Okrucieństwo mordów wołyńsko-małopolskich jest niebywałe. Zbrodnie niemieckie i sowieckie też były bestialskie, lecz pastwienie się nad ofiarami nie występowało tak powszechnie jak w wykonaniu banderowców i wciągniętych przez nich ukraińskich chłopów.
Profesor Ryszard Szawłowski nazwał te zbrodnie ludobójstwem okrutnym: „Były to bowiem działania okrutne w sposób przechodzący chyba nawet tło najstraszniejszej z wojen, szczególnie brutalnej przecież w Europie Środkowowschodniej. Niemcy dokonali w czasie drugiej wojny światowej hekatomby na ogromną skalę, jednak przecież nawet hitlerowcy wymyślili komory gazowe między innymi po to, by nie narażać, choć po części własnych katów na konfrontowanie się ze śmiercią bezbronnych, nagich ofiar, na patrzenie w oczy kobiet i dzieci, by proces eksterminacji w ten sposób uczynić pewniejszym i szybszym. Tymczasem w przypadku ludobójstwa przeprowadzanego na dawnych Kresach Południowo-Wschodnich stykamy się z licznymi przypadkami niezrozumiałego dla cywilizowanego człowieka patologicznego sadyzmu, przedłużania i nasilania okrucieństwa mordowania, przebijania moralnego dna poprzez mordowanie krewnych czy małżonków lub wymuszanie takich mordów” .
Mała liczba ofiar poniosła śmierć przez zastrzelenie, na ogół mordowano różnego rodzaju narzędziami gospodarskimi. Śmierć od celnie wymierzonej kuli jest krótka, a np. odrąbywanie kolejnych części ciała albo wleczenie za wozem uwiązanego drutem kolczastym człowieka nie kończy się natychmiastowym zgonem. Makabrycznych metod uśmiercania było wiele. Dlatego Polacy modlili się o zastrzelenie, gdyby dopadli ich Ukraińcy. Jest bardzo trudno wytłumaczyć te potworności i nie ma tu jednej interpretacji. Banderowcy oszczędzali amunicję, więc członkowie bojówek mordujących i ich pomocnicy sięgali po siekiery, widły, noże itp., a z natury takiego „uzbrojenia” wynika straszna śmierć. Nie wszyscy mordercy byli chłodnymi katami, którzy bez emocjonalnego zaangażowania wykonywali polecone zadania. Wielu okazywało wobec ofiar nienawiść i pogardę, wyrażali to wyzwiskami, drwinami i sadystycznym zadowoleniem z zadawania cierpienia. I to jest niepojęte, bo żadna z ofiar nie miała na sumieniu monstrualnych win mogących wyzwolić w napastnikach równie monstrualne złe emocje, potrzebę zemsty. Zatem mamy do czynienia z misterium iniquitatis – tajemnicą nieprawości. ("Mysterium iniquitatis" to termin teologiczny, który opisuje tajemnicę zła, jego wszechobecność i wpływ na świat i człowieka, skłaniając do refleksji nad jego źródłami, skutkami i sposobami walki z nim).
Można jeszcze sięgnąć do materiałów programowych i szkoleniowych ideologów nacjonalizmu ukraińskiego autorstwa Doncowa i Kołodzińskiego, w których usilnie zalecano nienawiść, bezwzględność i okrucieństwo, amoralność. W ten sposób kształtowano umysły i emocje członków OUN i UPA, a wieś ukraińską szczuto na Polaków, wmawiając doznawane od nich odwieczne prześladowania i krzywdy.
Ukraiński historyk, Wiktor Poliszczuk, tak oto powiada o wcielaniu w życie pomysłów Doncowa: „Podczas Pierwszego Kongresu Ukraińskich Nacjonalistów (28.I.-3.II.1929 r. w Wiedniu), na posiedzeniu komisji ideologicznej[…] Julian Wassyjan, Stepan Łenkawśkyj i Stepan Ochrymowycz wypowiadali się za filozoficzno-ideologicznymi podstawami nacjonalizmu ukraińskiego, które zrodziły się z idealistycznego światopoglądu narodu ukraińskiego, teoretycznie sformułowanymi w pracach… Dmytra Doncowa”. Cytuje też samego Doncowa: „Nie zawahasz się spełnić największej zbrodni, kiedy tego wymaga dobro sprawy. Nienawiścią oraz podstępem będziesz przyjmował wrogów Twego Narodu. Ani prośby, ani groźby, tortury, ani śmierć nie zmuszą Cię do wyjawienia tajemnic. Będziesz dążył do rozszerzenia siły, sławy, bogactwa i obszaru państwa ukraińskiego nawet drogą ujarzmienia cudzoziemców”. Nie ma więc żadnych wątpliwości, do jakich haseł odwołuje się Doncow, do haseł niemieckiego nazizmu. Poliszczuk, który dokładnie śledził rozwój ideologii integralnego nacjonalizmu, powiada wprost:
„Myślę, że ten niewielki wybór cytat z „Nacjonalizmu” Dmytra Doncowa jest wystarczający, aby zrozumieć[…] teorię nacjonalizmu ukraińskiego, przestępczą teorię i praktykę OUN-UPA”. I dalej pisze Poliszczuk, że książkę Doncowa czytali Jewhen Konowałeć, Andrij Melnyk, Stepan Bandera, Jarosław Stećko i Mykoła Łebed, a więc najważniejsi i najwięksi przywódcy i działacze ukraińskich organizacji. I kończy myśl taką oto konstatacją: […] „ta przestępcza teoria[…] trafiła do rąk chłopców ze wsi, którzy nie znali szerokiego świata, ale którzy już byli przesiąknięci nacjonalizmem, wyniesionym z gimnazjów ukraińskich, które były rozsadnikami nacjonalizmu[…]” Dodajmy, że ci chłopcy potem szli na studia do Lwowa, Warszawy i do Krakowa i tam wśród studentów propagowali te idee”.
„Trzeba krwi, dajmy morze krwi, trzeba terroru, uczyńmy go piekielnym, trzeba ofiarować dobra materialne, nie zostawmy sobie niczego. Mając na celu wolne państwo ukraińskie, idźmy doń wszystkimi środkami i wszystkimi szlakami. Nie wstydźmy się mordów, grabieży i podpaleń. W walce nie ma etyki. Etyka na wojnie to pozostałości niewolnictwa narzuconego przez zwycięzców – zwyciężonym. Nie dbajmy o dobre imię i opinię w świecie, bo choćbyśmy byli nie wiadomo jak ideowymi w swojej walce, wszyscy nazywać nas będą bandytami. Każda droga, która prowadzi do naszego najwyższego celu, bez względu na to, czy przez innych nazywana jest heroizmem czy podłością, jest naszą drogą”- pisał Mychajło Kołodziński. I dalej:” (…) Trzeba pamiętać, że im więcej wrogiego elementu zginie podczas powstania, tym łatwiejsza będzie budowa ukraińskiego państwa i tym silniejsze ono będzie”.
Kołodziński uważał za niezbędne nie tylko oczyszczenie ziem ukraińskich z Polaków, ale także całkowite zniszczenie dworów polskich ziemian jako symboli obcego panowania. Pisał:
„Dwór polski jest nie tylko wyzyskiwaczem siły roboczej ukraińskiej wsi, ale także symbolem władzy polskiej i centrum demoralizacji. We dworze gromadzą się całe polskie siły. Każdy Polak znajduje tam pomoc moralną i materialną. Stamtąd biorą początek wszystkie polskie akcje patriotyczne. Polski „ksiądz”, nauczyciel, szkoła dla dzieci, strzelec i cała polska hołota znajduje schronienie przy dworze. Wszystkie biedne ukraińskie dziewczęta, które pracują w polskim dworze, rodzą nieślubne dzieci. Za to wszystko właśnie ukraińska wieś nienawidzi polskiego dworu”.
Pan Stanisław Turowski zastanawiał się, dlaczego zabijano w tak okrutny sposób? Ogrom rzezi na Kresach był spowodowany nie tylko uwarunkowaniami politycznymi i nacjonalistycznymi. Dużą rolę odegrały czynniki psychologiczne.
Nie każdy zabijał zgodnie ze swoi sumieniem- pisał Stanisław Turowski. Byli jednak tacy, którzy makabryczne polecenia wykonywali , bo to im sprawiało radość. Mogli bezkarnie uzewnętrznić umiłowanie zadawania cierpienia.
Podkręcać do bestialstwa łatwiej ludzi niewykształconych. Ich wrażliwość jest mniejsza Jednostki słabsze wewnętrznie poddawały się atmosferze zbiorowych napadów. „Wyzwoliciele” Ukrainy działali przecież w grupach, zawsze przez kogoś kierowanych. Pole do popisu mieli ci, którzy w zwyczajnych warunkach – jako mniej groźni fizycznie- musieliby stchórzyć albo ustępować. To w myśl zasady, że w grupie napastników najgroźniejszy i najbardziej zaczepny jest osobnik „ mikry”. Czuje za sobą potęgę kolegów, dobrze zbudowanych, silniejszych. Taki najbardziej kopie leżącego , bo wreszcie i on ma szansę się wykazać. Specjaliści od samoobrony wiedzą, że w spotkaniu z grupą napastników trzeba uderzyć najpierw tego „mikrego”. Takie działanie zmniejsza odwagę pozostałych, nie chcą ryzykować.
Nasuwa mi się postać Bandery. Los dał mu zaistnieć w grupie.
Nie wiemy dokładnie, co kształtowało jego osobowość, poza tym, że był chorowity, niskiego wzrostu i dość zamknięty. Gdy sięgnął w 1933 r. po władzę w OUN, natychmiast mistrzem jego stał się Hitler. Jako przewodniczący Krajowego Kierownictwa OUN, osobiście wydawał rozkazy mordowania znanych działaczy życia publicznego, takich jak kurator szkolny Gadomski, wojewoda wołyński, Józewski, czy Ukraińcy niepodporządkowujący się jego zbrodniczym działaniom. W sumie zlecił około 20 mordów i kilkanaście zamachów. W jednym z takich zamachów ( 15.06.1934 r.) zginął polski minister spraw wewnętrznych, Bronisław Pieracki. Zabity został też poeta i dyrektor gimnazjum ukraińskiego we Lwowie, Iwan Babij, wielce zasłużony dla rozwoju kultury obu narodów. Nieznane mu było uczucie litości. Biograf powiada bowiem, że gdy był dzieckiem, dusił koty, a później znęcał się nad swoją żoną, bił ją i terroryzował. Musiało więc być w nim coś z sadysty od samego początku. Był mściwy i bezwzględny. Z pozoru niewinny, drobny, kruchy, chorowity- jak już pisałam-niskiego wzrostu (159), zapewne z kompleksami, na zewnątrz pokazywał jednak spryt, bezwzględność i siłę. Wybielacze tego zbrodniarza nie osadzają Bandery w rzekach krwi, w kłębach dymów, w krzykach rozpaczy, w statystykach rzezi. Nie pokazują koszmaru zbrodni, spalonych żywcem w tysiącach domów i stodół niewinnych ludzi. Pokazują go, jako nieudacznika, który „nie podejmował decyzji”, co nie jest prawdą.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz