W tej chwili w Polsce wiatraki pracują na poziomie 6%. Fotowoltaika na poziomie około 2,5%.
Zasysamy energię od sąsiadów, ale oni sami (poza Szwecją) za dużo jej nie mają.
Niemcy tradycyjnie na minusie kiedy energia jest droga.
Wielka Brytania - dla wielu wzór transformacji energetycznej i odchodzenia od węgla - w tej chwili ma prąd nawet droższy niż kraje UE, bo w cenie 198€/MWh.
To tylko rynek SPOT, który wcale nie odzwierciedla wszystkich kosztów produkcji energii, a jedynie pokazuje stosunek podaży i popytu w danej chwili.
Koszty funkcjonowania i utrzymania systemu energetycznego i rzeczywiste koszty energii to jeszcze inne zagadnienie, które jest za mgłą haseł o "zielonej energii", "transformacji energetycznej", "zeroemisyjności".
Szczytem zakłamania tego systemu są "ceny ujemne", które w rzeczywistości tylko zaciemniają obraz całej sytuacji. W efekcie tworzy się mylne wrażenie, że wiatraki i fotowoltaika mogą generować darmowy prąd. Jednak za ten "darmowy prąd" ktoś, czyli konsument, musi zapłacić w coraz wyższych rachunkach.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz