"Przez dekady karmiono mitem o „gospodarczym cudzie” nad Wisłą. Każdy, kto śmiał wątpić w geniusz planu Balcerowicza czy intencje „aferałów” z lat 90., natychmiast lądował w szufladzie z napisem „demagog”, „homo sovieticus” lub zwykły szkodnik. Tymczasem prawda nie potrzebuje salonowych wybiegów. Prawda krzyczy z dokumentów i liczb, których nie da się przypudrować żadną opowieścią o europejskiej modernizacji.
Weźmy taki Kostrzyn. Zakłady Papiernicze poszły pod młotek za oszałamiającą kwotę 80 złotych. Tak, to nie pomyłka. Za równowartość lepszego obiadu oddano potężną firmę, podczas gdy zachodni doradcy za samą „wycenę” tego interesu skasowali 80 tysięcy dolarów. Piękny interes, prawda? Podobnie z Celulozą w Kwidzynie – nowoczesny gigant oddany za ułamek wartości budowy od zera, czy Elektrownia Połaniec sprzedana Belgom siedmiokrotnie poniżej cen rynkowych. To nie była prywatyzacja. To był wielki, narodowy wyprzedażowy stoisko z napisem „wszystko za półdarmo”.
Najbardziej fascynujący w tym wszystkim jest tak zwany „grzech założycielski”. Nim robotnicy zdążyli w ogóle głęboko odetchnąć powietrzem wolnej Polski, dawni komunistyczni aparatczycy, dyrektorzy z nadania PZPR i agenci służb specjalnych zdążyli założyć 12 tysięcy prywatnych spółek. Cudowne nawrócenie marksistów na drapieżny kapitalizm dokonało się w mgnieniu oka – kosztem majątku wypracowanego krwią i potem kilku pokoleń Polaków.
W efekcie oddaliśmy ponad 80 procent sektora bankowego, wierząc, że „kapitał nie ma narodowości”. Spróbujcie to jednak powiedzieć Niemcom lub Francuzom, którzy zazdrośnie strzegą swoich rynków finansowych przed obcymi wpływami. Gdy u nas zarzynano przemysł stoczniowy w imię unijnych procedur, sąsiedzi po cichu dotowali swoje zakłady. Efekt? Symbole „Solidarności” i robotniczego oporu zniknęły, a miliony ludzi skazano na strukturalne bezrobocie i bilet w jedną stronę na emigrację.
Milton Friedman, którego liberałowie cytowali jak pismo święte, powiedział kiedyś brutalnie szczerą prawdę: cudzoziemcy nie inwestują po to, by pomóc komukolwiek, ale by pomóc sobie. I pomogli. Zostaliśmy pariasami we własnym domu, z portfelami pełnymi „świadectw udziałowych” Narodowych Funduszy Inwestycyjnych wartych równe sto złotych.
Dziś architekci tej nędzy pławią się w luksusach, chronieni przez system prawny, który okazuje się niezawisły wyłącznie od elementarnej sprawiedliwości. Nasze fabryki zaorano, ale pamięci zaorać się nie da. Ten bilans transformacji to nie jest zwykła historia gospodarcza – to przestroga na przyszłość, byśmy już nigdy więcej nie pozwolili na szaber przebrany w garnitur nowoczesności. Ziemia i przemysł należą do narodu i czas najwyższy zacząć głośno o tym przypominać."
za Anna Kowal
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz