"
Rembertów
Dokonał tego człowiek o przeklętym życiorysie
Na niecałych dwóch hektarach NKWD przetrzymywało około 4000 więźniów, żołnierzy AK, NSZ, działaczy Państwa Podziemnego, nawet Niemców. Większość po katowniach sowieckich w Warszawie, m.in., na sławetnej Strzeleckiej.


Zanim przeczytacie o faktach i brawurowej akcji byłych żołnierzy AK, słuchajcie się w słowa przejmującej i jednej z najbardziej znanych piosenek Jacka Kaczmarskiego. Opowiada ona o obozie w Rembertowie:

Od trzydziestu lat szukam syna. Wojnę przeżył, wiem to, bo pisał. Na tym zdjęciu jest razem z dziewczyną, która mieszka ze mną do dzisiaj. W jego liście ostatnim… – przeczytam: „Jadę do was, uściskaj tatę, mam dla niego na wojnie zdobytą marynarkę w angielską kratę. Sam ją noszę na razie choć mała”. Syn był wielki, barczysty i silny. Jeśli wie ktoś, co się z nim stało – niech da znać. Bardzo proszę. Pilne.
Droga Pani! W programie „Świadkowie” oglądałem panią przypadkiem. Od trzydziestu lat w Rembertowie mieszkam, z wojny pamiątki mam rzadkie. Okradałem kiedyś skrzynki pocztowe (w listach były pieniądze czasami). Wśród tych listów są trzy obozowe. Może będą ciekawe – dla Pani.
Bracie, braciszku! Wojnę przeżyłem, a z lasu wyszedłem za wcześnie. We wsi mnie jakiś patrol przydybał i taki był koniec pieśni. Siedzę w obozie razem z Niemcami, NSZ i AK. Trzymam się zdrowo, do domu wrócę kiedy się tylko da. Wczoraj niektórzy z nas uciekali. Ja się trzymałem z daleka. Gdy się z takiego obozu pryska – trzeba mieć dokąd uciekać. Dziś ciężarówką zwieźli połowę, resztę skreślono z list. Teraz ich biorą na przesłuchanie; patrzę, nie mówię nic. Był jeden taki, przyjemnie spojrzeć; wysoki obszerny w barach. Wyższy, silniejszy nawet ode mnie (znasz mnie, trudno dać wiarę). Miał marynarkę w angielską kratę, razem z tamtymi pruł. Gdy go złapali i przesłuchali – wyszło człowieka pół. Zapadł się w sobie, chodzić nie może, niższy jest chyba o głowę; nie znam się na tym, ale wygląda jakby miał żeber połowę. Tak tu żyjemy. List ten wysyła Rosjanka (kocha tu mnie). Jak mam już siedzieć – wolę u swoich, zawiadom o mnie UB.
Tatusiu! Uciec się nie udało, nie wiem czy jeszcze napiszę. Ten w marynarce w angielską kratę z doprosa na czterech wyszedł. Więc teraz ja się nim opiekuję tak, jak on mną przez lat cztery. Trochę się boję co z nami zrobią. Szkoda! Do jasnej cholery!
Mamasza! Mnie siemnadcat´ let, a ja uże liejtenant. Zdies´ wsio w poriadkie – polskich my unicztożim banditow. Togda ja napiszu pis´mo i wsio skażu ja wam, siejczas nie chwatajet sił i spit moj major Szachnitow. Otcu skażi, czto u mienia jest dla niego podarok – pidżak s anglijskoj kletoczkoj popał mnie prosto darom.
Wejdźmy głębiej w wodę kochani
Dosyć tego brodzenia przy brzegu
Ochłodziliśmy już po kolana
Nasze nogi zmęczone po biegu
Wejdźmy w wodę po pas i po szyję
Płyńmy naprzód nad czarną głębinę
Tam odległość brzeg oczom zakryje
I zeschniętą przełkniemy tam ślinę
Potem każdy się z wolna zanurzy
Niech się fale nad głową przetoczą
W uszach brzmieć będzie cisza po burzy
Dno otwartym ukaże się oczom
Tak zawisnąć nad ziemią choć na niej
Bez rybiego popłochu pośpiechu
I zapomnieć zapomnieć kochani
Że musimy zaczerpnąć oddechu


A teraz fakty.
W nocy z 20 na 21 maja 1945 r. oddział ppor. Edwarda Wasilewskiego „Wichury”, uczestnika Szarych Szeregów, żołnierza Kedywu i podziemia antykomunistycznego, rozbił obóz NKWD w Rembertowie i uwolnił ponad 500 więźniów.
Po wejściu na ziemie polskie w 1944 r. Sowieci przystąpili do likwidacji podziemia niepodległościowego. Żołnierze AK byli aresztowani i przesłuchiwani, część z nich od razu zabijano. Resztę kierowano do specjalnych obozów przejściowych, a następnie wywożono w głąb ZSRS.
Jeden z takich obozów powstał w grudniu 1944 r. w byłych Zakładach Amunicyjnych „Pocisk” w Rembertowie. Teren fabryki został otoczony ogrodzeniem z drutu kolczastego z wieżyczkami strażniczymi. Trzymano w nim głównie żołnierzy AK, BCh i NSZ, ale także granatowych policjantów, przestępców pospolitych i volksdeutschów, co sprawiało, że okoliczna ludność była źle nastawiona do więzionych.
Przez obóz przewinęli się m.in. zastępca komendanta organizacji „NIE” gen. Emil Fieldorf „Nil”, ostatni p.o. Komendanta Obszaru Warszawskiego AK ppłk Kazimierz Marszewski, szef sztabu podokręgu Warszawa–Zachód mjr Henryk Odyniec-Dobrowolski, były poseł, wiceprezes konspiracyjnego Stronnictwa Pracy Jan Hoppe oraz szef Oddziału IV Komendy Głównej AK ppłk Stefan Górnisiewicz.
W marcu 1945 r. znajdowało się tam około 2 tys. więźniów. Co pewien czas kolejne grupy wywożono pociągami do ZSRS (gen. „Nil” został wywieziony 25 marca 1945 r.).
Warunki w rembertowskim obozie były ciężkie. Więźniowie podzieleni na plutony i kompanie mieszkali w halach produkcyjnych i barakach w brudzie i ciasnocie. Karmiono ich dwa razy dziennie wodnistą zupą i gliniastym chlebem. Jako że brakowało podstawowych środków higieny, szerzyły się choroby: wszawica, świerzb i czerwonka.
Autorem pomysłu opanowania obiektu był dowódca Obwodu Mińsk Mazowiecki AK kpt. Walenty Suda ps. „Młot”. Celem było odbicie żołnierzy tego obwodu aresztowanych w kwietniu 1945 r. Akcję poprzedziło rozpoznanie obozu: liczby, rozmieszczenia i zwyczajów wartowników, zabezpieczenia bram, liczebności załogi itp.
Na czele oddziału szturmowego stanął ppor. Edward Wasilewski „Wichura”. Wsparła go grupa dywersyjna z IV Ośrodka Obwodu Mińsk Mazowiecki ppor. Edwarda Świderskiego „Wichra”. Łącznie grupa atakująca liczyła 44 żołnierzy. Została podzielona na trzy części: szturmową (dwunastoosobową), wsparcia (trzynastoosobową) i ubezpieczeniową (dziewiętnastoosobową).
W nocy z 20 na 21 maja grupa szturmowa podeszła do bramy głównej. Ppor. „Wichura” dał gwizdkiem sygnał do rozpoczęcia akcji. Partyzanci łatwo pokonali bramę zewnętrzną i zastrzelili czterech wartowników, Nie zlikwidowali natomiast posterunków na wieżyczkach i zostali przez nie ostrzelani i obrzuceni granatami. Grupa wsparcia bez problemu opanowała komendanturę, w której zabiła jednego oficera NKWD, a następnie zabrała klucze do baraków.
Akowcy otwierali drzwi i wzywali do ucieczki. Więźniowie różnie reagowali. Początkowo nie ruszali się z miejsc, bojąc się, że to prowokacja. Potem jednak zaczęli wychodzić i uciekać z obozu przez otwarte bramy. Część jednak pozostała bojąc się represji wobec rodziny lub z powodu zbytniego osłabienia. Akcja trwała 25 minut. Uwolniono od ponad 400 do około 550 osób.
Rankiem Sowieci rozpoczęli obławę na uciekinierów. Złapano około 200 osób i przewieziono do obozu. Kilkadziesiąt z nich zastrzelono w pobliskim lasku, resztę przez kilka dni bito i maltretowano; niektórzy zostali pobici na śmierć.
W lipcu większość więźniów wywieziono do obozu w Poznaniu, a stamtąd do więzienia we Wronkach, część natomiast do Łodzi, skąd miano ich deportować do ZSRS. Obóz nr 10 w Rembertowie został zlikwidowany.
Losy dowódcy akcji Edwarda Świderskiego ps. „Wicher” są tragiczne. Już od lutego 1945 r. walczył z komunistyczną milicją, oddziałami bezpieczeństwa i NKWD, dokonywał śmiałych akcji i miał niemal pięćdziesięcioosobowy oddział podlegający Walentemu Sudemu ps. "Młot". To właśnie "Młot" wydał rozkaz rozbicia obozu w Rembertowie. We wrześniu 1945 r. po apelach dowódców AK, m.in. Jana Mazurkiewicza "Radosława", Wasilewski przybył na tragiczną w skutkach koncentrację ujawniających się żołnierzy AK w Woli Rafałowskiej, gdzie stawiło się około tysiąca osób. Podczas uroczystości z udziałem władz komunistycznych złożyli oni broń. Mimo obietnic amnestii, większość z nich została później aresztowana i poddana represjom. Aresztowano także Wasilewskiego, który w śledztwie zachował się dzielnie i prawdopodobnie nikogo nie obciążał. Wyszedł w 1947 r. Nie mógł jednak wrócić do normalnego życia. Żył w biedzie z dorywczych prac, a marzył o tym aby zostać dziennikarzem.
Prawdopodobnie dlatego został w końcu agentem Urzędu Bezpieczeństwa i to agentem niebezpiecznym. Brał m.in. udział w wielkiej operacji "Cezary" - grze operacyjnej polegającej na tworzeniu fikcyjnych komend WIN, w której znajdowali się zarówno prawdziwi uczestnicy konspiracji jak i agenci. To Wasilewski wystawił Kazimierza Kamieńskiego ps. „Huzar”, który dostał przed komunistycznym sądem sześciokrotną karę śmierci.
Wasilewski przestał być agentem w 1960 r., ale nigdy nie zrobił dziennikarskiej kariery, zawsze klepał biedę, pił, zginął w 1968 r. w zagadkowych okolicznościach wypadając z okna. '
za Muzeum Armii Krajowej im. gen. Emila Fieldorfa "Nila" w Krakowie
Na fot.: ppor. Edward Świderski „Wicher” (drugi z prawej), fot. domena publiczna; szkic obozu w Rembertowie, fot. Dawny Rembertów
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz