ORP " Groźny" 351

ORP " Groźny" 351
Był moim domem przez kilka lat.

piątek, 13 listopada 2020

Człowiek, który walczył słowem


Kazimierz Wierzyński, poeta z kręgu Skamandra, autor jednych z najbardziej przejmujących wierszy o Polsce. Nigdy nie pogodził się z tym, co zgotowano Polakom w Jałcie. Pozostał na emigracji skazując swoją poezję na wieczną tułaczkę. Za jego wiersze komuniści skazali go na zapomnienie.
Mało kto wie, że Wierzyński był drugim polskim medalistą olimpijskim. 31 lipca 1928 roku Halina Konopacka zdobyła pierwszy medal dla Polski na olimpiadzie w Amsterdamie ustanawiając rekord świata w rzucie dyskiem, a następnego dnia młody poeta zdobył złoto za swój kunszt artystyczny – za tomik wierszy „Laur olimpijski”. Były to czasy, w których zmaganiom sportowców towarzyszyli malarze, rzeźbiarze i poeci.
Wierzyński urodził się w 1894 roku w słynnym Drohobyczu – polsko-żydowsko-ukraińsko tyglu kulturowym. Jako student Uniwersytetu Jagiellońskiego był członkiem Polskich Drużyn Strzeleckich, które później wraz ze Związkiem Strzeleckim stały się zalążkiem kadrowym Legionów. Walczył w Legionie Wschodnim pod dowództwem Józefa Hallera. Po nieszczęsnej bitwie pod Kraśnikiem trafił do niewoli, z której uciekł. W 1918 roku był członkiem jednej z komórek Polskiej Organizacji Wojskowej (tajnej grupy piłsudczykowskiej), która była kontynuacją Legionów. Tak właśnie znalazł się w Warszawie. Tu poznał jednego ze swojego największych przyjaciół – Ignacego Matuszewskiego.
Młody człowiek miał już za sobą poetycki debiut przytłumiony rozpoczętą wojną, ale euforia wolnej Polski dodała jego twórczości nowego wymiaru. Wraz z Antonim Słonimskim, Julianem Tuwimem, Janem Lechoniem i Jarosławem Iwaszkiewiczem założył najsłynniejszą grupę poetycką – Skamander, a dzięki tomikowi „Wiosna i wino” wszedł do panteonu polskiej poezji.
Wraz z wieloma innymi twórcami uczestniczył w wojnie polsko-bolszewickiej służąc w biurze prasowym Naczelnego Wodza.
Był nie tylko dziennikarzem i redaktorem ale również recenzentem i felietonistą. Był dziennikarzem totalnym, mającym wizję i prowadzącym czytelników swoimi ścieżkami. To Wierzyński zamienił niewydolny biuletyn jakim był „Przegląd Sportowy” kultową gazetę – zmienił szatę graficzną, język uczynił prostym, przyciągnął do współpracy wybitnych twórców. Gazeta stała się hitem wydawniczym. To on miał wymyśleć wyścig kolarski Tour de Pologne i plebiscyt na dziesięciu najlepszych sportowców Polski.
W 1939 roku przez Rumunię dostał się do Francji. Później przez Portugalię, Brazylię do USA, gdzie osiadł na wiele lat. Tu powstał m.in. słynny wiersz „Na rozwiązanie Armii Krajowej”:
„Za dywizję wołyńską, nie kwiaty i wianki -
Szubienica w Lublinie. Ojczyste Majdanki.
Za sygnał na północy, bój pod Nowogródkiem -
Długi urlop w więzieniu. Długi i ze skutkiem.
Za bój o naszą Rossę, Ostrą Bramę, Wilno -
Sucha gałąź lub zsyłka na rozpacz bezsilną.
Za dnie i noce śmierci, za lata udręki -
Taniec w kółko: raz w oczy a drugi raz w szczęki.
Za wsie spalone, bitwy, gdzie chłopska szła czeladź -
List gończy, tropicielski: dopaść i rozstrzelać!
Za mosty wysadzone z ręki robotniczej -
Węszyć gdzie kto się ukrył, psy spuścić ze smyczy.
Za wyroki na katów, za celny strzał Krysta -
Jeden wyrok: do tiurmy. Dla wszystkich. Do czysta!
Za Warszawę, Warszawę, powstańcze zachcianki -
Specjalny odział śledczy: "przyłożyć do ścianki".
* * *
Zwinąć chorągiew z masztu. Krepą jest zasnuta
Za dywizję Rataja, Okrzei. Traugutta.
Pociąć sztandar w kawałki. Rozdać śród żołnierzy,
Na drogę, niech go wezmą. Na sercu niech leży.
8 lutego 1945 r.”
Takich wierszy było w dorobku poety wiele. Był czuły jak struna na sprawy polskie, ale gdyby zastanowić się, czy należał do jakiejś frakcji, ugrupowania, czy patrzył na swój kraj przez oczy socjalistów czy narodowców, Sanację czy Front Morges, nie byłoby odpowiedzi. Wierzyński był poetą sprawy polskiej i polskiej niepodległości. W tej kwestii nie uznawał kompromisów. Rozmowy ze Związkiem Sowieckim uznawał za zdradę wobec tego, czego Sowieci dopuścili się względem Polaków. Nie uznawał powojennej rzeczywistości nie z przyczyn politycznych, ale moralnych. Wraz z Ignacym Matuszewskim, Janem Lechoniem, Mieczysławem Grydzewskim byli ostoją polskiej emigracji, antykomunistycznej i nieprzejednanej w osądach moralnych.
Za swą postawę, komunistyczne władze Polski skazały go na całkowite zapomnienie, a jeśli już o nim mówiono, to tylko jako o jednym ze Skamandrytów. Choć wiedział o tym, nie ułożył się z władzami w kraju – nie interesowała go sława w zniewolonej ojczyźnie:
„Czasem listonosz przynosi mi list,
Otwieram go wolno, wiem co tam będzie:
Czemu pan do nas nie wraca,
Niech pan dłużej nie igra z losem,
Na co pan czeka, na karierę Norwida,
Już pan ją zrobił, nikt pana tu nie zna”.
Pod koniec zbycia przeniósł się do Londynu. Nie miał wątpliwości, że Polska to kraj wyjątkowy, dumny i… niezrozumiały:
„Polsko…
(…)
Czemuż mądrych za światem nie powtarzasz nauk,
Tylko cierpisz zbyt dumnie i walczysz tak długo
Za wolność przedawnioną, najcięższy twój nałóg.
(…)
Dopiero gdy uskrzydlisz się wspólnym zwyczajem
I zrównasz do obłudy, która wszystkich brata,
Przywrócą ci honory i obdarzą krajem,
I taką świat cię znowu wprowadzi do świata”.
Ostatni swój tomik wierszy „Sen mara” skończył 13 lutego 1963 roku, na kilka godzin przed śmiercią.
***
W cyklu Niezłomni przypominamy ludzi, którzy w polskiej historii ostatnich 100 lat: byli stałymi orędownikami niepodległości Polski, cieszyli się powszechnym szacunkiem, często za swą postawę płacili egzystencją na marginesie życia, stali się często zapomniani lub wyrugowani z pamięci Polaków.
Obraz może zawierać: 1 osoba, tekst „NIEZŁOMNI " Oskarżcie nas wszystkich, nie tylko szesnastu, Sądźcie poległych W grobie, to też winowajcy... Kazimierz Wierzyński INSTYTUT PAMIĘCI NARODOWEJ”

Brak komentarzy: