12 kwietnia 1944 roku oddział UPA i SKW (ukraińskiej formacji stworzonej do obrony przed Polakami), przy wydatnej pomocy części ludności ukraińskiej dokonały mordu na 100 lub 101 Polakach zamieszkujących wsie Hucisko i Miedziaki w powiecie bóbreckim w województwie lwowskim.
UPA wykorzystała fakt, że akurat tego dnia polska samoobrona nie wystawiła warty, gdyż uznano, że nie ma zagrożenia ataku. Około godziny 10 rano do wsi przybył upowski zwiad, ubrany w niemieckie mundury, co dla Polaków stało się sygnałem do natychmiastowego działania. Część mężczyzn, organizujących w pośpiechu samoobronę zabarykadowała się w budynku miejscowej szkoły. Upowcy uciekli się jednak do podstępu. Jeden z Ukraińców, znający język niemiecki wezwał Polaków do opuszczenia budynku, co wierzący w to, że są to Niemcy- uczynili. Natychmiast przystąpiono do aresztowań. W tym samym czasie inne ukraińskie oddziały idące od strony wsi Siedliska, Suchodoły i Polany przystąpiły do mordowania. Wiele osób spędzono do jednej ze stodół, w której przy użyciu nie tylko broni palnej, ale też siekier, sierpów, pił czy tasaków dokonywano egzekucji. Po wszystkim stodoła, razem z pozostawionymi w niej zwłokami została podpalona.
Poniżej fragment książki pod tytułem Ludobójstwo dokonane przez nacjonalistów ukraińskich na Polakach w województwie lwowskim 1939-1947)." autorstwa Szczepana Sierki, Krzysztofa Bulzackiego i Henryka Komańskiego:
Tego tragicznego 12 kwietnia 1944 roku miałam 13 lat i mieszkałam z rodzicami w polskiej wsi Hucisko. To, co widziałam i przeżyłam pozostało mi na zawsze w pamięci i nigdy o tym, co się wtedy zdarzyło nie zapomnę (...) Około godziny 10.00 do wsi wjechał konny zwiad w niemieckich mundurach i bez przeszkód dostał się do centrum wsi, gdzie w budynku szkoły zabarykadowali się polscy mężczyźni organizując w pośpiechu obronę. Mieszkańcy usłyszeli wezwanie do otwarcia budynku, wciąż myśleli, że mają do czynienia z Niemcami. Mylili się. Do ich spokojnej wsi dotarły żądne polskiej krwi upiory z UPA. Po wkroczeniu do szkoły upowcy aresztowali zgromadzonych tam mężczyzn. Zagłada wsi właśnie się rozpoczynała. Oddajmy ponownie głos świadkowi tamtych wydarzeń" :
Około godziny 13.00 do naszej wioski nadciągnęły hordy banderowskich rezunów. Bez żadnego ostrzeżenia zaczęli palić kolejno domy od krańca wsi. Zabierali mężczyzn, a do uciekających strzelali jak myśliwi do kaczek. W ten sposób zabili wielu mieszkańców. We wsi wybuchła panika. Jedni uciekali, drudzy ukrywali się w różnych kryjówkach, inni biegli powiadomić o niebezpieczeństwie sąsiadów i krewnych w głębi wsi, gdzie nie było jeszcze rezunów ukraińskich” (tamże).
Zastrzeleni przez UPA byli prawdziwymi „szczęściarzami”. Ginęli szybko. Los kolejnych ofiar miał być o wiele tragiczniejszy. Napastnicy rozeszli się po wsi, dokonując aresztowań polskich mężczyzn i chłopców. Aresztowanych spędzono do zagrody Piotra Gierusa, związano i tam, stosując tortury, mordowano: rozstrzeliwano, rąbano siekierami, kilka osób przecięto piłą.
„Po wyjściu z piwnicy to co zobaczyłam było straszne. Wszystkie domy były spalone, mężczyźni którzy schwytani przez banderowców zostali zamknięci w jednej ze stodół i tam dokonano masakry. Odcięto im uszy, nosy, wydłubano oczy, niektórych przecinano piłą stolarską, odrąbywano ręce i nogi, rozpruwano brzuchy jak np. Wawrzyńcowi Blachowskiemu, leżącemu pod płotem, wyszarpnięto wnętrzności i zawieszono je na sztachetach płotu. Mego wujka, brata mojej mamy, banderowcy dogonili pod lasem i tam zarąbali siekierami. Wokół były zgliszcza i trupy ludzkie” (tamże).
Boguś
UPA wykorzystała fakt, że akurat tego dnia polska samoobrona nie wystawiła warty, gdyż uznano, że nie ma zagrożenia ataku. Około godziny 10 rano do wsi przybył upowski zwiad, ubrany w niemieckie mundury, co dla Polaków stało się sygnałem do natychmiastowego działania. Część mężczyzn, organizujących w pośpiechu samoobronę zabarykadowała się w budynku miejscowej szkoły. Upowcy uciekli się jednak do podstępu. Jeden z Ukraińców, znający język niemiecki wezwał Polaków do opuszczenia budynku, co wierzący w to, że są to Niemcy- uczynili. Natychmiast przystąpiono do aresztowań. W tym samym czasie inne ukraińskie oddziały idące od strony wsi Siedliska, Suchodoły i Polany przystąpiły do mordowania. Wiele osób spędzono do jednej ze stodół, w której przy użyciu nie tylko broni palnej, ale też siekier, sierpów, pił czy tasaków dokonywano egzekucji. Po wszystkim stodoła, razem z pozostawionymi w niej zwłokami została podpalona.
Poniżej fragment książki pod tytułem Ludobójstwo dokonane przez nacjonalistów ukraińskich na Polakach w województwie lwowskim 1939-1947)." autorstwa Szczepana Sierki, Krzysztofa Bulzackiego i Henryka Komańskiego:
Tego tragicznego 12 kwietnia 1944 roku miałam 13 lat i mieszkałam z rodzicami w polskiej wsi Hucisko. To, co widziałam i przeżyłam pozostało mi na zawsze w pamięci i nigdy o tym, co się wtedy zdarzyło nie zapomnę (...) Około godziny 10.00 do wsi wjechał konny zwiad w niemieckich mundurach i bez przeszkód dostał się do centrum wsi, gdzie w budynku szkoły zabarykadowali się polscy mężczyźni organizując w pośpiechu obronę. Mieszkańcy usłyszeli wezwanie do otwarcia budynku, wciąż myśleli, że mają do czynienia z Niemcami. Mylili się. Do ich spokojnej wsi dotarły żądne polskiej krwi upiory z UPA. Po wkroczeniu do szkoły upowcy aresztowali zgromadzonych tam mężczyzn. Zagłada wsi właśnie się rozpoczynała. Oddajmy ponownie głos świadkowi tamtych wydarzeń" :
Około godziny 13.00 do naszej wioski nadciągnęły hordy banderowskich rezunów. Bez żadnego ostrzeżenia zaczęli palić kolejno domy od krańca wsi. Zabierali mężczyzn, a do uciekających strzelali jak myśliwi do kaczek. W ten sposób zabili wielu mieszkańców. We wsi wybuchła panika. Jedni uciekali, drudzy ukrywali się w różnych kryjówkach, inni biegli powiadomić o niebezpieczeństwie sąsiadów i krewnych w głębi wsi, gdzie nie było jeszcze rezunów ukraińskich” (tamże).
Zastrzeleni przez UPA byli prawdziwymi „szczęściarzami”. Ginęli szybko. Los kolejnych ofiar miał być o wiele tragiczniejszy. Napastnicy rozeszli się po wsi, dokonując aresztowań polskich mężczyzn i chłopców. Aresztowanych spędzono do zagrody Piotra Gierusa, związano i tam, stosując tortury, mordowano: rozstrzeliwano, rąbano siekierami, kilka osób przecięto piłą.
„Po wyjściu z piwnicy to co zobaczyłam było straszne. Wszystkie domy były spalone, mężczyźni którzy schwytani przez banderowców zostali zamknięci w jednej ze stodół i tam dokonano masakry. Odcięto im uszy, nosy, wydłubano oczy, niektórych przecinano piłą stolarską, odrąbywano ręce i nogi, rozpruwano brzuchy jak np. Wawrzyńcowi Blachowskiemu, leżącemu pod płotem, wyszarpnięto wnętrzności i zawieszono je na sztachetach płotu. Mego wujka, brata mojej mamy, banderowcy dogonili pod lasem i tam zarąbali siekierami. Wokół były zgliszcza i trupy ludzkie” (tamże).
Boguś

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz