ORP " Groźny" 351

ORP " Groźny" 351
Był moim domem przez kilka lat.

czwartek, 16 kwietnia 2020

Rudolf Höss


16 kwietnia 1947 roku zgodnie z wyrokiem Najwyższego Trybunału Narodowego w Warszawie wykonano wyrok śmierci na Rudolfie Hössie, pierwszym komendancie niemieckiego obozu koncentracyjnego Auschwitz. Ministerstwo Sprawiedliwości chciało uniknąć podobnego zamieszania jakie miało miejsce w Poznaniu przy publicznej egzekucji Arthura Greisera gauleitera Kraju Warty i zdecydowało, że wieszanie komendanta obozu Auschwitz-Birkenau będzie miało charakter „kameralny”. Wśród zaproszonych gości byli przedstawiciele byłych więźniów, prominenci z partii, Ministerstwa Sprawiedliwości, przedstawiciele prokuratury oraz UB. W sumie egzekucję Hössa oglądało około stu osób. Byłego komendanta na teren obozu przywieziono o godzinie 8.00 rano. Wprowadzono go do dawnego budynku komendantury, gdzie pozwolono mu wypić kawę. Punktualnie o godzinie 10.00 Hössa wyprowadzono. Był spokojny. Pewnym, niemal paradnym krokiem przeszedł główną ulicą obozu i wszedł na szafot, który był ustawiony przed oknami jego willi. Ponieważ miał skute za plecami ręce, kat i jego pomocnik pomogli mu wejść na stołek stojący na zapadni. Do szubienicy podszedł ksiądz, o którego obecność poprosił skazany. Był to salezjanin z Oświęcimia, ks. Tadeusz Zaremba. Prokurator odczytał wyrok, kat zwinnie zarzucił pętlę na szyję Hössa, skazaniec poprawił ją ruchem głowy i był gotów na śmierć. Na znak prokuratora kat wyrwał spod nóg byłego komendanta stołek. Jego ciało uderzyło w zapadnię, która się otworzyła i Höss zawisł. Była godzina 10.08. O godzinie 10.21 lekarz stwierdził zgon.
Jednak Rudolf Höss miał szansę zginąć dużo wcześniej z rąk polskiego boksera Tadeusza Pietrzykowskiego ps. „Teddy”. Przebieg tej niesamowitej akcji wspomina Henryk Zguda więzień Auschwitz i kolega Pietrzykowskiego w książce Katrin Shawver „ Od Auschwitz Do Ameryki”.
(…)Komendant Höss uwielbiał konie. Trzymał w Auschwitz piękne konie i bardzo lubił na nich jeździć. Teddy Pietrzykowski żył dzięki nim doskonale. Konie były karmione marchwią i innymi warzywami, więc Teddy też miał mnóstwo jedzenia i dzielił się nim z przyjaciółmi. Czasem przynosił mi trochę marchwi. Pietrzykowski był jednym z dobrych chłopaków. Teddy opowiedział mi zabawną historię. Próbował wyrównać rachunki z Niemcami i wymyślił sposób, jak zabić komendanta. Zdobył guzik od munduru SS, wiesz, ciężki, metalowy guzik do płaszcza na długiej, ostrej nóżce. Pewnego dnia, gdy siodłał konia dla Hössa, włożył guzik pod siodło, nóżką w dół, do grzbietu konia. Gdy Höss podczas jazdy chciał przeskoczyć przed przeszkodę, przyciśnięty guzik wbił się koniowi w grzbiet i koń zrzucił go w krzaki. Ktoś zobaczył go, jak spada i wszyscy więźniowie mieli nadzieję, że Höss upadł na głowę, złamał sobie kark albo zrobił sobie jakąś inną krzywdę. Esesmani pobiegli mu pomóc i musieli sprowadzić nosze, by go podnieść. Niestety, poza kilkoma złamanymi żebrami nic mu się nie stało. Ale prawie się udało. Gdy wszyscy biegli na pomoc Hössowi, inny kolega Teddy’ego, Władek Rzętkowski, który wiedział o guziku, szybko podszedł i wyciągnął go spod siodła. Höss nigdy się nie dowiedział, dlaczego koń go wtedy zrzucił.(…) –„Katrina Shawver-Od Auschwitz do Ameryki. Niezwykła historia polskiego pływaka.”

Brak komentarzy: