Media społecznościowe mają wszystkie możliwe wady. Pełno w nich chaosu, manipulacji, agresji, plotek i zwyczajnego kłamstwa. Mają jednak zaletę fundamentalną: odebrały władzy i wielkim redakcjom monopol na opisywanie świata.
Przez dziesięciolecia obywatel oglądał wydarzenia tak, jak pokazała je telewizja, opisała gazeta albo objaśniło kilku dyżurnych ekspertów. Redakcje wybierały tematy, rozmówców, obrazy i proporcje. Decydowały, co ma być wiadomością dnia, a co nie powinno ujrzeć światła dziennego. To, czego nie pokazano, praktycznie nie istniało.
Widać to szczególnie wyraźnie w relacjach dotyczących wojny na Ukrainie. Natarczywa, jednostronna narracja rządu oraz mediów związanych z nim nie tylko politycznie, lecz także finansowo, tworzy informacyjną kurtynę. Ma ona zasłonić wszystko, co nie pasuje do obowiązującego obrazu wojny: niewygodne fakty, odmienne oceny, głosy sceptyczne i pytania, których zadawać podobno nie wolno.
Na szczęście portale społecznościowe rozrywają tę kurtynę. Pozwalają porównywać relacje z różnych państw, czytać dokumenty źródłowe, oglądać nagrania świadków i konfrontować komentarze dziennikarzy z faktami. Można wreszcie zobaczyć i usłyszeć ludzi, których media głównego nurtu nie zapraszają — nie dlatego, że nie mają nic do powiedzenia, ale dlatego, że mówią nie to, co należy.
I właśnie to najbardziej drażni samozwańczych strażników prawdy. Tych, którzy chcą rozstrzygać, co jest informacją, co „dezinformacją”, a co należy przemilczeć. Kogo wolno pokazywać, a kogo trzeba ukryć we mgle zapomnienia. Dawniej wystarczyło nie zaprosić niewygodnego człowieka do studia. Dziś może on przemówić bez pozwolenia redaktora, ministra i medialnego komisarza.
Oczywiście media społecznościowe nie są świątynią prawdy. Przypominają raczej wielki, hałaśliwy plac, na którym wiedza miesza się z głupotą, a prawda z kłamstwem. Ale lekarstwem na złą informację nie może być urząd do spraw informacji właściwej. Odpowiedzią powinny być różnorodność źródeł, jawność, krytyczne myślenie i prawo do publicznego sprostowania.
Media społecznościowe bywają brutalne, niesprawiedliwe i irytujące. Ale są też oknem, przez które można zobaczyć to, co miało pozostać niewidoczne. Tego okna nie da się już całkowicie zasłonić. I właśnie dlatego tak wielu próbuje zawiesić na nim kotary.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz