19 MAJA 1944 ROKU zakończyła się Bitwa o Monte Cassino — największa batalia polskiego oręża od 1939 roku, symbol męstwa i niezłomności kresowych żołnierzy, otoczona niemal religijnym kultem przez pokolenia dorastające w dusznej atmosferze PRL-u.
Zwycięscy żołnierze, którym odebrano Ojczyznę, rozproszyli się później po całym świecie.
Wielu z rezygnacją wróciło do kraju, nieliczni ponownie podjęli walkę.
Lecz tylko w jednej formacji niepodległościowej ramię w ramię stanęli uczestnicy obu stron epickiego starcia pod Monte Cassino — połączyło ich marzenie o wolnej Polsce.
ALEKSANDER MOSKWA urodził się 21 lipca 1905 roku w Chełmie Lubelskim. W 1939 roku, jak wielu polskich żołnierzy, przekroczył granicę z Rumunią, gdzie został internowany. Nie pogodził się jednak ze swoim losem i podobnie jak tysiące innych podjął próbę dotarcia do odtwarzanego we Francji Wojska Polskiego.
Nie przypuszczał, że czeka go wieloletnia epopeja.
Upadek Francji zastał go w Jugosławii, gdzie trafił do komunistycznej partyzantki. Po upadku Mussoliniego przedostał się przez góry do Włoch i ponownie znalazł się wśród komunistycznych oddziałów.
O mało nie został rozstrzelany jako szpieg.
Uratował się ucieczką i po wielu perypetiach dotarł wreszcie do 2. Korpusu Polskiego generała Władysława Andersa. Walczył pod Monte Cassino, a następnie przeszedł cały szlak bojowy aż do Bolonii.
Tęskniąc za żoną i dwiema córkami, po wojnie wrócił do Polski. Jako zdemobilizowany żołnierz Polskich Sił Zbrojnych (PSZ) na Zachodzie trafił do punktu repatriacyjnego w Dziedzicach.
Na tamtejszej stacji kolejowej został okradziony przez Rosjan, a napotkani partyzanci tajemniczego „Bartka” poinformowali go o sytuacji panującej w kraju.
Zanim dotarł do domu, dowiedział się, że jego żona — przekonana o jego śmierci — wyszła ponownie za mąż. Spojrzał jedynie z daleka na swoje córki i odszedł - przynajmniej taką relację przedstawił jego późniejszy dowódca, Antoni Biegun "Sztubak".
W lutym 1946 roku Aleksander Moskwa, przedzierając się przez Beskidy, został zatrzymany przez leśny patrol i doprowadzony do dowódcy, którym był Antoni Biegun.
Moskwa miał na sobie brytyjski mundur z naszywkami „Poland” oraz białym krzyżem na fioletowym tle. Na pytanie, co tu robi, miał odpowiedzieć, że szuka śmierci.
„Sztubak” odesłał go pod eskortą do Henryka Flamego, który stacjonował wraz ze swoim oddziałem pod Baranią Górą. Moskwa został przesłuchany i przez dwa miesiące przebywał w obozie leśnym pod obserwacją.
W toku śledztwa ustalono, że Moskwa w stopniu sierżanta służył w 2. Korpusie Polskim, co potwierdzały dokumenty podpisane między innymi przez generała Zygmunta Bohusz-Szyszko, zastępcę generała Andersa.
Partyzantom opowiadał, że przybył do Polski jako emisariusz niejakiego Kowalskiego, jednak celu swojej misji nie mógł ujawnić.
W kwietniu 1946 roku został pozytywnie zweryfikowany i pod pseudonimem „Zawisza”, w stopniu starszego sierżanta, skierowany do oddziału leśnego „Sztubaka” jako główny instruktor.
Był człowiekiem dojrzałym — starszym od większości partyzantów o ponad dwadzieścia lat — dlatego żołnierze nazywali go „Dziadkiem”. Dzięki ogromnemu doświadczeniu bojowemu wyszkolił blisko sześćdziesięciu partyzantów.
W czerwcu 1946 roku objął dowództwo drużyny bojowej.
11 czerwca dowodził brawurowym rozbiciem posterunku MO w Jeleśni z użyciem pancerfausta. Kolejne akcje były równie spektakularne i przynosiły partyzantom broń oraz zaopatrzenie.
W sierpniu, podczas wielkiej obławy prowadzonej przez siły Korpusu Bezpieczeństwa Wewnętrznego na obozowisko „Sztubaka” pod Romanką, „Zawisza”, osłaniając odwrót ręcznym karabinem maszynowym, został odcięty od oddziału.
Przedostał się pod Babią Górę, na teren operacyjny porucznika Mieczysława Wądolnego "Mściciela", gdzie walczył w oddziale partyzanckim „Huragan”. Według relacji współtowarzyszy był człowiekiem skrytym i stroniącym od ludzi, dlatego otrzymał kolejny pseudonim — „Samotny”.
18 marca 1947 roku ujawnił się w Wadowicach, po czym wyjechał na Ziemie Zachodnie, gdzie ponownie połączył się z rodziną.
Ze względu na jego wojenną przeszłość Urząd Bezpieczeństwa Publicznego prowadził przeciwko niemu sprawę operacyjną o kryptonimie „Bojówkarz”, zakończoną dopiero 14 października 1957 roku.
Po drugiej stronie linii Gustawa, której kluczowym punktem był masyw Monte Cassino, walczył BERNARD KAŁUŻA.
Urodził się 27 lipca 1925 roku w Lipinach na Górnym Śląsku.
W 1943 roku, po osiągnięciu pełnoletności, został wcielony do Wehrmachtu. Początkowo skierowano go do Czechosłowacji na szkolenie, następnie trafił do Francji, a w 1944 roku do Włoch.
Nie ma bezpośrednich dowodów na to, że schütze Kałuża zetknął się z żołnierzami II Korpusu Polskiego, jednak wielu Ślązaków wcielonych do Wehrmachtu broniło skalnego masywu przed rodakami z Kresów.
Koniec wojny zastał go w Jugosławii.
Szczęśliwie wrócił do Polski, jednak ze względu na służbę w Wehrmachcie był dla komunistów człowiekiem podejrzanym. To sprawiło, że 20 lipca 1945 roku poszedł „do lasu”.
Trafił do drużyny sierżanta Rudolfa Niesytki „Ignaca”, gdzie pełnił funkcję instruktora, przekazując rekrutom wiedzę zdobytą na froncie.
W lutym 1946 roku został zastępcą dowódcy drużyny Pogotowia Akcji Specjalnej (PAS) o kryptonimie „Śmiertelni”, a od czerwca objął jej dowództwo w stopniu starszego sierżanta.
Ujawnił się 25 sierpnia 1947 roku.
Do śmierci w 1981 roku mieszkał na Górnym Śląsku, pozostając żywym świadectwem niezwykłych i tragicznych losów Polaków w czasie II wojny światowej oraz w pierwszych latach powojennych.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz