Przeżyje trzy wojny. Przez 111 lat swojego życia. Ale ten gimnazjalista z 1912 roku jeszcze tego nie wie.
Żył w trzech epokach. I pamiętał świat, który dawno odszedł.
Jerzy Pajączkowski-Dydyński urodził się we Lwowie w 1894 roku. Zmarł w Wielkiej Brytanii w 2005 roku, mając 111 lat i 140 dni.
Przeżył trzy wojny. I wojnę światową – walczył w armii Austro-Węgier. Trafił na front albański, a pod koniec wojny dostał się do włoskiej niewoli. Potem wrócił do Polski z Błękitną Armią gen. Józefa Hallera i walczył w wojnie polsko-bolszewickiej 1920 roku.
A w 1939 roku znów znalazł się na wojnie. Był podpułkownikiem i oficerem Sztabu Naczelnego Wodza, odpowiedzialnym za sprawy zaopatrzenia. We wrześniu wraz z polskimi władzami przekroczył granicę z Rumunią. Później przez Francję dotarł do Wielkiej Brytanii.
Nie wrócił już na stałe do Polski. Po wojnie pozostał na emigracji. Mieszkał w Szkocji, działał w środowisku polskich wojskowych, a w 1964 roku gen. Władysław Anders awansował go na pułkownika.
Pajączkowski-Dydyński przeżył nie tylko wojny, ale niemal całe XX stulecie. Urodził się, gdy Polski nie było na mapie. Pamiętał monarchię austro-węgierską. Walcząc za Polskę, był świadkiem jej odrodzenia.
Przeżył II Rzeczpospolitą, II wojnę światową, emigrację i dziesięciolecia PRL. Do Polski wrócił dopiero po upadku komunizmu. Miał wtedy 95 lat.
W lipcu 2005 roku obchodził swoje 111. urodziny. Zmarł 6 grudnia tego samego roku. Przez pewien czas był najstarszym żyjącym mężczyzną w Wielkiej Brytanii.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz