ORP " Groźny" 351

ORP " Groźny" 351
Był moim domem przez kilka lat.

sobota, 23 maja 2026

Bezgraniczna przemoc w murach uczelni



Zgodnie z ideałami Wilhelma von Humboldta (1767-1835) uniwersytet to miejsce autonomii ducha, krytycznego myślenia i formowania człowieka zdolnego do przekraczania politycznych namiętności epoki. Nauka miała być przestrzenią wolności, a wspólnota akademicka – wspólnotą argumentu. Innego zdania byli „wyznawcy” Adolfa Hitlera, którzy uczynili z uniwersytetów ośrodki radykalizacji, przemocy politycznej – celem stworzenia gruntu pod recepcję narodowego socjalizmu, w tym jego rasistowskich teorii. 

Narodowy socjalizm nie pojawił się na uczelniach nagle, wraz z dojściem Hitlera do władzy w 1933 roku. Znacznie wcześniej rozwijał się tam jako pewien sposób myślenia o polityce, społeczeństwie i kulturze. W atmosferze powojennego kryzysu, upokorzenia po I wojnie światowej, lęku przed komunizmem i rozpadu dawnych struktur społecznych wielu studentów zaczęło postrzegać demokrację parlamentarną jako symbol chaosu, słabości i dekadencji. Coraz większą atrakcyjność zyskiwały natomiast idee wspólnoty narodowej, dyscypliny, hierarchii i „walki” rozumianej jako naturalny stan polityki. Uniwersytet przestawał być miejscem dystansu wobec ideologii – stawał się przestrzenią ich produkcji.

Szczególną rolę odegrał Nationalsozialistischer Deutscher Studentenbund (NSDStB) – Narodowosocjalistyczny Niemiecki Związek Studentów. Organizacja ta była czymś znacznie więcej niż młodzieżową przybudówką NSDAP. Stała się narzędziem ideologicznej mobilizacji młodej inteligencji i miejscem formowania przyszłych elit III Rzeszy. To właśnie na uniwersytetach testowano język wykluczenia, strategie zastraszania i model politycznej aktywności opartej na przemocy. Członkowie NSDStB organizowali bojkoty wykładów, napady na przeciwników politycznych, demonstracje antysemickie oraz kampanie przeciw profesorom uznawanym za „nieniemieckich”, liberalnych lub lewicowych. W wielu miejscach kampusy zaczęły przypominać strefy permanentnej mobilizacji politycznej.

Szczególnie intensywnie proces ten przebiegał w Wiedniu. Uniwersytet Wiedeński już pod koniec XIX wieku był silnie naznaczony konfliktami narodowymi i antysemityzmem, jednak po 1918 roku napięcia te osiągnęły nowy poziom. Rozpad monarchii habsburskiej pozostawił po sobie poczucie cywilizacyjnego załamania. Dawne imperium wielonarodowe zastąpiła mała republika, pogrążona w kryzysie gospodarczym i politycznym. Wśród części studentów i profesorów rodziło się przekonanie, że liberalna nowoczesność poniosła klęskę, a demokracja jest jedynie etapem rozkładu narodowej wspólnoty. W tej atmosferze ruchy nacjonalistyczne zaczęły zdobywać ogromne wpływy w środowisku akademickim.

Uniwersytet Wiedeński stał się jednym z najważniejszych centrów radykalnego niemieckiego nacjonalizmu w Europie Środkowej. Studenckie korporacje i organizacje nacjonalistyczne coraz częściej funkcjonowały jak bojówki polityczne. Dochodziło do regularnych pobić studentów żydowskich, zakłócania zajęć, ataków na profesorów oraz demonstracji siły organizowanych na terenie uczelni. Przemoc miała nie tylko wymiar fizyczny, ale także symboliczny. Chodziło o pokazanie, kto ma prawo należeć do wspólnoty akademickiej, a kto zostaje z niej wykluczony jako „obcy”. Żydzi, socjaliści, liberałowie czy zwolennicy republiki byli przedstawiani jako element degenerujący naród i kulturę niemiecką.

Kulminacją tej atmosfery były wydarzenia z 1932 roku na Uniwersytecie Wiedeńskim, kiedy bojówki narodowosocjalistyczne urządzały regularne obławy na studentów żydowskich i politycznych przeciwników. Student prawa David Teichmann zeznawał później:

„Po zakończeniu wykładu rozeszła się wieść, że NS zajęli wszystkie wyjścia [...]. Kiedy wszedłem na dziedziniec i chciałem wyjść przez dużą bramę na ulicę, zobaczyłem, że NS zajęli pozycje na podwórzu i pejczami wypędzali ludzi [...]. Na pierwszym półpiętrze ktoś nagle krzyknął: <<Do ubikacji!>> Otworzyłem pierwsze drzwi i zamknąłem je przed nimi. Przebywałem w tym miejscu około 10 minut, w tym czasie usłyszałem straszny hałas, krzyki i śmiechy, potem chwilową ciszę [...]. Nadzieja moja okazała się jednak złudna, bo zaraz potem rozległo się pukanie do drzwi i ktoś krzyknął <<Nazi?>>, na co ja nie odpowiedziałem. Zaczęli więc kopać w drzwi nogami, a jeden z nich wspiął się na górę i patrzył na mnie z tak bestialską miną, że postanowiłem sam otworzyć drzwi. Natychmiast zostałem otoczony przez około 10 osób i trzymany tak mocno, że nie mogłem się ruszyć. Błagałem ich, żeby mnie puścili, ale zostałem przez nich zakrzyczany: <<Jesteś Żydem? Tak czy nie?>> [...] Ledwie powiedziałem <<Tak>>, a już zacząłem otrzymywać ciosy pięciami w głowę”.

To świadectwo jest szczególnie ważne, ponieważ pokazuje, że przemoc narodowego socjalizmu nie zaczęła się od państwa totalitarnego ani od obozów koncentracyjnych. Zaczęła się wcześniej – w codziennym przyzwoleniu na upokorzenie, w języku politycznego odczłowieczenia i w przestrzeniach, które miały być symbolami europejskiej kultury. Uniwersytet stawał się miejscem selekcji i terroru, a studenci – przyszła inteligencja państwa – uczyli się, że przemoc może być formą politycznej legitymizacji.

Szczególnie znaczące były także ataki wymierzone w Juliusa Tandlera – wybitnego anatoma, intelektualistę i reformatora społecznego związanego z socjaldemokratycznym projektem „Czerwonego Wiednia”. Tandler reprezentował model uniwersytetu otwartego społecznie, racjonalnego i opartego na idei odpowiedzialności publicznej. Dla środowisk nacjonalistycznych był symbolem wszystkiego, co należało zniszczyć: liberalizmu, nowoczesności, internacjonalizmu i żydowskiej obecności w kulturze europejskiej. Napady na jego instytut oraz studentów uczestniczących w zajęciach miały więc charakter głęboko polityczny i ideologiczny.

Najbardziej niepokojące było jednak to, że znaczna część elit akademickich nie tylko nie przeciwstawiała się tej radykalizacji, ale często ją legitymizowała. Wielu profesorów sympatyzowało z ruchem narodowym lub uważało przemoc za zrozumiałą reakcję na kryzys epoki. Rektor Uniwersytetu Wiedeńskiego Wenzel Gleispach próbował nawet wprowadzać rozwiązania ograniczające obecność studentów żydowskich i wzmacniające segregację narodową na uczelni. W praktyce oznaczało to, że sama instytucja uniwersytetu coraz bardziej odchodziła od ideału autonomii nauki, stając się narzędziem politycznej homogenizacji.

Wysoki poziom wykształcenia nie okazał się ochroną przed barbarzyństwem. Przeciwnie – nowoczesna kultura akademicka często dostarczała przemocy języka, teorii i intelektualnego prestiżu. Narodowy socjalizm nie był wyłącznie buntem „ulicy” przeciw elitom. W znacznej mierze był również produktem kryzysu samych elit, które utraciły wiarę w liberalny porządek i zaczęły postrzegać politykę jako walkę biologiczną oraz egzystencjalną. Uniwersytety odegrały w tym procesie rolę szczególną, ponieważ to właśnie tam formowała się przyszła administracja, nauczyciele, lekarze, prawnicy i urzędnicy III Rzeszy. Kampus był miejscem, w którym młodzi ludzie uczyli się nie tylko wiedzy, ale także określonego rozumienia wspólnoty politycznej. Gdy wspólnota ta zaczęła być definiowana poprzez wykluczenie „obcych”, nauka bardzo szybko mogła zostać podporządkowana logice przemocy. Dlatego historia radykalizacji uniwersytetów w Wiedniu i Niemczech nie jest jedynie epizodem politycznym. To opowieść o kryzysie europejskiej nowoczesności i o tym, jak instytucje stworzone dla wolności myśli mogą stać się narzędziem fanatyzmu.

Zdjęcia: Wikimedia Commons oraz United States Holocaust Memorial Museum

Brak komentarzy: