ORP " Groźny" 351

ORP " Groźny" 351
Był moim domem przez kilka lat.

środa, 23 września 2026

Najwygodniejszym miejscem do przekroczenia granicy była okolica Małkini

 Historia nad Bugiem pisana

Granica w Małkini w czasie II wojny światowej- rzeczywiste działania na rzecz ludności cywilnej, czy czysta propaganda?
Linia demarkacyjna wpływów niemiecko- sowieckich nakreślona została tuż przed wybuchem II wojny światowej w znanym, tajnym protokole Ribbentrop- Mołotow.
Wytyczeniem właściwej granicy niemiecko-sowieckiej zajmowała się specjalnie do tego powołana podkomisja, która działała praktycznie do końca 1939 roku. Na wyznaczonych terenach wbijano słupy, dokonywano przecinki lasów, aby precyzyjnie dokonać podziału wpływów. Na naszych terenach “odcinek graniczny przebiegał od północnej strony do południowej na linii od Narwi do Bugu wzdłuż linii: 0,5 km na zachód od wsi Laskowiec, 1,5 km na wschód od Ostrołęki – Wojciechowice, 0,5 km na wschód od wsi Ławy, 3 km na wschód od Rzekunia, 3,5 km na zachód od Troszyna, 2,5 km na wschód od Czerwina. Ponadto na terenie powiatu ostrowskiego granica przebiegała wzdłuż linii: majątek Zalesie, 1,5 km na wschód od miejscowości Jelonki, 1 km na wschód od wsi Przyjmy, 0,5 km na wschód od wsi Sulęcin-Kolonia, 0,5 km na zachód od wsi Lubiejewo Nowe, 4 km na wschód od Ostrowi Mazowieckiej, 1 km na wschód od wsi Ugniewo, 1,5 km na wschód od wsi Żachy Pawły, 2 km na wschód od wsi Daniłowo, 2,5 km na wschód od wsi Kańkowo, 1,5 km na wschód od wsi Zawisty Podleśne, 5 km na wschód od Małkini, 1 km na wschód od wsi Rostki Wielkie. W okolicach Rostek Wielkich granica przebiegała wzdłuż rzeki Bug. Po sowieckiej stronie znalazły się gminy wchodzące wcześniej w skład powiatu ostrowskiego: Warchoły, Boguty, Jasienica, Nur, Szulborze Koty, Zaręby Kościelne oraz niewielka część gminy Orło. Łączna długość nowej granicy od Narwi do Bugu wynosiła ok. 65 km.” (1)
Dlaczego zdecydowano się na taki, a nie inny podział? Oczywiście rękę nad tym trzymał propagandzista Stalin twierdząc, że Armia Czerwona bierze Polskę “pod opiekę”, a nie ją podbija. Rzeki Bug, San, Narew tworzyły więc naturalne, topograficznie granice, które można było fortyfikować i kontrolować, a istotnym elementem w tej działalności była też ważna kwestia infrastruktury, czyli kolej i mosty. Efektem zwodniczego podziału była dezintegracja społeczności mieszkających po obu stronach granicy, aby wprowadzić panikę, chaos, zerwać więzi rodzinne, kulturalne, społeczne. W początkowej fazie działania przyniosło to rzeczywiście natychmiastowe efekty paniki, gdyż zaraz po wybuchu wojny, z centralnych i zachodnich terenów państwa polskiego na wschód, za Bug, ruszyły masy ludzi uciekających przed wojskami niemieckimi wierząc, że na Wschodzie będą bezpieczni, nie zdając sobie całkowicie sprawy co nastąpi po 17 września 1939 roku.
Kolej stała się więc dogodnym, szybkim transportem ucieczki. Najbardziej zatłoczonym miejscem były pociągi jadące z Dworca Wschodniego w Warszawie do ostatniej stacji Generalnego Gubernatorstwa- Małkini, gdzie taka podróż trwała nawet do 5 godzin. Na miejscu Niemcy kontrolowali brutalnie i rygorystycznie podróżnych. Osoby, które wzbudziły podejrzenia strażników lub figurowały na niemieckich listach, były natychmiast zatrzymywane. Kontrole wiązały się z odbieraniem podróżnym wartościowych przedmiotów, gotówki oraz przemycanego jedzenia. Podróżni po rewizjach mogli iść dalej, na drugą stronę granicy, nie wiedząc często co ich tam czeka.
“Część uciekinierów przedzierała się na „stronę sowiecką” drogami, np. przez Radzymin do Ostrowi Mazowieckiej lub w kierunku na Siedlce. Niektórzy szli obok wyładowanych furmanek, inni cały swój dobytek dźwigali na plecach. Nieliczni jechali własnymi samochodami. Problem pojawiał się, kiedy docierali do Bugu – trzeba było jakoś sforsować rzekę, gdyż mosty były albo zniszczone, albo pilnowane przez okupantów. W miejscach, w których były przeprawy, gromadziły się tysiące ludzi, nieraz przez wiele dni wypatrując wolnych łodzi. Usługi przewozowe świadczyli okoliczni mieszkańcy, każąc sobie jednak za nie słono płacić. Przeprawa przez rzekę następowała nocą, bywało, że wypełnione ludźmi łodzie w ciemnościach zderzały się ze sobą. Ale nawet znalezienie się w łodzi nie gwarantowało jeszcze sukcesu – jeżeli uciekinierów wypatrzyli sowieccy żołnierze patrolujący brzegi Bugu, nie pozwalali im wyjść na ląd, kazali odpłynąć. Z kolei z drugiej strony strzelali do nich Niemcy, nie chcąc, aby wrócili. I tak, na środku rzeki, uchodźcy tkwili całymi godzinami, rozpaczliwie szukając wyjścia z patowej sytuacji”.
Uciekano również na stronę niemiecką, przykładem może być rodzina Bronisława Eustachego Wysockiego – właściciela majątku Hurczyny w powiecie wołkowyskim, aresztowanego przez Sowietów. Jego żona i dzieci, 28 grudnia 1939 r. dotarła pociągiem do Zarąb Kościelnych, skąd lasami przeszła do Małkini i dalej przedostała się do Warszawy. (2)
O granicy w Małkini często pisano w swoich wspomnieniach, publikacjach. Przedstawiały ją osoby cywilne, wojskowe, często bardzo mocno zaangażowane w działalność konspiracyjną. Oto wybrane przykłady:
“Najwygodniejszym miejscem do przekroczenia granicy była okolica Małkini. Doszliśmy do wniosku, że najlepiej będzie dojechać autobusem do Ciechanowca, a stamtąd na piechotę do Czyżewa. Od Czyżewa zaczynał się pas przygraniczny i na przebywanie w tym rejonie konieczne było zezwolenie władz sowieckich. Było już ciemno, gdy doszliśmy do Czyżewa. Zdziwiliśmy się bardzo, że tak wielu ludzi, w grupach dziesięcio-, dwudziestoosobowych, wędrowało w obu kierunkach. Niektórzy z nich robili to nie po raz pierwszy i znali ten rejon granicy. Nieznajomi sobie ludzie wymieniali informacje odnośnie bezpiecznych przejść i łączyli się w grupy, mając nadzieję na dostanie się do Małkini. Małkinia była stacją kolejową po niemieckiej stronie i stamtąd można już było podróżować dalej. Najczęściej korzystałem z trasy przez Małkinię, kierując się szczegółowością kontroli, oceną urzędujących tam gestapowców i celników. Posiadając wojskowy „rozkaz wyjazdu” korzystałem z uprawnień żołnierzy niemieckich np. pobytów w obozach rozdzielczych na trasach na wschód, np. w Wołkowysku i rezerwacji miejsc w wojskowych pociągach na tych terenach. Pociągi te często były wysadzane przez partyzantów, a następnie ostrzeliwane i atakowane. Inny tragiczny przypadek miał inny kolega, jadący na podrabianych dokumentach, gdzie odnotowany był poprzedni przejazd z podpisem i datą znanego nam gestapowca, który stale urzędował w Małkini. Okazuje się że akurat we wpisanej dacie był w Berlinie, bo zbombardowano mu dom i rodzinę. Przypłacił życiem przypadek, bo już nigdy go nie zobaczyliśmy”.
Aktorka Danuta Szaflarska wspomina:
“W sierpniu wyruszyliśmy ciężarówkami- konwojami do Warszawy z Wilna. W ciężarówce siedziało dwóch Niemców w mundurach Wehrmachtu. Zapytała po niemiecku, dokąd jadą - Do Warszawy.
- Możemy się z wami zabrać?
- Oczywiście! - uśmiechnął się Niemiec.
W budzie ciężarówki były trzy miejsca i dwóch żołnierzy. Wsiadła do pierwszego samochodu, jej narzeczonego Ekiera skierowano do drugiego. Za kierownicą w wozie Danusi siedział Johan z Berlina. Imienia drugiego mężczyzny nie zapamiętała; to tylko utkwiło jej w pamięci, że pochodził z Bawarii. Zaczęła się rozmowa. Niemcy jechali spod Leningradu. Wieźli ciężarówki do warsztatu w Warszawie. O Leningradzie mówili: "piekło, bomby i bomby".
- Nie mieli wrogiego nastawienia do Polaków. Natomiast bardzo wrodzy byli wobec swoich dowódców i wobec Hitlera. Pokazywali nam fotografie żon i dzieci. Martwili się, czy żyją. Nie wiedzieli, co się tam, w Niemczech, dzieje. Podczas postoju podzielili się konserwami. Konwój dotarł do Małkini, do granicy Generalnej Guberni.
- Stoi oficer, ma trupią czaszkę na czapce. Wysiedli ci nasi dwaj Niemcy. I widzę, że składają ręce i proszą, a ten z trupią czaszką mówi: "Nein! Zuruck!", czyli "z powrotem".
Wyskoczyłam z samochodu. Wzięłam się pod boki, bo jak jestem zła i chcę zrobić awanturę, to się biorę pod boki. I mówię do niego: "Jakie ?zuruck?? Dlaczego?! Jestem aktorką z Warszawy! Mam rodzinę w Polsce. A tutaj byłam dwa lata w piekle bolszewickim. I teraz, kiedy wreszcie przyszliście, ja nie mogę wrócić do Warszawy?!". Po niemiecku mówiłam, tylko "piekło bolszewickie" powiedziałam po polsku, bo nie wiedziałam, jak to będzie po niemiecku. Na to Niemiec: "Proszę bardzo"!. Dla porządku żandarm zarządził rewizję Danuty, ale gdy ta rozłożyła ręce w geście zgody na przeszukanie, machnął ręką. Pojechali dalej”. Po latach przyznała, że modliła się, by ci Niemcy, którzy jej pomogli przeżyli wojnę”.
Kazimierz Witold Rakowski pseudonim Świteź" wspomina:
"Kiedy wybuchła wojna, pan mieszkał w Biernatkach?
Nie. Potem przeprowadziliśmy się w okolice Łodzi. Mój ojciec był rolnikiem, zarządzał majątkami. Potem, ponieważ rodzina odwojowała skonfiskowane przez Rosję za powstania ziemie w białostockim, przenieśliśmy się pod Białystok do miejscowości Tylica. Tam było trzysta hektarów lasów i trzysta hektarów ziemi i mój ojciec został zarządzającym tego [obszaru]. Nie było prądu, ani węgla, ani niczego. To była fantastyczna dzicz, pełna zwierząt. Byliśmy tam do 1939 roku. Kiedy zjawili się Niemcy, to najpierw [byli] bardzo sympatyczni, a mniej sympatyczni zjawili się ci drudzy. I wtedy, ponieważ ojciec był uważany za panieńszczyka, za posiadacza ziemskiego, za te krowy i konie, to przeprowadziliśmy się do Białegostoku. Tam byli też jeszcze Rosjanie, ale ponieważ zaczęto mówić o zesłankach na Wschód, wobec tego przez „zieloną granicę” w MAŁKINI przyjechaliśmy do Warszawy".
Propagandowa granica sojuszu Hitlera i Stalina przetrwał niespełna dwa lata, opierała się na kreowaniu wizerunku trwałego, nienaruszalnego ładu geostrategicznego oraz rzekomej „przyjaźni” obu totalitarnych mocarstw., a stacja w Małkini stała się niemym świadkiem tamtych okrutnych wydarzeń...
Tekst; Magdalena Barzyczak
źródła:
W. Łukaszewski Ostrołęckie Towarzystwo Naukowe im. A. Chętnika IV ROZBIÓR POLSKI NA PÓŁNOCNO-WSCHODNIM MAZOWSZU
A. Pyżewska, Wybuch II wojny światowej i ucieczki ludności cywilnej w kierunku granic wschodnich. Przystanekhistoria.pl
J. Parfjanowicz, 2009; AKOWIEC - Biuletyn Informacyjny AK - Koło Opole Nr 3
G. Michalik, Danuta Szaflarska. Jej czas.
K. W. Rakowski „Świteź”; Archiwum Historii Mówionej Muzeum Powstania Warszawskiego
Zdjęcia ( niestety nie ma zdjęć z granicy w Małkini) źródło: fotopolska.eu










Brak komentarzy: