,,Rano 11 listopada 1941 r. podszedł do mnie 42 i powiedział: "Miałem dziwny sen, czuję, że dziś mnie "rozwalą". Może jest to błahostka, a jednak cieszy mnie chociaż to, że zginę 11 listopada." W pół godziny później na apelu porannym wyczytano jego numer wśród innych numerów. Pożegnał się ze mną serdecznie, prosząc, bym matce jego opowiedział, że umierał na wesoło. W kilka godzin później już nie żył'' - cytat pochodzi z raportu rotmistrza Witolda Pileckiego.
11 listopada 1941 roku odbyła się w KL Auschwitz pierwsza egzekucja przez strzał w potylicę z bliskiej podległości. Strzały oddawano z cichostrzelnej broni małokalibrowej. Miejscem egzekucji była tak zwana Ściana Śmierci. Przy wykonywaniu egzekucji był obecny komendant obozu, kierownik obozu i lekarz obozowy. Wykonawcą egzekucji był pierwszy Rapportführer w KL Auschwitz I, Gerhard Arno Max Palitzsch (na zdjęciu). W tym dniu Rapportführer Palitzsch rozstrzelał łącznie 151 więźniów. O. Augustyn (autor ukrywający się pod tym pseudonimem to prawdopodobnie jeden z więźniów z pierwszego transportu, który przybył do Auschwitz 14 czerwca 1940 r. przyp. M.S) w broszurce Za drutami obozu koncentracyjnego w Oświęcimiu wydanej w 1945 roku w następujący sposób opisał postać Palitzscha oraz jego zbrodniczą działalność w obozie: ,,Raportführer Palitsch szalał i znalazł nowe pole do popisu. Coraz częstsze stały się egzekucje rozstrzeliwań. Dotąd robiły to plutony egzekucyjne poza obrębem obozu. Wywoływano więźnia po apelu, wyprowadzano za bramę, nad którą widniał teraz napis: ,,Arbeit macht frei'' i słychać było salwy wystrzałów. Ponieważ egzekucji było coraz więcej, na bloku 11 postawiono specjalną ściankę, przy której odbywały się rozstrzeliwania. Dziedziniec tego bloku oddzielony był od reszty obozu murowanym płotem tak, że nic nie było widać co się tam działo. Z tego samego dziedzińca prawie codziennie wyjeżdżał teraz duży wóz, ciągnięty przez więźniów, zostawiając za sobą ślady krwi. Krew niejednokrotnie lała się strumieniami. Trupy odwożono niezastygnięte jeszcze do krematorium, gdzie ulegały spaleniu. Egzekucje te wszystkie wykonywał sam jeden Palitsch. Człowiek ten strzałem w tył głowy z małego karabinku pozbawił sam życia kilku tysięcy ludzi. Czarne kolumny cyfr z numerami zabitych rosły w nieskończoność. Każdy więzień oczekiwał śmierci z rąk Palitscha. Po wykonaniu wyroku Palitsch wracał z gwizdaniem i karabinkiem wesoło przez obóz. W jego bez wyrazu siwych oczach nikt nie dostrzegłby najmniejszego wrażenia. Rozstrzeliwania stały się dla niego chlebem codziennym, a za każdą głowę otrzymywał 5 marek.''
/Marta

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz