Fotografia ta przypomniała mi ciekawe fragmenty wspomnień generała Piotra Wrangla, w których relacjonuje on nastroje panujące w dowództwie Sił Zbrojnych Południa Rosji w momencie największych klęsk, jakie ponosili „biali” na froncie z bolszewikami:
„Zabrałem ze sobą do Taganrogu szefa sztabu. Generał Denikin przyjął nas w obecności generała Romanowskiego. Wręczyłem głównodowodzącemu i jego szefowi sztabu wspomniany raport i prosiłem, by przed wysłuchaniem mego meldunku uważnie go przeczytał.
Głównodowodzący przysunął się do lampy i zaczął czytać. Byłem wstrząśnięty jego wyglądem. Twarz miał szarą, jej wyraz świadczył o braku nadziei i przygnębieniu. Skończył czytać, powoli położył raport na stole i cichym, łamiącym się głosem powiedział:
— Cóż, tak czy owak trzeba to ciągnąć dalej...”
„Przed wyjazdem wstąpiłem do wagonu generała Romanowskiego. Był przeziębiony, źle się czuł. Wydał mi się zmęczony i ponury. W rozmowie zapytałem między innymi:
— Czy głównodowodzący w pełni zdaje sobie sprawę, jak groźna jest nasza sytuacja?
— Cóż pan chce, przecież głównodowodzący nie może się przyznać, że sprawa jest przegrana — odparł Romanowski wymijająco.
Wyjechałem do Jekatierinodaru, opuszczając miasto ogarnięte paniką, powszechnym niezadowoleniem, chaosem i dezorientacją”.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz