"
Przez lata był tylko uśmiechniętym chłopcem z kręconymi włosami z filmowych kronik. Nikt nie znał jego nazwiska. Aż pewnego dnia jego wnuk spojrzał na ekran i zamarł. „To mój dziadek” – powiedział.
Warszawa, 1944. Piekło. Miasto w ogniu, gruzach i krwi. Operatorzy Biura Informacji i Propagandy kręcą kroniki powstańcze. W jednym z ujęć kamera zatrzymuje się na młodym mężczyźnie. Ma kręcone włosy. Jest uśmiechnięty, choć przed chwilą wyszedł z ciemności kanałów na ulicę Warecką. Nikt wtedy nie pyta o jego nazwisko. Jest jednym z tysięcy. Twarzą bez imienia.
Lata mijają. Zdjęcie krąży w książkach, filmach, artykułach. Stało się jednym z symboli Powstania Warszawskiego. Ale wciąż nikt nie wie, kim jest ten chłopak. Aż do dnia, gdy Łukasz Firchał ogląda film „Powstanie Warszawskie” – dokument zrekonstruowany z oryginalnych kronik. I nagle serce mu przyspiesza. Poznaje ten uśmiech. Poznaje te kręcone włosy. Poznaje tę postawę.
„To mój dziadek” – mówi.
Stanisław Firchał, ps. „Wicher”, miał 19 lat, gdy wybuchło powstanie. Walczył na Woli, na Cmentarzu Powązkowskim, na Stawkach i na Starówce. Był szybki i nieustępliwy jak wiatr – stąd jego pseudonim. Gdy walki na Starówce upadły, nie miał wyboru. Razem z towarzyszami zszedł do kanałów. Szedł w ciemnościach, w błocie, w wodzie po pas, nie wiedząc, czy następny zakręt nie przyniesie śmierci. Szli godzinami. Wielu nie wyszło.
Ale „Wicher” wyszedł.
To właśnie wtedy – chwilę po wyjściu z kanałów – stanął przed obiektywem kamery. Zmęczony, zakurzony, ale żywy. I uśmiechnął się. Może z ulgi. Może z nadziei. A może po prostu taki był – uśmiechnięty mimo wszystkiego. Ten uśmiech stał się symbolem. Nie tylko jego samego, ale całego pokolenia.
Po powstaniu trafił do niewoli niemieckiej. Przeszedł przez obozy. Potem jego losy prowadziły przez Anglię i Włochy. Był żołnierzem bez domu, bez pewności, czy kiedykolwiek wróci do Polski. Ale w 1945 roku wrócił. Do Warszawy. Do miasta, które już nie było tym samym miastem. Do gruzów, w których kiedyś było jego życie.
On jednak zaczął od nowa. Założył rodzinę. Miał dzieci. Potem wnuki. I nigdy nie szukał rozgłosu. Był jednym z tysięcy powstańców, którzy po prostu wrócili do normalnego życia, nosząc w sobie wspomnienia, o których nie mówili. Zmarł w 2007 roku. Nie doczekał momentu, gdy świat pozna jego nazwisko.
Aż do akcji „ROZPOZNAJ!”.
Gdy Łukasz Firchał rozpoznał swojego dziadka na filmowej kliszy, natychmiast skontaktował się z historykami. Ruszyła weryfikacja. Archiwa, dokumenty, zeznania świadków. I w końcu potwierdzenie: tak, to on. Stanisław Firchał „Wicher”. Powstaniec Warszawski. Dziadek. Bohater.
Niestety, nie zdążył się dowiedzieć. Zmarł osiem lat wcześniej.
Łukasz później opowiadał w wywiadzie: „To było jak spełnienie jakiejś misji. Przez całe życie patrzyłem na to zdjęcie i myślałem: 'Kto to jest?' A potem okazało się, że to ktoś z mojej rodziny. Że to moja krew.” "
znalezione w sieci
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz