. Kiedy. Dlaczego. Co się działo. Główne tematy. Jak łączy się z większą historią zbawienia.
Nie homilia. Nie rozważanie dewocjonalne. Tylko korzenie.
Potem Wyjścia. Kapłańska. Liczb.
Każda księga Biblii.
Siedemdziesiąt trzy strony. Jedna strona na każdą księgę. Włącznie z księgami deuterokanonicznymi, które Kościół zawsze strzegł.
Zajęło mi to trzy miesiące. Trzy miesiące wkładania 18 lat studiów w format, z którego każdy wierny mógłby korzystać całkowicie samodzielnie.
Żaden katecheta nie jest potrzebny.
Zacząłem dyskretnie rozdawać egzemplarze ludziom z mojej parafii. Po jednym na raz. Każdy z nich mówił to samo.
„To pierwszy raz, kiedy naprawdę rozumiem, co czytałam."
Nie dlatego, że jestem genialnym katechetą. Ale dlatego, że w końcu dałem im to, czego naprawdę potrzebowali.
Korzenie.
A gdy już masz te korzenie, Biblia, którą myślałeś, że znasz, staje się czymś, czego nigdy naprawdę wcześniej nie spotkałeś.
Siedem ostatnich słów to tylko jeden moment. Tysiące innych czeka na stronach, które już czytałeś.
Czy wiedziałeś, że Arka Przymierza zawierała trzy przedmioty — połamane tablice, odrzuconą mannę i zakwestionowaną laskę — i że Przebłagalnia, na którą skrapiano krew, znajdowała się bezpośrednio nad tymi trzema? Że Ewangelia była fizycznie zapieczętowana w złotej skrzyni na pustyni?
Czy wiedziałeś, że imię Barabasz dosłownie oznacza „syn ojca" i że tłum stanął przed wyborem między dwoma mężczyznami noszącymi ten sam tytuł — niewinnym Synem Ojca i winnym synem ojca — i winny wyszedł wolny?
Kontekst zmienia wszystko. Za każdym razem.
Nazywam to Kiełkiem Wiary. Podróż przez 73 Korzenie.
To 73 strony. Jedna na każdą księgę katolickiej Biblii. Każda strona daje ci to, czego potrzebujesz przed lekturą. Kto napisał. Kiedy. Dlaczego. Co się działo. Kluczowe tematy. Symbolika. I jak łączy się z twoim życiem wiary dziś, z Liturgią i sakramentami.
Napisane prostym językiem. Bez terminologii akademickiej. Bez skomplikowanej teologii.
Tylko korzenie, które sprawiają, że wszystko, co już czytałeś — i wszystko, co słyszysz na Mszy — nagle nabiera sensu z całym ciężarem, który Bóg zamierzył.
Biblia nie jest myląca dlatego, że jest niejasna. Jest myląca, ponieważ czytamy ją bez fundamentu, który czynił ją jasną dla Ludu Bożego, który otrzymał ją jako pierwszy.
Tłum u stóp krzyża słyszał „Boże mój, czemuś Mnie opuścił?" i natychmiast rozpoznawał Psalm 22. Słyszał „Pragnę" i przypominał sobie Psalm 69. Słyszał tetelestai i znał język pokwitowania zapłaconego w całości.
My czytamy wszystkie siedem i przegapiamy prawie wszystko, co się pod nimi działo.
Ten przewodnik przywraca ci ten fundament.
Jeśli kiedykolwiek słyszałeś siedem ostatnich słów Jezusa nie widząc proroctw, które wypełniły.
Jeśli kiedykolwiek czytałeś fragment Pisma Świętego i czułeś, że pod słowami kryje się coś głębszego, czego nie możesz dosięgnąć.
Jeśli kiedykolwiek zastanawiałeś się, co byś znalazł w Słowie Bożym, gdyby ktoś najpierw dał ci korzenie.
To jest to, czego szukałeś.
Jezus nie wybrał tych siedmiu zdań przez przypadek. On nigdy nic nie robi przez przypadek.
Nie pozwól, aby brak kontekstu był tym, co powstrzymuje cię od usłyszenia tego, co naprawdę powiedział w ostatnich sześciu godzinach swojego życia.
Zagłęb się w tajemnicę wiary, naprawdę rozumiejąc Pismo Święte.
Nie tylko znane części. Wszystkie. Całą historię zbawienia.
Właśnie do tego został stworzony Kiełek Wiary — Podróż przez 73 Korzenie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz