Słyszeliście o człowieku, który sam jeden wydał w ręce Gestapo kilkuset żołnierzy polskiego Podziemia i doprowadził do śmierci co najmniej 160 z nich? Nie?
To w dzisiejszą rocznicę powstania Podziemnego Państwa Polskiego przeczytajcie tę poznańską historię…
To był wczesny listopad 1939 r. W Poznaniu już szalał niemiecki terror, polowania i deportacje polskiej inteligencji, a w Forcie VII na poznańskich Ogrodach – zwanym przez Niemców „Obozem Krwawej Zemsty” – do gazu w komorach wysyłano pierwsze partie dzieci i dorosłych ze szpitala w Owińskach.
W tym właśnie czasie w Poznaniu, grupa młodych działaczy endecji założyła pierwszą na ziemiach okupowanej Polski zbrojną organizację konspiracyjną – Narodową Organizację Bojową (pierwsza nazwa: Obrońcy Polski).
Jej komendantem został Antoni Wolniewicz, a zastępcami Stefan Chojnacki i Antoni Popiela. Za akcje propagandowe miał odpowiadać – inteligentny, wygadany Zenon Ciemniejewski, działacz przedwojennej Młodzieży Wszechpolskiej.
NOB, która zapowiadała walkę o wyzwolenie Polski i „samoobronę społeczeństwa przed nazizmem, komunizmem i socjalizmem”, zyskała popularność wśród młodzieży. Łącznie – do momentu zlikwidowania jej przez Niemców – w jej strukturach w całej Wielkopolsce i na Kujawach działało około 30 tys. ludzi.
Młodzi konspiratorzy wydawali podziemne pisma, organizowali szkolenia wojskowe, tropili volksdeutschów zdobywali broń i przygotowywali się na wybuch powstania.
Krach nastąpił jednej nocy – 6 grudnia 1940 r. W ciągu kilku godzin Niemcy rozbili Komendę Poznańską NOB, aresztując niemal całą kadrę dowódczą i setki konspiratorów.
W ciągu kilku kolejnych miesięcy aresztowania Gestapo objęły całe województwo poznańskie i Kujawy.
Dowódca NOB, Antoni Wolniewicz, został aresztowany w Warszawie i po brutalnym śledztwie 18 grudnia 1941 r. skazany na śmierć. Także Stefan Chojnacki, wicekomendant NOB został aresztowany w grudniu 1940 r. i – stracony w marcu 1942 r. w Plötzensee.
Wielu z aresztowanych konspiratorów poddano tak bestialskim torturom, że zmarli w trakcie śledztwa. Innych skazywano na śmierć. Ogromna liczba pozostałych wielkopolskich działaczy NOB zginęła w obozach koncentracyjnych np. Mauthausen-Gusen czy Konzentrationslager Posen.
A motorem tej zbrodni był jeden człowiek - Zenon Ciemniejewski.
Wiosną 1940 r. zgłosił się do Gestapo i zaoferował współpracę. Został formalnie zarejestrowany jako agent Gestapo o kryptonimie „Alex” i „Zenon Bosiacki”.
Otrzymał zadanie rozpracowania całej poznańskiej sieci NOB i przekazania Niemcom nazwisk przywódców.
To on zdradził m.in. miejsce pobytu komendanta NOB Antoniego Wolniewicza, dostarczył także listy kontaktowe, nazwiska dowódców okręgów oraz adresy drukarni i magazynów broni.
Czynnie pomógł Niemcom rozpracować członków organizacji m.in. w Śremie, Bydgoszczy, Gnieźnie, Kościanie, Lesznie, Jarocinie, Gostyniu, Dolsku i w Ostrowie Wielkopolskim.
Szacuje się dzisiaj, że doprowadził bezpośrednio i osobiście do aresztowania i śmierci co najmniej 160 działaczy NOB i aresztowania innych. W sumie, w wyniku jego współpracy z Gestapo, w więzieniach zginęło ponad tysiąc członków NOB.
Rola Ciemniejewskiego nie skończyła się wraz z rozbiciem przez Niemców NOB. W 1942 r. pomógł Niemcom aresztować przywódców poznańskiej AK: Tadeusza Janowskiego i Jerzego Kurpisza. Za zasługi – z inicjatywy Gestapo – został wpisany na listę volksdeutschów.
Co się z nim stało? W 1943 r. został oficjalnie aresztowany przez Gestapo za kradzież zbiorów filatelistycznych bogatego Niemca i zakatowany w śledztwie w siedzibie Gestapo w Poznaniu (Dom Żołnierza).
Czy nie chodziło jednak o „zakamuflowanie” bezcennego dla Niemców agenta?
Sęk w tym, że według źródeł historycznych widziano go po wojnie w Poznaniu.
Bezpieka prowadziła śledztwo – i, jak pisał Piotr Bojarski, nie ujęła go.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz