ORP " Groźny" 351

ORP " Groźny" 351
Był moim domem przez kilka lat.

niedziela, 30 listopada 2025

Dzieci odrabiające lekcje w zimowych kurtkach.

 

Tłumaczenie z języka angielski
Nazywam się Hank. Mam 66 lat. Dostarczam propan do domów. Wiejskie trasy, farmy, ludzie poza siecią. Wypełniam ich zbiorniki, sprawdzam połączenia, jadę do następnego domu. Większość klientów po prostu podpisuje paragon, ledwo podnosi wzrok. Jestem po prostu facetem od propanu. Ale w lutym zeszłego roku, podczas tej brutalnej fali mrozów, zauważyłem coś w posiadłości Millerów. Podjechałem, żeby napełnić ich zbiornik, wskaźnik pokazywał pustkę. Całkowicie suchy. Przy temperaturze 15 stopni Celsjusza. Zapukałem do drzwi. Pani Miller otworzyła, troje dzieci owiniętych w płaszcze za nią. W środku domu. „Proszę pani, wasz zbiornik jest zupełnie pusty. Jak długo byliście bez ogrzewania?” „Cztery dni.” Jej głos był spokojny, ale ręce jej drżały. „Rachunek płatny w piątek. Czekamy na wypłatę męża.” Cztery dni. Trójka dzieci. Piętnaście stopni. „Proszę pani, napełniam go teraz.” „Nie mogę zapłacić, dopóki” „Oznaczę to jako błąd dostawy. Awaria komputera. Nikt się nie dowie.” Zaczęła płakać. „Dlaczego to pani robi?” „Bo te dzieci noszą płaszcze w domu.” Napełniłem ich zbiornik. Sprawdziłem piec. Upewniłem się, że ogrzewanie ruszyło, zanim odjechałem. Odjechałem, myśląc o tym, co widziałem. Dzieci odrabiające lekcje w zimowych kurtkach. Matka wybierająca między ogrzewaniem a jedzeniem. Po tym zacząłem zwracać uwagę inaczej. Starszy weteran, którego zbiornik był w 10%, racjonował, trzymając ciepło w jednym pokoju. Ojciec samotnie wychowujący dziecko, z płatnością spóźnioną o dwa tygodnie, palił drewnem, na które naprawdę nie było go stać. Zacząłem robić coś, czego nie powinienem. Kiedy widziałem kogoś, kto walczy, kogoś, kto się skończył, kogoś racjonującego ogrzewanie – dolewałem 50 galonów. Oznaczałem to jako „kalibracja licznika” albo „pozostałość po teście ciśnienia”. Małe ilości. Wystarczające, by przetrwali. Zrobiłem to jedenaście razy tamtej zimy. Szef zauważył rozbieżności. Wezwał mnie. „Hank, mamy dodatkowe galony dostarczone, ale nie rozliczone.” Powiedziałem mu prawdę. Wszystko. Patrzył na mnie długo. Potem powiedział: „Moja córka kiedyś była samotną matką. Każdej zimy wybierała między ogrzewaniem a zakupami spożywczymi. Żałowałem, że nikt jej nie pomógł.” Nie wyleciał mnie z pracy. Zamiast tego stworzył coś, „Fundusz Awaryjnego Ciepła Serc”. Klienci mogli wpłacać datki. My dorównywaliśmy. Używaliśmy tego dla rodzin w kryzysie, które nie mogły sobie pozwolić na propan. Ale to, co mnie złamało, wydarzyło się w maju. Pani Miller przyszła do naszego biura. Dostała lepszą pracę, nadrobiła rachunki. Wręczyła mi kopertę. W środku 200 dolarów. „Dla następnej rodziny. Tej, którą znajdziesz w lutym, cztery dni bez ogrzewania, próbującej być odważną dla swoich dzieci.” Chwyciła moje ręce. „Hank, moja najmłodsza ma astmę. Jeszcze cztery dni w tym zimnie... Nie wiem, czy...” Nie mogła dokończyć. Zeszłej zimy Fundusz Ciepła Serc pomógł 23 rodzinom. Nie jałmużną, ale ogrzewaniem, gdy go nie miały. Godnością, gdy czuły się złamane. I oto rzecz, inne firmy propanowe o tym usłyszały. Uruchomiły własne programy. Teraz w sześciu stanach są „fundusze awaryjnego ogrzewania”. Ale moment, który mnie zniszczył, zdarzył się w zeszłym miesiącu. Dostałem wezwanie do dostawy pod adres, który rozpoznałem, posiadłość Millerów. Pani Miller otworzyła. „Hank! Wejdź, proszę.” W środku ciepło, dzieci odrabiają lekcje przy stole, śmiejąc się. Wręczyła mi czek. Pełna płatność, plus ekstra. „Dla funduszu. Ale także...” Wyjęła rysunek, który zrobiła jej najmłodsza. Patykowaty mężczyzna z ciężarówką propanową. Podpis kredką: „Pan Hank, mój bohater.” „Ona pyta o ciebie każdej zimy. 'Czy pan Hank dba, żeby ludzie mieli ciepło?'” Mam 66 lat. Dostarczam propan do domów, których nikt nie zauważa. Ale nauczyłem się tego – Zimno nie czeka na wypłaty. I żadne dziecko nie powinno odrabiać lekcji w zimowym płaszczu w swoim własnym domu. Więc jeśli dostarczasz cokolwiek, olej, propan, drewno opałowe, i widzisz kogoś, kto walczy, kogoś pustego, kogoś racjonującego, Znajdź sposób. Oznacz to źle. Zadzwoń do szefa. Załóż fundusz. Zrób coś. Bo ogrzewanie nie jest luksusem. To przetrwanie. I różnica między zamarznięciem a życiem nie powinna zależeć od tego, czy wypłata przyszła na czas. Bądź powodem, dla którego ktoś pozostaje ciepły.” . Niech ta historia dotrze do więcej serc.... . Obraz AI służy tylko do celów demonstracyjnych . Źródło: Mary Nelson
Oceń to tłumaczenie:

𝐀𝐤𝐭𝐮𝐚𝐥𝐢𝐳𝐚𝐜𝐣𝐚 𝐫𝐞𝐣𝐬𝐮 𝐤𝐩𝐭. 𝐁𝐚𝐫𝐚𝐧𝐨𝐰𝐬𝐤𝐢𝐞𝐠𝐨 𝐧𝐚 𝐣𝐚𝐜𝐡𝐜𝐢𝐞 𝐌𝐄𝐓𝐄𝐎𝐑

 Selveco

 

🌊 🌊
Dzisiejsza pozycja jachtu METEOR o godzinie 04:53 UTC:
📍 18.22535°
📍 -39.4157°
Kpt. Baranowski konsekwentnie realizuje plan rejsu, a METEOR pewnie trzyma kurs na otwartym oceanie. Kapitan wykorzystuje sprawdzone rozwiązania nawigacyjne i tzw liczne "patenty" ułatwiające samotną żeglugę.
Śledź kolejne aktualizacje, bo przed METEOR-em wciąż wiele mil morskich, zmiennych wiatrów i wyjątkowych żeglarskich historii.
A co widzimy na zdjęciu oprócz mapy?
⚓ Na pierwszym planie widoczne są trzy wiązki jasno-szarych lin – to baksztagi. Każdy baksztag pracuje w parze (dolny i górny), stabilizując maszt i zabezpieczając go przed przechyleniem. Pomiędzy nimi biegnie talia achtersztagu, która podtrzymuje top masztu od strony rufy.
⚓ Po prawej stronie, na noku bomu, zbiegają się ceglasto-zabarwione (pierwotnie czerwone) szoty grota, odpowiedzialne za precyzyjne sterowanie grotem. W przeciwnym kierunku, do góry, prowadzi topenanta – lina podtrzymująca bom, gdy żagiel jest zrzucony.
⚓ Wzdłuż przedniej krawędzi bomu widoczny jest jasny kontraszot, stabilizujący żagiel w pozycji wyluzowanej i zapobiegający niekontrolowanym ruchom płótna.
⚓ Pod bomem, ukośnie w stronę podstawy masztu, biegnie talia rudego obciągacza bomu – odpowiada za dociąganie bomu w dół i kontrolę kształtu żagla, by ten nie „odlatywał” ku górze przy silniejszym wietrze.
⚓ Najcieńsza, jasna lina pod bomem to szot dodatkowego żagla – trajsla – już przygotowany na moment, gdy warunki wymuszą postawienie mniejszego, sztormowego płótna.

30.11.2010 r. - w Warszawie zmarła pani Gabriela Kownacka.

 

Powiedzieć o Niej - aktorka, to właściwie nic nie powiedzieć. Przesympatyczna, ciepła, dobra osoba...