ORP " Groźny" 351

ORP " Groźny" 351
Był moim domem przez kilka lat.

wtorek, 22 września 2026

22.09.1942 r. w Sokołowie Podlaskim we wczesnych godzinach porannych rozpoczęła się akcja likwidacyjna miejscowego getta.

 Pracownia Dokumentacji Dziejów Miasta Sokołów Podlaski

Z kart historii miasta ...
Niemcy realizując plan ostatecznego rozwiązania kwestii żydowskiej doprowadzili do otoczenia terenu tzw. dzielnicy żydowskiej. Zaskoczeni mieszkańcy nie spodziewali się, że wydarzenia, które rozegrały się już w tak wielu innych miasteczkach dotkną także i ich. Prezes Judenratu wręcz zapewniał swoich podopiecznych, że do tego nie dojdzie. Twierdził, że ma zapewnienie od starosty Ernsta Gramssa, że sokołowscy Żydzi są mu potrzebni. Ten ranek miał w bestialski sposób zweryfikować ile warte są niemieckie zapewnienia. A termin, jaki wybrano nie był przypadkowy. Dzień wcześniej tj. 21 września wypadało żydowskie święto Jom Kipur. Bezduszni mordercy wiedzieli, że ten dzień Żydzi spędzają na modlitwie, że do miasta z tej okazji przybędzie wiele ukrywających się po wsiach osób. Wykorzystali to. Modlący się do późnych godzin, niczego się niespodziewający Żydzi zostali zaskoczeni rankiem. Większość początek bezwzględnej akcji zastał jeszcze w łóżkach. Nagłe wybudzenie, powstałe w skutek strzałów czy wybuchów granatów spowodowało jedno. Wybuchła panika. Ludzie w popłochu biegali bez celu, szukając kryjówki, która mogłaby dać odrobinę nadziei na przetrwanie, która uchroniłaby ich przed śmiercią czy też wywózką do Treblinki o ile w tym stwierdzeniu można zauważyć jakąkolwiek różnicę.
Poniżej przedstawiamy relację jednego z uczestników akcji likwidacyjnej, naocznego świadka tamtych wydarzeń.
Relacja Ruwena Figowego
Pamiętam, że akcja ta rozpoczęła się rano. To było we wrześniu 1942 roku. Rano usłyszeliśmy strzały i krzyki ze wszystkich stron getta. Ja, jako członek Służby Porządkowej (Ordnungsdienst), wyszedłem na ulicę i zobaczyłem biegających esesmanów, którzy wyciągali Żydów z domów, bardzo często ich przy tym rozstrzeliwując. Po kilku minutach widziałem kilkadziesiąt ciał leżących obok siebie. Udało mi się dotrzeć do gminy żydowskiej, gdzie zgromadzili się wszyscy członkowie Judenratu oraz Służby Porządkowej. Nieznany mi esesman wyznaczył mnie do zbierania zwłok. Przez 2 dni, podczas trwania całej akcji zbierałem razem z 4 innymi członkami Służby Porządkowej zwłoki i ładowałem je na wozy. Ciała zwożono na plac w getcie, gdzie znajdował się duży dół, z którego później (po około roku jak opowiadali mi Polacy), zostały przewiezione do Węgrowa i tam spalone w pobliżu cmentarza żydowskiego. W getcie zamordowano wówczas około 2 000 Żydów. Akcja ta została przeprowadzona przez esesmanów należących do obozu zagłady w Treblince, przeprowadzona pod dowództwem SS-Sturmführera Theodora von Eupena, którego widziałem później w Treblince.
Oprócz nazwiska von Eupen nie znam żadnych innych nazwisk Niemców, którzy brali udział w akcji. Pamiętam jedynie niemieckiego esesmana, którego nazywano pseudonimem „Pfeifer” (od niem. pfeifen tj. gwizdać) a to, dlatego, że podczas zabijania Żydów stale gwizdał. Jego prawdziwego nazwiska nie znam. Był wysokim, szczupłym, blondynem, miał piegi na twarzy i na dłoniach. Wiek około 25 lat. Co do tych dwóch niemieckich esesmanów, pamiętam, jak von Eupen zastrzelił z pistoletu Żydówkę wraz z jej dzieckiem. Stało się to pierwszego dnia akcji. Przed budynkiem gminy żydowskiej esesmani przygotowywali grupę Żydów do wywózki do Treblinki. Ja sam byłem zajęty zbieraniem zwłok. Nagle zobaczyłem z odległości 10 metrów, jak do von Eupena podeszła Żydówka z dzieckiem na ręku i pokazała dokumenty uprawniające ją do wyjazdu za granicę. Słyszałem, jak von Eupen powiedział: „Jeśli zostawisz tu dziecko, zwolnię cię z transportu”. Żydówka zgodziła się na to, po czym von Eupen nakazał zanieść dziecko do grupy Żydów siedzącej z boku. Gdy matka to zrobiła, wyciągnął pistolet i zastrzelił najpierw dziecko, a następnie matkę. Dziecko to było dziewczynką w wieku około 3 lat. Zdarzenie to widziałem na własne oczy. Po tym zdarzeniu von Eupen odszedł, a ja załadowałem ciała dziecka i Żydówki na wóz.
Gmina żydowska w Sokołowie Podlaskim znajdowała się na Małym Rynku. Drugiego dnia akcji zajmowałem się zbieraniem zwłok na tym właśnie placu. W pewnym momencie znajdowałem się tam w pobliżu zamkniętego podwórza, z którego Niemcy właśnie wyciągali z kryjówki żydowską rodzinę składającą się z około 10 osób. Podwórze to było zamknięte otaczającymi je budynkami i przez szeroką bramę, z odległości 15–20 metrów, widziałem, jak von Eupen stał przed tą rodziną i własnoręcznie strzelił do Żydówki, której kurczowo trzymała się trójka jej dzieci. Gdy von Eupen zabił tę Żydówkę wraz z jej 3 dzieci, zastrzelił ze swojego pistoletu po kolei pozostałych członków rodziny. Po tym, jak ci Żydzi zostali zabici, osobiście załadowałem ich na wóz i zostały wywiezione do wspólnego grobu. Nazwiska tej rodziny dzisiaj już nie pamiętam. Oprócz tych 2 incydentów nie widziałem więcej, jak von Eupen rozstrzeliwał Żydów w Sokołowie Podlaskim. Jeśli chodzi o „Pfeifera”*, to przypominam sobie 2 morderstwa, których się dopuścił.
Pierwszy incydent miał miejsce pierwszego dnia Akcji na ulicy Rogowskiej. Przejeżdżałem wtedy moim wozem, na którym znajdowały się zwłoki zamordowanych Żydów. Nagle na ulicy Rogowskiej zatrzymał mnie esesman, który wskazał na podwórze, z którego należało zabrać zwłoki. Udałem się na to podwórze wraz z grupą Służby Porządkowej [Ordnungsdienst], która razem ze mną zbierała zwłoki i zobaczyłem tam, jak przy wejściu do mieszkania przy schodach stał „Pfeifer” i trzymał stopę na zwłokach leżącego na ziemi Żyda. W ręku trzymał karabin i celował do kolejnego Żyda, który właśnie schodził po drabinie ze strychu. Nagle usłyszałem strzał z karabinu i w tym samym momencie zobaczyłem, jak Żyd spada z drabiny. Ten Żyd został zabity strzałem z karabinu.Załadowaliśmy zwłoki obu Żydów na wóz. Po załadowaniu tych zwłok udaliśmy się w wyznaczone miejsce, a „Pfeifer” ruszył w dalsze poszukiwania Żydów
Pamiętam, że noc z pierwszego na drugi dzień akcji spędziłem ze wszystkimi innymi członkami Służby Porządkowej w pokoju domu należącego do budynku gminy żydowskiej. W tym pokoju ukrywało się również kilku Żydów, którzy zostali tam schowani przed Niemcami przez Służbę Porządkową. Zabronione mieli opuszczanie tego pokoju. Gdy następnego dnia zrobiło się już zupełnie widno, jeden z członków Służby Porządkowej o nazwisku Bronicki, wraz z jednym z ukrywających się u nas Żydów wyszedł z pokoju, aby przynieść wodę. Zostali oni jednak dostrzeżeni przez „Pfeifera”, który przywołał ich do siebie gwizdem. Gdy usłyszałem gwizd, udałem się do otwartego okna na pierwszym piętrze. Kiedy podszedłem do okna, z odległości około 30 metrów zobaczyłem następujące zdarzenie:
„Pfeifer” pokazał palcem na ścianę budynku gminy żydowskiej, dokąd mieli się udać. Gdy stali przy ścianie odwróceni twarzami, podszedł z karabinem w ręku i nagle usłyszałem strzał, po czym zobaczyłem, jak Bronicki upada na ziemię i jak z jego roztrzaskanej głowy zaczyna płynąć krew. Stojący obok niego furman zaczął uciekać, ale Pfeifer go dogonił i powalił kopnięciem na ziemię. Furman próbował stanąć na kolana, trzymając się przy tym obiema rękami za głowę, po czym SS-man z bardzo bliskiej odległości strzelił do niego z karabinu i trafił go od tyłu w pośladki / dolną część ciała, tak, że później odkryłem u niego dużą ranę. Następnie Feifer odszedł. Jeszcze tego samego dnia brałem udział w załadunku zwłok Bronickiego i furmana.
Wracając do akcji likwidacyjnej: drugiego dnia akcji zostałem wraz z pozostałymi członkami Służby Porządkowej (Ordnungsdienst) wywieziony do obozu w Treblince. Razem z kilkoma innymi członkami Służby Porządkowej zostałem przydzielony do obozu pracy. Pracowałem tam w tak zwanym „Scheißkommando” [komando sanitarnym / latrynowym], a podczas likwidacji obozu w Treblince wskoczyłem do głębokiej betonowej studni i przebywałem w niej aż do wkroczenia Rosjan, którzy nadeszli po jednym dniu.

Brak komentarzy: