Pierwsza wojna światowa nie wybuchła. Rządy ją zbudowały, sfinansowały i utrzymywały w ruchu długo po punkcie, w którym jakakolwiek racjonalna armia porzuciłaby pole bitwy.
Zamach na Franciszka Ferdynanda w Sarajewie 28 czerwca 1914 roku dał kancelariom i ministerstwom spraw zagranicznych pretekst, którego potrzebowały. Sama wojna wymagała czegoś trwalszego niż pretekst. Wymagała banków centralnych.
Każdy główny uczestnik belligerent zawiesił złoty standard w ciągu tygodni od wystrzałów otwierających. Wielka Brytania zawiesiła wymienialność w sierpniu 1914 roku. Niemcy, Francja i Austro-Węgry poszły w jej ślady. Miało to ogromne znaczenie. Pod prawdziwym złotym standardem nie można sfinansować czteroletniej przemysłowej rzezi. Rządy tracą pieniądze, a populacje odmawiają dalszych poświęceń. Wojna się kończy. Zamiast tego banki centralne drukowały walutę, by kupować obligacje rządowe, przenosząc koszt wojny na zwykłych pracowników poprzez inflację – podatek, na który nikt nie głosował i którego większość nigdy nie rozpoznała jako podatku.
Ludwig von Mises obserwował to z Wiednia i dokładnie zidentyfikował mechanizm: inflacja pozwala państwom wcielać prywatną siłę nabywczą bez jawnej konfiskaty. Każdy bochenek chleba, który w 1917 roku kosztował więcej niż w 1913, reprezentował transfer od kupującego do machiny wojennej.
Liczba ofiar śmiertelnych osiągnęła około 20 milionów ludzi. Koszt fiskalny przekroczył 200 miliardów dolarów w ówczesnych dolarach z 1914 roku. Żadna z tych liczb nie byłaby osiągalna pod uczciwymi pieniędzmi. Politycy i generałowie podtrzymywali katastrofę, ponieważ bankowość centralna sprawiła, że finansowo możliwe było dalsze trwanie. Usuń maszynę drukarską, a okopy opróżnią się same w ciągu trzech miesięcy.
Uczciwe pieniądze to surowe ograniczenie dla państwowej przemocy. Państwa nienawidzą surowych ograniczeń.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz