Inną kobietę, która właśnie urodziła dziecko, zakopano żywcem wraz z noworodkiem.
Głowę noworodka odcięto i "zabawiano" się nią, jak piłką.
Innych więźniów ciężko pobito i zastrzelono.
Kobiety przed śmiercią gwałcono.
Ocalał rzeźbiarz Jan Topor, któremu Niemcy darowali życie ze względu na jego umiejętności, musiał zakopać wszystkie zwłoki, a następnie zamaskować miejsce masakry liśćmi.
Największym degeneratem i zwyrodnialcem z bojówki, zastępcą dowódcy i komendantem prowizorycznego obozu koncentracyjnego w Górce Klasztornej był 29-letni Harry Schulz – volksdeutsch pracujący przed wojną jako księgowy w młynie w Łobżenicy.
Nawet, jak na Niemców, jego "wybryki" były nie do przyjęcia.
Za zhańbienie rasy (kontakty cielesne z Żydówkami), niemiecki sąd specjalny na karę 15 lat więzienia.
Wyszedł w 1945 r.
Zaczął podawać się za Polaka Henryka Szulca i kreował się na ofiarę nazizmu.
Został w 1952 r. rozpoznany przez Antoniego Warpińskiego, w marcu 1953 r. aresztowany, skazany na śmierć i stracony w 1954 r.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz