7 kwietnia 1941 roku Niemcy rozpoczęli wysiedlanie Brzezinki i okolic. Na terenach tej wsi utworzonej w XIV wieku powstał niemiecki obóz koncentracyjny Konzentriationslager Auschwitz-Birkenau.
Tak ten czas wspomina Jan Tobiasz, 7 -letni wówczas mieszkaniec Brzezinki:
" To było w kwietniu 1941 roku. – W dniu, w którym nas wysiedlano, spadł jeszcze śnieg. O tym, że Niemcy coś planują, wiadomo było kilka miesięcy wcześniej, gdy we wsi pojawili się esesmani z komandem więźniów i znaczyli domy, malując na nich znaki przypominające „X”. Jednocześnie spisywali, co było w domach, szczególnie wszystkie żelazne sprzęty, nawet kuchenne moździerze. Wtedy też zaczęli rekwirować mieszkańcom dobytek. Zabrali nam dwie krowy i jałówkę. Rano pod nasz dom zajechał wóz, na który mieliśmy się spakować. Rodzicom udało się zabrać łóżko, kufer, pościel. Na opuszczenie domu mieliśmy niewiele ponad godzinę. Początkowo jeszcze rodzice łudzili się, że za jakiś czas będą mogli wrócić do swojego domu. Mama nawet wysyłała nas z ojcem, aby go przewietrzyć. Wkrótce jednak do mieszkańców Brzezinki zaczęły docierać wieści o rozpoczętych przez Niemców wyburzeniach ich domów. Dla moich rodziców, ale także dla innych wysiedlonych to była prawdziwa trauma."
Skalę tego przedsięwięzia oddają liczby, które mówią, że ze znajdujących się we wsi 537 domów oszczędzono tylko 6.
Boguś
Tak ten czas wspomina Jan Tobiasz, 7 -letni wówczas mieszkaniec Brzezinki:
" To było w kwietniu 1941 roku. – W dniu, w którym nas wysiedlano, spadł jeszcze śnieg. O tym, że Niemcy coś planują, wiadomo było kilka miesięcy wcześniej, gdy we wsi pojawili się esesmani z komandem więźniów i znaczyli domy, malując na nich znaki przypominające „X”. Jednocześnie spisywali, co było w domach, szczególnie wszystkie żelazne sprzęty, nawet kuchenne moździerze. Wtedy też zaczęli rekwirować mieszkańcom dobytek. Zabrali nam dwie krowy i jałówkę. Rano pod nasz dom zajechał wóz, na który mieliśmy się spakować. Rodzicom udało się zabrać łóżko, kufer, pościel. Na opuszczenie domu mieliśmy niewiele ponad godzinę. Początkowo jeszcze rodzice łudzili się, że za jakiś czas będą mogli wrócić do swojego domu. Mama nawet wysyłała nas z ojcem, aby go przewietrzyć. Wkrótce jednak do mieszkańców Brzezinki zaczęły docierać wieści o rozpoczętych przez Niemców wyburzeniach ich domów. Dla moich rodziców, ale także dla innych wysiedlonych to była prawdziwa trauma."
Skalę tego przedsięwięzia oddają liczby, które mówią, że ze znajdujących się we wsi 537 domów oszczędzono tylko 6.
Boguś

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz