ORP " Groźny" 351

ORP " Groźny" 351
Był moim domem przez kilka lat.

środa, 16 lipca 2025

„POGROMCA” ŻYDÓW LWOWSKICH... Z MONASTYRU



Z tego samego Monastyru (Monasterza), gdzie trwają starania o zakonserwowanie banderowskiego fałszu/błędu, (czyli o deformujący fakty napis na pomniku nagrobnym członków UPA), pochodził Petro Prytulśkyj, uczestnik pogromu lwowskiego współorganizowanego przez OUN.

MILICJANT OUN PETRO PRYTULŚKYJ

„Kiedy już Niemcy opanowali dobrze Lwów, to ja wstąpiłem do ukraińskiej policji, w której służyłem do 10.07.1941 r.”

Pogrom ludności żydowskiej we Lwowie trwał od 30.06 do 3.07.1941 r. Ocaleni z pogromu Żydzi zapamiętali: „Milicjanci chodzili wokoło z pałkami w dłoniach”

Tak oto lwowscy Żydzi znaleźli się na łasce i niełasce ukraińskiego „miejscowego chłopca” z przysiółka Monastyr...

Argument o „miejscowych chłopcach” a więc „niewinnych” zastosowany tutaj:

https://suozun.org/warto-obejrzec-i-przeczytac/i_bledy-doktorow-kryje-ziemia/

przykład Petra Przytulśkiego raczej podważa, czy nie tak?

ILUSTRACJA nr 1: Pogrom lwowski był jedną z pierwszych okazji do zademonstrowania sadyzmu ukraińskich chłopców w „patriotycznym uniesieniu”. Proszę zwrócić uwagę na twarz młodego mężczyzny z „wyszywance”, ukraińskiej ozdobionej haftami koszuli. Tak mogli wyglądać Ukraińcy podczas torturowania na śmierć polskich mieszkańców Wołynia. To mógł być jakiś ukraiński wieśniak, jak na przykład Petro Prytulśkyj. Istnieje bliskie 100 procentom prawdopodobieństwo, że Ukrainiec z Monastyru został utrwalony na jednej z fotografii z pogromu lwowskiego.

BOJÓWKARZ SB OUN PETRO PRYTULŚKYJ

„Po przejściu frontu w sierpniu [1944] wstąpiłem do bojówki dowódcy „Borysa”, służyłem do 20.03.1945 r.”

Nie wziął udziału w ludobójczym mordzie pod Zatylem. Ale ma na swoim koncie nie mniejsze bestialstwo – osobiście mordował ukraińskie rodziny wraz z dziećmi w przysiółku Goraj w Werchracie:

https://suozun.org/dowody-zbrodni-oun-i-upa/n_banderowska-rzez-niewiniatek-w-werchracie/

ILUSTRACJA nr 2: Ta scena z pogromu lwowskiego w dniach 30.06 – 3.07.1941 r. może służyć także do zilustrowania banderowskiej rzezi ukraińskich dzieci w przysiółku Goraj 25.11.1945 r. W obu tych krwawych wydarzeniach uczestniczył Petro Prytulśkyj, pseudonim w OUN-UPA „Jastrub”, czyli „Jastrząb”.

KTO NIE WIERZY

w poprawność tłumaczenia, lub uważa powyższe cytaty za „wyrwane z kontekstu”

NIECH SPRAWDZI

i przeczyta całość

DOKUMENTU ARCHIWALNEGO

IPN Rz 072/1, t. 29, k. 195 – 198. Rękopis w języku ukraińskim. Dla nie znających języka ukraińskiego – oferujemy polskie tłumaczenie.

IPN Rz 072/1, t. 29, k. 195. Strona 1.

„Sprawa nr 8/47 r.

Prytulśkyj Petro „Jastrub” aresztowany przez Wojsko Polskie.

Protokół.

Prytulśkyj Petro, syn Ostapa i Kateryny z domu Sydorowycz, urodzony 2.05.1919 r. we wsi Monastyr, rejon Horyniec, powiat Lubaczów, wykształcenie 5 klas szkoły powszechnej, narodowość Ukrainiec, wolny, rolnik.

Zgłoszenie.

Prytulśkyj Petro, urodzony i zamieszkały w tej samej miejscowości. Aresztowany we wsi Mrzygłody w dniu 10.09.1946 r. Przesłuchany we wsi Monastyr 15.01.1947 r., godzina 21:00.

Sprawa:

Zacząłem chodzić do szkoły w 7 roku swojego życia i po latach skończyłem 5 klas szkoły powszechnej. Po skończeniu szkoły pasłem krowy, a gdy podrosłem, to do 1936 roku pomagałem rodzicom pracować na gospodarstwie. Od 1936 do 1937 roku pracowałem w lesie jako cieśla. Od 1937 roku do przyjścia Czerwonej Armii pracowałem we wsi Werchrata w młynie przy motorze. Gdy przyszła Czerwona Armia, to ja i jeszcze więcej chłopców ze wsi Monastyr uciekliśmy za granicę. To było w miesiącu październiku 1939 r. Byłem w mieście Tomaszowie do 16 listopada, potem wróciłem znowu do domu. Następnie poszedłem nadal pracować we wsi Werchrata w młynie przy motorze. Tutaj pracowałem do końca stycznia 1940 r. Od miesiąca stycznia 1940 r. pracowałem w domu na gospodarstwie, następnie od kwietnia zacząłem chodzić do lasu ciosać belki na budowę obozu. W miesiącu czerwcu przestałem chodzić do lasu do pracy, bo zamierzałem przejść przez granicę do Niemiec. Wyśledziło mnie NKWD i 17.07.1940 r. aresztowali mnie we wsi Huta Lubycka. Z Huty Lubyckiej odstawili mnie do Rawy Ruskiej na NKWD. W Rawie Ruskiej siedziałem do 10.08.1940 r., potem mnie odstawili do miasta Lwowa do Brygidek. We Lwowie siedziałem do 27.06.1941 r. do przyjścia Niemców. Wtedy wyszedłem z więzienia i przebywałem do 29.06.1941 r. w Katedrze św. Jura. Kiedy już Niemcy opanowali dobrze Lwów, to ja wstąpiłem do ukraińskiej policji, w której służyłem do 10.07.1941 r. Tego dnia dostałem przepustkę i pojechałem do domu. Z domu już do policji nie wracałem, lecz do 2.02.1943 r. pracowałem w domu na gospodarstwie. W dniu 2.02.1943 r. wstąpiłem do pracy w nadleśnictwie w Rawie Ruskiej, gdzie pracowałem do przyjścia bolszewików.

Po przejściu frontu w sierpniu wstąpiłem do bojówki dowódcy „Borysa”, służyłem do 20.03.1945 r. Wtedy zachorowałem i leczyłem się do kwietnia 1945 r., w kwietniu wstąpiłem do rejonowego prowidnyka „Zaruby” w charakterze ochrony. Przy rejonowym prowidnyku byłem do 10.09.1946 r.

W dniu 10.09.1946 r. dostałem od prowidnyka „Zaruby” rozkaz pójścia do wsi Mrzygłody i ściągnięcia „Kanarka” na oznaczony”

IPN Rz 072/1, t. 29, k. 196. Strona 2.

„punkt, a ja sam miałem iść dalej. Kiedy odszedłem od „Kanarka”, miałem iść na swój oznaczony punkt. Za wsią Mrzygłody spotkał mnie Wasyłynka Osyp, i on mi powiedział, że we wsi Mrzygłody są Polacy, i powiedział mi, że w lesie są „Panas” Stachnyk Dmytro, Ośmak Osyp, i my obaj poszliśmy do nich. Wtedy powiedziałem do Wasyłynki Osypa, żeby on poszedł do wsi Mrzygłody i wysłał dziewczynę do Monastyra, czy tam rzeczywiście są Polacy. „Żowtyj” poszedł na Mrzygłody i wysłał dziewczynę, a sam przyszedł z powrotem do nas do lasu. Po 15 minutach dziewczyna wróciła ze wsi Monastyr i powiedziała, że jest około 100 [żołnierzy] Wojska Polskiego. Uradziliśmy, żeby przejść na drugą stronę wsi do lasu i stamtąd obserwować wszystkie ruchy w terenie. Kiedy szliśmy poza wioską spotkaliśmy Wasyłynkę Osypa, który szedł z Lubyckich – Mrzygłodów. Powiedzieliśmy mu, że na Monastyrze są Polacy i on powiedział, zaczekajcie na mnie, ja pójdę i wypiję trochę mleka, i pójdę z wami, wtedy my wszyscy zaszliśmy na jego podwórze. Do domu poszedł „Panas”, a my pozostaliśmy na podwórzu i jedliśmy gruszki ofiarowane przez gospodynię. Powiedziałem do nich: nie jedzcie, lecz bierzcie do kieszeni i idźmy szybciej do lasu, bo nas tutaj Polacy zaskoczą. Oni mnie posłuchali, nabrali gruszek, a ja sam poszedłem do domu powiedzieć tamtym, żeby szli, bo tutaj zaraz mogą być Polacy. Wyszedłem z domu i wyszedłem poza bramę jakieś 7 kroków, i w tym momencie na mnie posypały się strzały. Wtedy przed sobą zobaczyłem Polaka celującego do mnie, ja wtedy położyłem się i puściłem dwie serie w kierunku tego Polaka. Polak schował się za murem, a ja zacząłem biec przez podwórze i do stodoły. W stodole zastałem „Mohyłę” i Panasowego brata, ja od razu wylazłem na snopy i chciałem schować się, lecz zaraz zobaczyłem, że stodoła zaczyna się palić. Zlazłem ze snopów na klepisku i z klepiska zobaczyłem Polaka z ręcznym karabinem maszynowym Diechtiarowa, który stał w bramie, chciałem strzelać do niego, ale „Mohyła” mnie powstrzymał, i powiedział, żebym nie strzelał, żeby Polacy nie wiedzieli, gdzie jestem. Wtedy powiedziałem im, że mam dużo poczty, i ja rzucę ją w ogień, a sam się zastrzelę, a wy co chcecie, to róbcie. Wtedy Osyp Ośmak powiedział do mnie, żebym nie zastrzelił się, bo ja byłem na froncie w jeszcze większej biedzie, a tutaj w domu jest kryjówka, może się schowamy. Więc ich posłuchałem i rzuciłem w ogień broń, pocztę, marynarkę i czapkę. Ośmak powiedział, kiedy będzie dobry dym, to skoczymy do stajni i ze stajni do domu, do kryjówki. Kiedy już wybiegliśmy ze stajni, to Ośmak pobiegł, a ja wróciłem do stajni, bo Polacy bardzo [intensywnie] strzelali. Polacy zauważyli mnie, i zaczęli krzyczeć, że leży na gnoju, [żeby] strzelać, ja wtedy nie miałem już żadnej rady, bo broni nie miałem, żeby się zastrzelić, i podniosłem ręce, i poszedłem do Polaków, i gdy szedłem do Polaków to oni krzyczeli, żebym wziął swoją broń, ja powiedziałem że broni nie mam. Przyszedłem do nich, jeden uderzył mnie kolbą, i ja upadłem, wtedy zdarli ze mnie buty, i zabrali zegarek, i odstawili do dowódcy. Ten dowódca zapytał mnie, czy jestem Polakiem, czy Ukraińcem, i kto strzelał do wojska. Powiedziałem mu, że kiedy przyszedłem na podwórze, to zobaczyłem uzbrojonego w takim mundurze”

IPN Rz 072/1, t. 29, k. 197. Strona 3.

„jak wy, i jeszcze z nim stał w cywilnym mundurze.

Koło słupa przy Polakach już stał „Mohyła” i Stachnyk i jedli gruszki. Kiedy usłyszałem strzały, to zacząłem uciekać, i w tym czasie zostałem ranny w ramię. Tych także pytał, kto strzelał do wojska. Oni powiedzieli, że jeden był uzbrojony, a drugi cywilny z nim.

Następnie nas wszystkich zabrali i pognali za wioskę w pole, na którym siedzieliśmy przez noc do rana. W nocy my wszyscy umówiliśmy się, jak mamy mówić. Rano nas zagnali jeszcze na to spalenisko i szukali broni, ale broni nie znaleźli, i nas odstawili do wsi Werchrata. W Werchracie mnie przygnali do dowódcy batalionu i dali mi wystrzelane łuski, i powiedzieli, że to ja do nich strzelałem. Wtedy dowódca uderzył mnie 20 razy nahajką i pytał każdego, gdzie twoja broń? Potem nas zapędzili do komórki, w której przesiedzieliśmy 2 godziny, i znowu przegnali do piwnicy. W piwnicy siedzieliśmy do godziny 16:00, potem zaczęli pojedynczo wzywać do domu na śledztwo. Na śledztwie dali mi kawałek papieru i kazali pisać to, co oni przeczytają. Napisałem, że Petro Prytulśkyj urodzony w Monasterzu został aresztowany przez Wojsko Polskie we wsi Mrzygłody. Po tym nas zabrali i odstawili do Horyńca. Do Horyńca przyszliśmy wieczorem i zaprowadzili nas do dowódcy, który mnie pytał, po co tam poszedłem, i skąd jestem, i kto strzelał. Powiedziałem, że we wsi Mrzygłody mam narzeczoną, i poszedłem do niej, żeby przyszła do mnie do maszyny, i od niej poszedłem do sąsiada na gruszki. W tym czasie przyszło wojsko i mnie aresztowali. Po tym mnie z powrotem odstawili do piwnicy, w której siedziałem do rana. Rano nas wszystkich wypuścili na podwórze, i do nas wyszedł dowódca, i znowu wzywał pojedynczo do kancelarii. Mnie wezwał, i pytał, gdzie jest twoja broń, kto strzelał, ja powiedziałem, że broni nie mam i ja nie strzelałem, a kto strzelał, to nie wiem, wtedy dal mi 50 nahajek, i znowu wygnał na podwórze. Pytał mnie, czy ja jestem aresztowany, i czy mam dokumenty, ja powiedziałem, że dokumentów nie mam, straciłem jeszcze w akcji, a do rejestracji nie chodziłem, może mnie ojciec zarejestrował.

Następnie nas wszystkich odstawili do Lubaczowa do wojskowych koszar. W koszarach nas zaprowadzili do kancelarii dowódcy pułku. Ten dowódca pytał nas, czy jesteśmy banderowcami, i czy nas schwytali we wsi Mrzygłody. Wtedy nam wszystkim kazał wyjść, i pozostawił tylko Wasyłynkę Osypa. Kiedy wyszedł Wasyłynka O. z kancelarii, to był pobity, w tym czasie przyszedł inny oficer, i znowu nas wszystkich wezwał do kancelarii. W kancelarii spisał nazwiska i imiona nas wszystkich, oraz powiedział, że my powiemy prawdę, bo my wszystko wiemy, i powiedział, jak my będziemy bić, to wy powiecie. On nas pytał, czym nas bić, czy wyciorami, czy gumą, my powiedzieliśmy, czym chcecie, to bijcie. Wtedy wygnał wszystkich na korytarz, i pozostawił tylko „Mohyłę”. Kiedy „Mohyła” wyszedł na korytarz, to był bardzo zbity, i następnie wezwał Stachnyka”

IPN Rz 072/1, t. 29, k. 198. Strona 4.

„Dmytra. Po Stachnyku wezwali mnie, i pytali mnie, czy ja jestem bandytą, czy znam „Panasa”, kto z mojej wioski jest w bandzie, i ze wsi Werchrata. Powiedziałem, że nie jestem bandytą, i z naszej wioski nikt nie jest w bandzie, a „Panasa” takiego nie znam, wtedy pytał mnie, czy znam Ośmaka Petra, powiedziałem, że nie znam. On powiedział, że to ten sam „Panas”, i pokazał mi zapiskę, którą „Panas” pisał do „Czornego” do wsi Prusie, żeby „Czornyj” przywiózł na Łozy masło, jajka i wódkę. Powiedziałem, o tym nic nie wiem. Potem kazał mi wyjść na korytarz i znowu wezwał Wasyłynkę Osypa. Po Wasyłynce O. wezwali Wasyłynkę Milka. Po przesłuchaniu nas wszystkich zagnali do piwnicy, w której przesiedziałem przez noc do rana.

Rano dali nam śniadanie takie samo jak w wojsku i zagnali do roboty w kuchni. Pracowałem cały tydzień i dalej nie mogłem, bo byłem ranny, i zgłosiłem do sztabu, że jestem chory. Sztab oddał mnie do szpitala.

W szpitalu leżałem do 14.11.1946 r., tego dnia o godzinie 7:00 pozbierałem się i poszedłem do domu przez Bałaje, poniżej Horyńca i przez las na Zanimycię, i do domu we wsi Monasterz.

Na tym protokół [został] zakończony.

Zeznał: Prytulśkyj Petro.

Przeprowadził: „Sirko”

Obecny: „Medwid'”

Postój, dnia 15.01.1947 r., godzina 20:00.

Przepisał: „Serhij”.”

Brak komentarzy: