Polska energetyka jądrowa właśnie zanotowała kolejny historyczny triumf. Projekt budowy nowoczesnego, badawczo-demonstracyjnego reaktora wysokotemperaturowego HTGR-Pola, opartego na japońskiej technologii HTTR i rodzimym doświadczeniu reaktora Maria, został skutecznie wstrzymany.
Zrobiono to oczywiście w imię odpowiedzialności, racjonalizacji, urealnienia oraz – jakżeby inaczej – harmonijnego współgrania z budżetem państwa, który przecież sam się nie zbilansuje.
Co to był za projekt? Nic ważnego – tylko reaktor, który miałby produkować energię elektryczną, wysokotemperaturową parę dla przemysłu, wodór, e-paliwa i ciepło systemowe. A więc coś, czego kompletnie nie potrzebujemy w kraju opierającym swoje bezpieczeństwo energetyczne na modlitwie o wiatr i słońce, importowanej energii i politycznym błogostanie.
HTGR-Pola to projekt, który mógłby nas umieścić w elitarnym klubie państw dysponujących nowoczesną technologią jądrową chłodzoną gazem. Klub jest kameralny – USA, Japonia, Chiny… i jeszcze niedawno Polska. No, ale umówmy się... po co nam takie towarzystwo?
Zespół naukowców z Narodowego Centrum Badań Jądrowych od lat rozwijał projekt HTGR-Pola. Mieli koncepcję, opracowali dokumentację podstawową, zdobyli doświadczenie. Zostało już tylko przygotować projekt techniczny i rozpocząć licencjonowanie. Koszt? Około 100–140 milionów złotych. Grosze w skali budżetu, który bez mrugnięcia okiem przeznacza podobne sumy na kolejne strategie, TVP w likwidacji i zespoły ds. analizowania analiz.
Ale nie, pieniędzy nie będzie. Dlaczego? Bo… nikt nie złożył wniosku. Ministerstwa – jedno drugiemu – z rękami bezradnie rozłożonymi, wskazują, że nie mają funduszy, a nawet jakby mieli, to i tak nie wpłynął odpowiedni wniosek. Oczywiście, wszystko to odbywa się w duchu nowoczesnego zarządzania: skoro nikt nie prosi, to nie dajemy. A skoro nie dajemy, to nikt nie robi. A skoro nikt nie robi – projekt można uznać za niepotrzebny. Problem z głowy, reaktor do szuflady i można robić tęczowy piątek.
Zamiast technologicznej niezależności i własnych reaktorów, zostajemy z trzema batonami Prince Polo – symboliczną nagrodą dla tych, którzy potrafią nie zrobić nic w sposób tak profesjonalny, że wygląda to jak zaplanowana strategia.
Zatrzymanie projektu HTGR-Pola to de facto wygaszenie realnych ambicji technologicznych Polski. Zamiast reaktora, mamy kompromis. Zamiast przyszłości – bezpieczny komfort trwania.
Aha! Ważne! Broń Was TVN, żeby ktoś użył słowa "kapitulacja" w kontekście tej sytuacji. To sztuka rezygnacji, która w Polsce osiągnęła właśnie poziom mistrzowski. I niech nas nikt nie straszy, że coś przepadnie – bo jak coś nie powstało, to przecież nie mogło zniknąć.
I może właśnie to jest prawdziwe dziedzictwo nowoczesnego zarządzania: mniej innowacji, mniej ambicji, mniej decyzji, ale za to z pełnym poczuciem odpowiedzialności. I ciepłym Prince Polo w kieszeni.
Proszę o szeroki uśmiech!

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz