ORP " Groźny" 351

ORP " Groźny" 351
Był moim domem przez kilka lat.

środa, 11 listopada 2020

To właśnie zwycięstwo pod Chocimiem, a nie późniejsza wyprawa pod Wiedeń, powinno decydować o stawianiu Jana Sobieskiego w gronie największych wodzów w polskiej historii.

 #wydarzenie #historyczne

11.11.1673 r.
Wojska polskie pod dowództwem hetmana wielkiego koronnego Jana Sobieskiego pokonały w bitwie pod Chocimiem Turków pod wodzą Husejna Paszy.
W powszechnej świadomości Polaków utarło się, by z nazwiskiem Sobieskiego intuicyjnie kojarzyć słynne zwycięstwo naszego monarchy pod Wiedniem z wojskami osmańskiego wezyra Kary Mustafy. Jest to myśl zapewne i słuszna, ale osobiście jestem przekonany, że to inne zwycięstwo przysporzyło Janowi Sobieskiemu – jeszcze w roli hetmana wielkiego koronnego – największej chwały. Myślę o drugiej bitwie pod Chocimiem, stoczonej 11 listopada 1673 r. z wojskami tureckimi Husejna Paszy. Próżno szukać w dziejach staropolskiej sztuki wojennej drugiego tak wspaniałego zwycięstwa nad wrogiem odniesionego przez wojska Rzeczypospolitej.
Przebieg kampanii chocimskiej był pokłosiem wcześniejszych niepowodzeń państwa polsko-litewskiego związanych z najazdem tureckim przeprowadzonym w roku 1672 przez sułtana Mehmeda IV. Pogrążona w kryzysie Rzeczpospolita rządzona przez nad wyraz nieporadnego króla Michała Korybuta Wiśniowieckiego otrzymała poważny cios od Imperium Osmańskiego – wrogie wojska wdarły się na południowo-wschodnie ziemie, zdobywając Kamieniec Podolski i podchodząc pod sam Lwów. Miasto zobowiązało się do złożenia Turkom pokaźnego okupu, a dla ratowania sytuacji Rzeczpospolita zawarła z sułtanem upokarzający rozejm w Buczaczu, który stawiał Osmanów niemalże w roli protektorów, uprawnionych do otrzymywania corocznego haraczu.
Te poważne klęski poniesione w południowo-wschodnim teatrze działań podziałały na szlachtę niczym zimny prysznic. Dzięki uchwalonym na wojnę podatkom udało się pod wodzą hetmana Sobieskiego zgromadzić blisko 30-tysięczną armię, złożoną w połowie z formacji pieszych, co nie było typowe dla składu sił zbrojnych w dawnej Polsce, cechujących się we wcześniejszych dekadach XVII stulecia znaczną przewagą jazdy. Hetman miał pod sobą także 12 chorągwi husarskich, które wbrew zachodzącym w sztuce wojennej przemianom wciąż stanowiły trzon uderzeniowy polskiego wojska. Nie zabrakło w naszej armii artylerii, którą niemałym wysiłkiem udało się przetransportować przez trudne do przebycia w porze jesiennej ziemie północnej Bukowiny. Na uwagę zasługuje również silny oddział cenionej przez Sobieskiego dragonii, składający się z 19 chorągwi (niespełna 6 tys. jeźdźców, gotowych także do walki pieszej).
Hetman, dysponując informacjami, że armia Husejna Paszy stacjonuje od lipca w położonej nad Dniestrem twierdzy chocimskiej, dynamicznym manewrem postanowił odciąć wojska tureckie od pozostałych sił stanowiących 10-tysięczny garnizon Kamieńca Podolskiego.
Gdy armia Sobieskiego podeszła pod Chocim, przeciwnik nie zdecydował się na podjęcie bitwy w polu, lecz przyjął postawę defensywną, obsadzając umocnienia pamiętające jeszcze czasy słynnej obrony hetmana Jana Karola Chodkiewicza sprzed 50 laty. W roku 1673 sytuacja przedstawiała się dokładnie odwrotnie niż w przypadku pierwszej bitwy chocimskiej – tym razem Jan Sobieski musiał sprostać wałom bronionym przez siły osmańskie.
Armia Husejna Paszy również liczyła około 30 tys. żołnierzy, co sprawiało, że żadna ze stron nie miała wyraźnej przewagi. Skład sił tureckich nie zapowiadał dla wojsk hetmana łatwego zadania – wróg wystawił do boju m.in. ok. 8 tys. janczarów, czyli doborowej piechoty osmańskiej, oraz blisko 13 tys. spahisów, tj. trzon kawaleryjski. Turcy dysponowali też artylerią oraz mogli wykorzystać wszelkie elementy chocimskich umocnień. Patrząc na sytuację wyjściową od strony polskiej, pokonanie przeciwnika w tych okolicznościach było bardzo dużym wyzwaniem.
Sobieski jednak dość dobrze wykorzystał pierwszy element zaskoczenia związany z podejściem pod twierdzę i porozumiał się z wchodzącymi w skład wojsk tureckich Mołdawianami, którzy – nie pierwszy raz w swej historii – odmówili walki po stronie dotychczasowych sprzymierzeńców. Pozostawili Husejna Paszę na rzecz polskiego hetmana, który z kolei zapobiegliwie nakazał im odejście z pola bitwy, obawiając się, by w razie niekorzystnego przebiegu starcia przypadkiem znów nie powrócili na stronę Turków.
Zdrada hospodara mołdawskiego z pewnością wzbudziła niepokój wśród osmańskich żołnierzy. Dzień przed głównym starciem wojska Rzeczypospolitej otoczyły Chocim tak, że za plecami Turcy mieli tylko Dniestr, przez który prowadził prowizoryczny most. Rozpoczął się pojedynek artyleryjski oraz nękanie broniących przez wojska Sobieskiego, które stały już uformowane w szyku do natarcia. Turcy, nie wiedząc, kiedy nastąpi atak, również obsadzili wały. Obie strony mierzyły się na cierpliwość. Trud tej walki spotęgowała pogoda, bowiem w godzinach wieczornych rozpętała się zawieja śnieżna. Polski hetman podnosił morale swoich żołnierzy, oczekując wraz z nimi w szyku i dzieląc wszystkie niedogodności spowodowane warunkami atmosferycznymi.
Nad ranem okazało się, że Turcy nie wytrzymali szalejącej burzy śnieżnej i część żołnierzy Husejna Paszy zeszła z wałów do obozu. Wówczas Sobieski dał sygnał do natarcia. Zaskoczony przeciwnik nie był w stanie odeprzeć szturmu polskiej piechoty, która po zdobyciu szańców, przy pomocy ciurów, zaczęła rozkopywać umocnienia, żeby zrobić miejsce dla jazdy i ułatwić dostęp do obozu. Widząc sukces ataku, hetman pchnął do ataku kawalerię, która z impetem wpadła do tureckiego obozu. Między namiotami janczarzy stawili silny opór, a sytuacji chwilowo zagroził kontratak jazdy bośniackiej i rumelijskiej – został jednak szybko zażegnany przez natarcie pozostającej w odwodzie husarii. Turcy, widząc polskie siły w swoim obozie, rzucili się do ucieczki. Część żołnierzy Husejna Paszy spadła z wysokiej skały znajdującej się w pobliżu miejsca bitwy, część usiłowała przekroczyć Dniepr po moście znajdującym się na tyłach umocnień. Jak się okazało, był to dla Turków tragiczny w skutkach błąd. W wyniku ostrzału polskiej artylerii oraz ciężaru uciekających drewniana konstrukcja zawaliła się, przysparzając przeciwnikowi dodatkowych strat.
Zwycięstwo wojsk Rzeczypospolitej było pełne. Husejnowi Paszy udało się wprawdzie zbiec, ale jego armia praktycznie przestała istnieć, przy niewspółmiernie niskich, nieznaczących stratach po stronie sił Sobieskiego. Wydaje się, że nigdy wcześniej ani później w historii naszej sztuki wojennej polski dowódca nie odniósł tak spektakularnego i wspaniałego zwycięstwa, de facto niszcząc całą armię wroga jednym natarciem. Jan Sobieski zyskał sobie dzięki tej wiktorii chwalebny przydomek „Lwa chocimskiego”. Choć ze strategicznego punktu widzenia sukces nie został w pełni wykorzystany, ponieważ dzień przed bitwą zmarł król Michał Korybut Wiśniowiecki i należało przede wszystkim zająć się sprawami wewnętrznymi kraju, to jednak zmazany został gorzki posmak klęsk poniesionych przez Rzeczpospolitą podczas kampanii Mehmeda IV z ubiegłego roku, a sam Sobieski, skutecznie zabezpieczając południowo-wschodnią granicę, bez wątpienia zapewnił sobie miejsce na tronie monarszym.
W mojej ocenie to właśnie zwycięstwo pod Chocimiem, a nie późniejsza wyprawa pod Wiedeń, powinno decydować o stawianiu Jana Sobieskiego w gronie największych wodzów w polskiej historii.

Brak komentarzy: