Prasa brytyjska i francuska wpadła w euforię, opisując po bitwie pod Sommą pierwsze działania czołgów na froncie. Drukowane relacje były na pograniczu nonsensu, a przy tym bardzo optymistyczne. Pisano o stalowych potworach plujących ciągłym ogniem, nadając im cechy baśniowych smoków, o pokonywaniu wszelkich przeszkód terenowych i wręcz o przeskakiwaniu przez okopy.
Jedna z gazet napisała: Czołg ma załogę 400 ludzi (ktoś coś usłyszal o lądowych okrętach?), 12-calowe działa i porusza się z prędkością 30 mil/godz. Został zbudowany w Japonii przez Szwedów i jest dowodzony przez oficerów lotnictwa cierpiących na rozstrój nerwowy.
W prasie ukazały się nagłówki: Jak nasze nowe forty na kołach zmusiły Hunów do ucieczki, Nasza nowa broń, która zjada domy – czołgi, Czołgi jak kangury biorą okopy i temu podobne bzdurne opisy. Liczba określeń używanych w stosunku do czołgu przez prasę była ogromna: brytyjski niszczyciel Niemców, Diplodocus Galumphant, płaskostopy potwór, wielokolorowa ropucha, stary ichtiozaur, wędrujący fort itd. Brak zdjęć w pierwszym okresie walk pozwalał rysownikom na puszczanie wodzy fantazji i na łamach gazet brytyjskich ukazywały się najbardziej fantastyczne rysunki wozów bojowych. Prawda, jak zwykle w takich wypadkach, była zupełnie odmienna.
Rys. Rysunek czołgu za Scientific American 1916. Tekst W. J. Ławrynowicz. Link do książki w komentarzu
#1wojna #sztukawojenna #czolgi #somma #cambrai #amiens #ofensywastudni #bronpancerna #wielkabrytania
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz