Afera Epsteina nie spadła z nieba. To nie „jeden zboczeniec”, tylko objaw głębokiej choroby Zachodu. Choroby świata, który zgubił sens, granice i zwykłe ludzkie poczucie moralności.
Kiedy życie sprowadza się do żarcia, używania, kariery i nieustannego „spełniania siebie”, to po czasie zwykłe przyjemności przestają wystarczać. Trzeba coraz mocniejszych bodźców. Coraz większego przekraczania granic. Władza, pieniądze i sława nie służą już niczemu wyższemu – służą wyłącznie dogadzaniu sobie, bez hamulców i bez wstydu.
W takim świecie wszystko się rozmywa. Rodzina przestaje być fundamentem. Wspólnota zamienia się w układ interesów. Duchowość zastępuje bełkot terapeutyczny i ideologiczne przedstawienia pod publikę. Świat Epsteina – prywatne wyspy, kupowane ciała, "elity" chroniące siebie nawzajem – nie jest żadnym wyjątkiem. To logiczny finał cywilizacji, która wierzy już tylko w przyjemność i siłę.
Na samym szczycie, tam gdzie jest pełnia władzy i zero odpowiedzialności, zostają już tylko chore podniety.
Polska jest inna – nie dlatego, że jesteśmy aniołami, ale dlatego, że jeszcze nie wszystko się tu rozsypało. Rodzina to wciąż coś realnego, a nie mem albo hasło z reklamy. Boże Narodzenie to nie tylko galerie handlowe, lecz stół, opłatek, pamięć o tych, którzy byli przed nami. Tradycja nadal coś znaczy. Pamięć nadal trzyma ludzi razem. Bliskość ma sens, bo wiąże się z odpowiedzialnością, a nie z „róbta co chceta”.
To nie znaczy, że w Polsce nie ma zła. Jest – jak wszędzie. Ale nie ma tu warunków dla wielkiej, systemowo krytej deprawacji. Gdy rodziny są mocne, trudniej latami ukrywać świństwa. Gdy ludzie się znają, łatwiej zauważyć patologie. Gdy życie ma sens, nawet władza ma swoje granice.
Z jednej strony: puste, bezcelowe życie.
Z drugiej: głębokie, rodzinne, duchowe więzi.
Dlatego przyszłość nie należy automatycznie do tych, którzy są najgłośniejsi, najbogatsi i najbardziej „nowocześni”. Należy do tych, którzy pamiętają, kim są, skąd przyszli i po co w ogóle żyją.
Zachód się sypie, bo o tym zapomniał.
Polska jeszcze stoi, bo jeszcze pamięta.
I z każdym rokiem ta różnica będzie coraz bardziej widoczna i znacząca. 

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz