
Generał Franciszek KleebergFoto: źr. Wikimedia Commons/dp
5 kwietnia 1941 roku zmarł w obozie jenieckim Franciszek Kleeberg, zwycięzca bitwy pod Kockiem - ostatniej bitwy regularnej armii polskiej w przegranej wojnie 1939 roku.
Jeden z najzdolniejszych dowódców w przedwojennym Wojsku Polskim pochodził z rodziny o tradycjach patriotycznych: jego ojciec brał udział w powstaniu styczniowym. Sam Kleeberg karierę rozpoczął w wojsku austriackim, by później przejść do tworzących się Legionów. Przez szereg lat pełnił funkcje sztabowe i podnosił swoje kwalifikacje jako dowódca artylerii. Walczył w wojnie polsko-bolszewickiej jako jeden z najbliższych współpracowników gen. Rozwadowskiego. W trakcie przewrotu majowego opowiedział się za legalną władzą. Mimo to, pozostał w wojsku po przejęciu władzy przez Piłsudskiego.
SGO "Polesie"
Poziom kunsztu sztabowca Kleeberg pokazał w najbardziej tragicznym dla kraju momencie. Po agresji III Rzeszy, na rozkaz Naczelnego Wodza Edwarda Rydza-Śmigłego, Kleeberg zmontował Samodzielną Grupę Operacyjną "Polesie", której zadaniem było chronienie linii Bugu, strategicznej dla koncepcji obrony opartej o tzw. Przedmurze Rumuńskie. Żołnierze z rozbitych na zachodzie jednostek spontanicznie dołączali do grupy Kleeberga.
- Nasza grupa składała się z resztek różnych jednostek. Widziałem miedzy innymi marynarzy z Flotylli Pińskiej, lotników spieszonych bez sprzętu. Trzeba powiedzieć, że była pełna dyscyplina wojskowa - wspominał walczący w SGO wówczas podchorąży, później major LWP Stanisław Pobudejski.
Victoria, która niczego nie mogła zmienić
Dowiedziawszy się o opuszczeniu kraju przez rząd, Kleeberg zdecydował się przebić do obleganej stolicy. Zdaniem kleeberczyka, majora Tadeusza Jacka Grzeszkiewicza, sztab SGO miał okazję ewakuować się do Rumunii trzema samolotami "Łoś". Dowództwo, z Kleebergiem na czele, zdecydowało się pozostać przy żołnierzach. Marsz sił generała zatrzymały wojska niemieckie pod Kockiem. Gdy wojska Kleeberga starły się z niemieckimi 13. i 29. Dywizją Zmotoryzowaną Wehrmachtu, Hitler już odbierał defiladę w zdobytej Warszawie.
- Wiemy już, że Warszawa padła. Mimo to bijemy się ofiarnie. Myślimy o przebiciu się przez wojska niemieckie i rosyjskie na południe - Bronisław Przyłuski, poeta i dramatopisarz, dowódcą jednej z baterii artylerii konnej, wspominał jej ostatnie godziny na falach Radia Wolna Europa.
Mimo, że wojska Kleeberga rozgromiły przeciwnika, generał - nie widząc szans na kontynuowanie walki bez jakiegokolwiek zaopatrzenia i zaplecza, oraz nie chcąc marnować krwi żołnierskiej - zdecydował się na kapitulację. Przeciwnicy byli pod wrażeniem umiejętnośći polskich przeciwników.
- Kiedy szliśmy do niewoli, siedząc jeszcze na koniach, bo musieliśmy złożyć broń, żołnierze niemieccy salutowali nam - wspominał kleeberczyk Eugeniusz Pfeipfer. Inne wspomnienia o podziwie Niemców dla pokonanych.
Generał zmarł w Oflagu na skutek powikłań związanych z chorobą serca. Został pochowany w Dreźnie. W 1961 roku jego prochy ekshumowano, przewieziono do kraju. Dziś ostatni generał wojny obronnej spoczywa wśród swoich żołnierzy na cmentarzu w Kocku.
Posłuchaj wspomnień Bronisława Przyłuskiego, żołnierza Kleeberga z archiwum Rozgłośni Polskiej Radia Wolna Europa.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz