Zastrzelony pan Kaczyński leżał przewieszony przez parapet, przy otwartym oknie.
W pokoju przy ścianie, w pozycji na wpół leżącej, zobaczyłem Danusię, siostrę Fredka, tylko w samej porwanej koszuli, z rozciętym brzuchem, od piersi w dół, tak mocno, że aż było widać jelita.
Nogi miała dziwnie powykręcane - była wielokrotnie gwałcona.
Wydawała jeszcze chrapliwe jęki – musiała długo męczyć się, zanim skonała.
Na podłodze i ścianach wszędzie krew, cały dom unurzany we krwi.
Po chwili przyszły Ukrainki.
Jedne lamentowały, inne rabowały.
Ksiądz Józef Krok, który cudem ocalał schowany pod mostek w rowie, zarządził szybki pogrzeb.
Porąbane w większości zwłoki, zwożono na cmentarz bez trumien, owinięte w prześcieradła i kapy.
W pośpiechu zakopano około 70 zamordowanych.
Kiedy nadejdzie ten nowy, wielki dzień, będziemy bez litości. Nie będzie żadnego zawieszenia broni, nie powtórzy się ani perejasławska, ani hadziacka umowa, przyjdzie nowy Żeleźniak. Nie będzie miłosierdzia ani dla wielkiego, ani dla małego, a poeta zaśpiewa: „I zarżnął ojciec syna”
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz