To nie było zwykłe wystąpienie dyplomatyczne ani akademicki wykład do odhaczenia w kalendarzu. Przemówienie prezydenta Karola Nawrockiego w Pradze było wyraźnym sygnałem: ktoś wreszcie zdecydował się powiedzieć głośno to, co od lat jest zamiatane pod europejski dywan. To było jedno z najważniejszych wystąpień ostatnich lat. Precyzyjne, jasne, bez owijania w bawełnę, bez mylących wstępów i bez medialnych zagłuszeń. Nie było wygodne, miłe i ,,poklepujące po plecach,". Uderzyło w samo sedno współczesnego zniewolenia myśli w Europie.
Prezydent Nawrocki nazwał rzecz po imieniu: na wielu zachodnich, zwłaszcza niemieckich uniwersytetach nie mamy już do czynienia z wolną debatą, lecz z cenzurą, ideologiczną selekcją poglądów i karaniem za niewłaściwe myślenie. To nie jest już akademia. To jest tresura. To nie jest dyskusja. To jest filtr. Myślisz nie tak – wypadasz. Nie zgadzasz się – jesteś eliminowany. A jeśli masz odwagę mówić o faktach, narodowej tożsamości czy tradycji – jesteś „problematyczny”.
I nagle okazuje się, że to Niemcy zaczynają wyznaczać granice tego, co wolno myśleć innym narodom. Ci sami Niemcy, którzy przez dekady mieli problem z nazewnictwem własnych zbrodni, dziś chcą decydować o tym, jakie poglądy są „akceptowalne” w całej Europie. To właśnie ten poziom bezczelności i moralnej amputacji.
Na tym tle Polska i Czechy zaczynają wyglądać jak ostatnie bastiony rozsądku – jak kraje, które jeszcze pamiętają, czym jest suwerenność, czym jest godność, czym jest doświadczenie historii. Bo my wiemy, czym kończy się zamykanie ust. My znamy cenę strachu i milczenia. My pamiętamy świat, w którym prawda była reglamentowana.
I dlatego to przemówienie było tak ważne. Bo było sprzeciwem wobec tego nowego, eleganckiego totalitaryzmu, który nie nosi munduru i nie ma czołgów, ale ma regulaminy, komisje etyczne, system punktowy i cancel culture. To bolszewizm w wersji uniwersyteckiej. Bolszewizm ubrany w granty, „normy europejskie” i „etykę języka”.
Europa Zachodnia pęka od własnej hipokryzji. A my mamy jeszcze wybór: albo staniemy po stronie prawdy i wolnego myślenia, albo pozwolimy, by kolejna generacja Polaków była uczona, co wolno jej myśleć – po niemiecku i pod niemieckie dyktando.
I dlatego, jeśli komuś to przemówienie przeszkadzało – to znaczy, że uderzyło celnie.
Bo prawda zawsze boli najbardziej tych, którzy żyją ze strachu przed nią.
za Albert Łyjak
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz