O 14:45 w obozie rozpoczęła się egzekucja esesmanów, podczas której porucznik Jack Bushyhead rozstrzelał z ciężkiego karabinu maszynowego 346 niemieckich jeńców.
„Wdrapał się na szopę, na której znajdował się jego Browning. Załadował taśmę z nabojami i ostrą serią zaczął ścinać z nóg SS-manów. Wszyscy w osłupieniu patrzyli jak pełen furii Indianin zakładał kolejne taśmy i kontynuował rzeź (łącznie miał wystrzelać 3 lub 4 taśmy z nabojami). Czirokez strzelał wściekle. Tak długo, dopóki nie zobaczył, że na dziedzińcu nie stoi już ani jeden SS-man. Wszyscy leżeli martwi. Zmasakrowane ciała, spiętrzone jeden na drugim, leżały bezładnie. Nikt się nie ruszał. Gdy po chwili ze stosu ciał zaczęły dobiegać pojedyncze jęki, najbliżej stojący więźniowie podeszli i strzałami w głowę dobili rannych jeńców.”
„Byłem świadkiem, jak schwytanych esesmanów torturowano pod murem, a następnie zastrzelono ich z zimną krwią. Boże, wybacz mi, że obserwowałem to bez żadnych emocji. Ale po tym, jak zobaczyłem, co zrobiły te bestie z SS, uznałem, że na to w pełni zasługują.”
„Kto kazał wam rozstrzelać jeńców? No cóż, nie sądzę, aby ktokolwiek wydawał nam takie rozkazy. Po tym, gdy zobaczyliśmy te wszystkie ciała i tych wychudzonych więźniów, wśród żołnierzy zapanowało przekonanie, że tego dnia nie będziemy brać jeńców.”
„Nikt z nas nie jest dumny z powodu tego, co się stało. Ale żeby to ocenić, należało tam być. Gotowała się w nas wściekłość, byliśmy na wpółobłąkani. Armia wytrenowała nas, jak walczyć, ale nie wytrenowała nas, jak znosić psychologiczny szok.”
„Rozumiem, że istnieją konwencje genewskie i podczas wojny nie wolno mordować bezbronnych. Ale z drugiej strony nie potrafię mieć pretensji do Amerykanów za to, że rozstrzelali tych Niemców. Ci ludzie w pełni sobie na to zasłużyli. Amerykanie nie powinni mieć wyrzutów sumienia. Gdybym ja był na ich miejscu, myślę, że mógłbym zrobić to samo. Chociaż, z drugiej strony, sam nie wiem...”


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz