🔪⁰
17 września 1939 roku, o świcie, gdy Polska od ponad dwóch tygodni prowadziła samotną walkę z niemiecką agresją, od wschodu przekroczyła jej granicę Armia Czerwona. Nie był to akt „wkroczenia” ani „wyzwolenia”, jak przez dziesięciolecia przedstawiała to sowiecka propaganda, lecz zbrojna agresja dokonana bez wypowiedzenia wojny. W ten sposób Polska, zaatakowana 1 września przez III Rzeszę, znalazła się między przysłowiową Scyllą a Charybdą, które zaledwie kilka tygodni wcześniej zawarły porozumienie przewidujące podział Europy Środkowo-Wschodniej. Tajny protokół paktu Ribbentrop-Mołotow z 23 sierpnia 1939 roku przesądzał o podziale polskiego terytorium między Niemcy i Związek Sowiecki. 17 września Stalin przystąpił do realizacji tego porozumienia.
By zrozumieć znaczenie tego dnia, trzeba jednak cofnąć się do początku lat trzydziestych. 25 lipca 1932 roku Polska i Związek Sowiecki zawarły pakt o nieagresji. Obie strony wyrzekały się wojny jako narzędzia polityki we wzajemnych stosunkach i zobowiązywały się do powstrzymania od wszelkich działań agresywnych. W maju 1934 roku pakt przedłużono aż do 31 grudnia 1945 roku. Dla Warszawy był to jeden z elementów polityki równowagi wobec dwóch potężnych sąsiadów. Polska nie mogła pozwolić na wojnę jednocześnie z Niemcami i ZSRS, dlatego starała się utrzymywać stosunki z obydwoma państwami na poziomie, który dawał przynajmniej czasowe zabezpieczenie jej granic.
Pakt z 1932 roku nie oznaczał jednak zaufania do Moskwy. Polska doskonale znała sowiecką ideologię, pamiętała wojnę polsko-bolszewicką i wiedziała, że za dyplomatycznymi deklaracjami może kryć się długofalowy cel imperialny. W tym kontekście świadectwem życzeniowego myślenia byłoby opieranie polityki zagranicznej wyłącznie na przekonaniu, że przeciwnik zawsze działa zgodnie z ideologią. W stosunkach międzynarodowych ideologia może być narzędziem, podczas gdy rzeczywistą decyzję często wyznacza kalkulacja interesów. Niestety „ofiarą” takiego myślenia padła – moim zdaniem – II Rzeczpospolita w końcu lat 30. XX wieku. Za życia Józefa Piłsudskiego nie zastanawiano się, czy ówczesna generacja będzie uczestniczyć w kolejnej wojnie. Pytano: kiedy? Następnie rozważano, z którym z „odwiecznych wrogów” Polska stanie w szranki w pierwszej kolejności – z Niemcami czy Związkiem Sowieckim? W decydującym momencie zabrakło jednak odpowiedzi na fundamentalne pytanie, co się stanie jeśli oba ościenne mocarstwa zaatakują Polskę równocześnie?
Nazizm i komunizm były ideologiami zasadniczo odmiennymi. Nazistowska III Rzesza opierała politykę na skrajnym nacjonalizmie, rasizmie, antysemityzmie i idei niemieckiej ekspansji terytorialnej. System sowiecki wyrastał z marksizmu-leninizmu, internacjonalizmu komunistycznego i dyktatury partii. Nie oznacza to jednak, że różnica ideologiczna uniemożliwiała państwom współpracę. Przeciwnie – Hitler i Stalin potrafili odsunąć ideologiczne sprzeczności i zawrzeć porozumienie, gdy uznali, że odpowiada ich interesom. Pakt Ribbentrop-Mołotow nie był przypadkowym epizodem, lecz pragmatycznym porozumieniem dwóch dyktatur, które postanowiły wspólnie uporządkować – według własnych interesów – mapę Europy Wschodniej.
W tym kontekście szczególne znaczenie miała zmiana na stanowisku sowieckiego komisarza spraw zagranicznych. 3 maja 1939 roku Maksym Litwinow został zastąpiony przez Wiaczesława Mołotowa. Litwinow był kojarzony z polityką bezpieczeństwa zbiorowego i próbami budowania systemu przeciwstawiającego się potencjalnej niemieckiej agresji poprzez współpracę międzynarodową. Mołotow był przede wszystkim człowiekiem Stalina. Reprezentował bezpośrednio jego politykę. Zmiana nie była wówczas jednoznacznym dowodem na przyszłe porozumienie z Hitlerem – zachodnie służby dyplomatyczne odnotowywały nawet zapewnienia, że sowiecka polityka zagraniczna nie ulegnie zmianie. Jednak z perspektywy czasu dymisja Litwinowa stała się jednym z ważnych sygnałów zmiany kursu Kremla.
Polska dyplomacja nie wyciągnęła z tej zmiany wszystkich możliwych konsekwencji. Józef Beck oceniał, że odejście Litwinowa oznacza raczej zmianę metody niż zasadniczy zwrot polityki sowieckiej. Co istotne, nie zakładał, że Związek Sowiecki wkrótce zawrze porozumienie z Niemcami. Była to jedna z istotnych pomyłek kalkulacyjnych polskiej dyplomacji. Warszawa wiedziała, że najgorszym możliwym scenariuszem byłoby wystąpienie przeciwko Polsce obu totalitarnych sąsiadów jednocześnie, ale nie doceniła możliwości, że Hitler i Stalin – mimo wszystkich dzielących ich różnic – mogą uznać taki układ za korzystny.
Był w tym także pewien paradoks. Polska przez całe dwudziestolecie starała się prowadzić politykę równowagi. W 1932 roku zawarła pakt z Moskwą, a w 1934 roku deklarację o niestosowaniu przemocy z Berlinem. Oba porozumienia miały zabezpieczać pokój i istniejące granice. Polska nie przewidywała jednak, że jej dwaj sąsiedzi mogą zawrzeć porozumienie, którego przedmiotem stanie się podział Polski. Tymczasem 23 sierpnia 1939 roku podpisano w Moskwie pakt Ribbentrop-Mołotow. Kilka dni później Niemcy zaatakowały Polskę, a 17 września od wschodu uderzył ZSRS. Wspólna parada wojsk niemieckich i sowieckich w Brześciu 22 września stała się symbolicznym obrazem tej współpracy.
Sowiecka agresja oznaczała złamanie nie jednego, lecz kilku podstawowych zobowiązań międzynarodowych. Związek Sowiecki naruszył traktat ryski z 1921 roku, który wyznaczał granicę polsko-sowiecką, polsko-sowiecki pakt o nieagresji z 1932 roku, przedłużony w 1934 roku, a także wielostronny pakt Brianda-Kellogga z 1928 roku, którego sygnatariusze wyrzekali się wojny jako narzędzia polityki. Wskazuje się również na naruszenie konwencji londyńskiej z 1933 roku dotyczącej definicji agresji. Nie była to więc sytuacja, w której Moskwa znalazła „prawną podstawę” do wkroczenia do Polski – przeciwnie, argumentacja sowiecka była próbą stworzenia pozoru legalności dla dokonanej agresji.
Szczególnie cyniczny charakter miało uzasadnienie przedstawione polskiemu ambasadorowi Wacławowi Grzybowskiemu. W nocy z 16 na 17 września sowieckie władze twierdziły, że państwo polskie przestało istnieć, a Związek Sowiecki musi wkroczyć, by „ochronić” ludność ukraińską i białoruską oraz zabezpieczyć ją przed wojną. Grzybowski odmówił przyjęcia tej noty. W rzeczywistości polski rząd nadal funkcjonował, Wojsko Polskie prowadziło działania wojenne, a państwo polskie nie skapitulowało. Sowiecka argumentacja była elementem przygotowanej wcześniej operacji politycznej i propagandowej. Co więcej, ambasador niemiecki w Moskwie otrzymał wcześniej informacje zarówno o terminie sowieckiego ataku, jak i o sposobie, w jaki Kreml zamierzał atak ten uzasadniać.
Sowiecka propaganda stworzyła następnie jeden z najbardziej trwałych mitów dotyczących 17 września. Armia Czerwona miała rzekomo nie napadać na Polskę, lecz „wyzwalać” Białorusinów i Ukraińców oraz chronić ich przed skutkami rozpadu państwa polskiego. Była to próba zamiany agresora w „wyzwoliciela”, a ofiary w stronę odpowiedzialną za własny los. W rzeczywistości rozpoczęła się okupacja, której towarzyszyły aresztowania, deportacje, egzekucje, konfiskaty majątku, przymusowa sowietyzacja i represje wobec różnych grup obywateli II Rzeczypospolitej. W latach 1939-1941 setki tysięcy obywateli polskich deportowano w głąb ZSRS, a wiosną 1940 roku w Katyniu, Charkowie, Kalininie, Twerze i innych miejscach zamordowano ponad 22 tysiące polskich jeńców i przedstawicieli elit. Wśród nich był brat mojego pradziadka – Jan Turkiewicz (1897-1940), który przed II wojną światową był policjantem w Łodzi.
Warto również pamiętać o błędzie polskiej polityki we wrześniu 1939 roku, jakim było niewypowiedzenie wojny Związkowi Sowieckiemu. Polska potępiła sowiecką agresję, ale formalnie nie doszło do wypowiedzenia wojny Moskwie. Miało to później znaczenie polityczne i propagandowe. Związek Sowiecki także nie wypowiedział Polsce wojny, dlatego formalny stan wojny między obu państwami nie został ustanowiony. Decyzję tę można rozumieć w kontekście dramatycznego położenia państwa polskiego i kalkulacji wobec Wielkiej Brytanii i Francji, ale z perspektywy późniejszych wydarzeń powstała dodatkowa przestrzeń do sowieckiego przedstawiania agresji jako czegoś innego niż wojna.
17 września to ważna lekcja. Historia tego dnia pokazuje granice myślenia o polityce wyłącznie przez pryzmat deklarowanych ideologii. Hitler i Stalin byli przeciwnikami ideologicznymi, ale w 1939 roku potrafili stać się partnerami politycznymi. Potrafili zawrzeć układ, podzielić między siebie strefy wpływów, dokonać wspólnej agresji na Polskę, a następnie podpisać 28 września traktat o granicy i przyjaźni, który usankcjonował dokonany podział. Ideologia wyznaczała ich ostateczne cele, ale droga do ich realizacji prowadziła przez pragmatyczną kalkulację interesów.
17 września 1939 roku trzeba widzieć nie jako odizolowany epizod, lecz jako część większego europejskiego dramatu. II wojna światowa w Europie nie zaczęła się w czerwcu 1941 roku wraz z niemieckim atakiem na Związek Sowiecki. Rozpoczęła się w 1939 roku – od agresji Niemiec na Polskę 1 września, a następnie od sowieckiego uderzenia 17 września. Późniejszy konflikt niemiecko-sowiecki nie może wymazać wcześniejszej współpracy obu państw. Przeciwnie, zrozumienie genezy wojny wymaga pamiętania o tym, że przez pierwsze miesiące jej trwania III Rzesza i ZSRS współdziałały w realizacji porozumień zawartych w Moskwie.
17 września pozostaje symbolem nie tylko militarnego ciosu w plecy, ale również politycznej iluzji. Iluzji, że traktaty same w sobie gwarantują bezpieczeństwo, że ideologiczni przeciwnicy nie mogą współpracować, oraz że państwo może przewidzieć zachowanie sąsiada wyłącznie na podstawie jego oficjalnych deklaracji. W polityce międzynarodowej państwa kierują się nie tylko tym, w co wierzą, lecz także tym, co w danym momencie uznają za korzystne. Gdy interes dwóch potęg spotyka się kosztem słabszego państwa, traktaty, deklaracje i zapewnienia mogą okazać się niewystarczającą ochroną.
🚨 17 września 1939 roku był właśnie takim momentem. Polska została zaatakowana z dwóch stron, a jej terytorium stało się przedmiotem porozumienia dwóch państw, które wcześniej przedstawiały się jako ideologiczni wrogowie. Dlatego pamięć o tej dacie jest jednocześnie pamięcią o agresji, o sowieckich zbrodniach i ofiarach okupacji, ale także o mechanizmie, który pozwolił dwóm totalitarnym mocarstwom na krótko połączyć siły przeciwko państwom Europy Środkowo-Wschodniej. Zrozumienie tego mechanizmu jest konieczne, aby właściwie rozumieć początek i pierwszą fazę II wojny światowej.
Zdjęcia: Wikimedia Commons oraz dzieje.pl
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz