馃嚨馃嚤 2️⃣4️⃣7️⃣ lat temu, 1️⃣9️⃣ kwietnia 1️⃣7️⃣7️⃣3️⃣ roku pose艂 nowogr贸dzki Tadeusz Reytan sprzeciwi艂 si臋 zawi膮zaniu na sejmie w Warszawie konfederacji pod przewodnictwem Adama Poni艅skiego, kt贸ra mia艂a umo偶liwi膰 zatwierdzenie traktatu o pierwszym rozbiorze Polski. Po dokonanym bezprawiu uniemo偶liwia艂 wyj艣cie z sali, wo艂aj膮c: „Chyba po moim trupie!”. Dzia艂a艂 w ten spos贸b zgodnie z instrukcj膮, jak膮 otrzyma艂 na sejmiku w Nowgr贸dku przy wyborze na pos艂a: broni膰 ca艂o艣ci Polski z nara偶eniem 偶ycia i mienia.
馃嚨馃嚤 Reytan
Kiedy wszystko struchla艂o z obawy Moskali,
On na progu si臋 sali jako k艂oda wali
Z t膮 jedn膮 my艣l膮 w g艂owie: "Ja wszystko ocalam",
Rozdziera swoje szaty, krzycz膮c "Nie pozwalam!".
On na progu si臋 sali jako k艂oda wali
Z t膮 jedn膮 my艣l膮 w g艂owie: "Ja wszystko ocalam",
Rozdziera swoje szaty, krzycz膮c "Nie pozwalam!".
Sto ramion niezl臋k艂ego uchwyci艂o m臋偶a,
I oszala艂 i umar艂. Lecz to on zwyci臋偶a.
I oszala艂 i umar艂. Lecz to on zwyci臋偶a.
Bo par臋 lat zaledwie, - jest to chwila prawie, -
I oto si臋 nad polem chwieje pi贸rko pawie,
Hurmem ch艂opi z kosami biegn膮 poln膮 steczk膮
I nakryli armaty krakowsk膮 czapeczk膮.
I oto si臋 nad polem chwieje pi贸rko pawie,
Hurmem ch艂opi z kosami biegn膮 poln膮 steczk膮
I nakryli armaty krakowsk膮 czapeczk膮.
I oto wszyscy naraz wznie艣li wolne g艂owy,
Sp贸jrz! Oto id膮 boso lecz przez gaj laurowy,
Sp贸jrz! Oto id膮 boso lecz przez gaj laurowy,
D艂o艅 twarda, co p艂ug dot膮d prowadzi艂a w polu,
Niesie sztandar wolno艣ci do bram Kapitolu,
I id膮, id膮 nasi, bij膮c w tarabany,
I my艣l膮c o swej Basi, w kraju zap艂akanej.
Niesie sztandar wolno艣ci do bram Kapitolu,
I id膮, id膮 nasi, bij膮c w tarabany,
I my艣l膮c o swej Basi, w kraju zap艂akanej.
Samotnik, kt贸ry wtedy oszala艂 z rozpaczy,
Nie ujrzy ich, to prawda, ale c贸偶 to znaczy?
Nie ujrzy ich, to prawda, ale c贸偶 to znaczy?
Bo on od偶y艂 i wpo艣r贸d 艣nie偶nych drzew szpaleru
To on wali bagnetem w wrota Belwederu
I w ciemn膮 noc styczniow膮 wolno艣膰 widzi ja艣nie.
Ten cz艂owiek z brwi膮 krzaczast膮, to przecie偶 on w艂a艣nie.
To on wali bagnetem w wrota Belwederu
I w ciemn膮 noc styczniow膮 wolno艣膰 widzi ja艣nie.
Ten cz艂owiek z brwi膮 krzaczast膮, to przecie偶 on w艂a艣nie.
Dzi艣 kiedy na 艣wiat ca艂y grzmi膮 moskiewskie spi偶e,
Gdy niejedno poselstwo stopy w Moskwie li偶e
A oklask dla przemocy brzmi na wszystkie strony -
Ten Rejtan zn贸w podnosi nie 艂eb podgolony,
Lecz g艂ow臋 wychynion膮 z dantejskiego piek艂a,
Z kt贸rej, zda si臋, krew ca艂a narodu wyciek艂a.
Gdy niejedno poselstwo stopy w Moskwie li偶e
A oklask dla przemocy brzmi na wszystkie strony -
Ten Rejtan zn贸w podnosi nie 艂eb podgolony,
Lecz g艂ow臋 wychynion膮 z dantejskiego piek艂a,
Z kt贸rej, zda si臋, krew ca艂a narodu wyciek艂a.
Bo on, co my艣l膮 swoj膮 szed艂 przed nar贸d przodem,
Teraz sta艂 si臋 ju偶 ca艂ym 艣wiadomym narodem
I gdy wszystko przemocy gotuje owacje,
On wo艂a: "Nie pozwalam!". I to on ma racje.
Teraz sta艂 si臋 ju偶 ca艂ym 艣wiadomym narodem
I gdy wszystko przemocy gotuje owacje,
On wo艂a: "Nie pozwalam!". I to on ma racje.
Jan Lecho艅

Brak komentarzy:
Prze艣lij komentarz