ORP " Groźny" 351

ORP " Groźny" 351
Był moim domem przez kilka lat.

sobota, 12 lipca 2025

Dziś obchodzimy Dzień Walki i Męczeństwa Wsi Polskiej.

 

Gdyby zapytać amatorów historii o największych niemieckich zbrodniarzy, większość bez wahania odpowiedziałaby, że Gestapo, albo SS. Ale jedna z niemieckich formacji umyka w mroku dziejów i całkowitej bezkarności. To niemiecka policja. Tak zwani „zwykli Niemcy”. Przykładni mężowie, synowie i ojcowie, zasłużeni przed wojną stróżowie prawa. Wykształceni, o nienagannym przebiegu służby. A w czasie wojny... Sprawcy spalenia Michniowa 12-13 lipca 1943 roku, na pamiątkę czego obchodzimy dzisiejszy dzień. Tam właśnie wykonano to zdjęcie - uśmiechniętych policjantów z 17. pułku policyjnego. W Michniowie zamordowali 204 osoby, w tym 48 dzieci. Zabudowania spalili. Nie darowali nikomu. Michniów był tylko jedną ze wsi spacyfikowanych przez Niemców. W trakcie okupacji Niemcy spalili 817 polskich wsi. Zginęło w nich ok. 20 000 Polaków. Osiemset siedemnaście. Porównajcie to sobie ze spacyfikowaną francuskim Oradour-sur-Glane i czeskimi Lidicami - dwiema miejscowościami, nad którymi zachód leje łzy od 80 lat. W szeregach Ordnungspolizei służyło 400 000 ludzi. Wielu z nich było Volksdeutschami - Niemcami mieszkającymi przed wojną w Polsce: w Poznaniu, na Pomorzu, czy Śląsku. Wyrośli oni w nienawiści do II Rzeczpospolitej, swoim radykalizmem potrafili przyćmić Niemców z Rzeszy. Znali dobrze polski język i zwyczaje. A jako Volksdeutsche nieustannie musieli udowadniać swoją wierność. Nadawali się doskonale na pilnowanie porządku w zdobyczach „tysiącletniej Rzeszy”. Przenoszono ich na wschód - na Lubelszczyznę, Zamojszczyznę, Mazowsze, by nie mieli żadnych skrupułów. Niemieccy policjanci z pułków policyjnych „Warschau”, „Krakau”, „Radom” i „Lublin”, późniejszych 22., 23., 24. i 25. pułków policyjnych SS odpowiedzialni byli za rozliczne bestialstwa. Między innymi za egzekucje w Wawrze i w Palmirach 1939-1940. Za ludobójczą akcję „Erntefest” - „Dożynki” i polowania na ukrywających się Żydów jesienią 1943 roku. Za „Aktion Zamość” i wysiedlanie polskiej ludności z Zamojszczyzny na przełomie 1942 i 1943 roku. Za pacyfikowanie warszawskiego getta w kwietniu 1943 roku. Za rozliczne akcje „przeciwpartyzanckie” w Polsce i na Białorusi - pacyfikacje wsi, egzekucje, konfiskaty, wykorzystywanie cywilów w charakterze „żywych tarcz” i „ludzkich wykrywaczy min”... I wreszcie - za pacyfikację Powstania Warszawskiego. To nie „własowcy”, czy „dirlewangerowcy” dokonywali rzezi Woli w upalnym sierpniu 1944 roku, lecz posuwające się za atakującymi powstańcze pozycje oddziałami bataliony policyjne „Burkhard” i „Peterburs”, przywiezione z Poznania przez SS-Gruppenführera Heinza Reinefartha. Podstarzali policjanci najlepiej bowiem nadawali się do mordowania bezbronnych... Po wojnie uniknęli sprawiedliwości. Nikt ich nigdy nie niepokoił. Nikt nie pociągnął do odpowiedzialności za ich czyny. Przemknęli jakoś przez pobłażliwe sita komisji denazyfikacyjnych. Wyparli się wszystkiego, o wszystkim zapomnieli. Wielu z nich po wojnie znalazło pracę w nowej policji i doczekało spokojnej emerytury. Wszak byli przecież tylko policjantami, specjalistami od pilnowania porządku, stróżami prawa z wieloletnią karierą... Nikt nie zna ich nazwisk, poza garstką pasjonatów i historyków z niemieckich archiwów. Wszyscy znają niemieckich zbrodniarzy z obozów koncentracyjnych. A z policji? Nikt przecież nie uznał Ordnungspolizei za formację zbrodniczą. Ostatni jej dowódca od sierpnia 1943 r., generał Alfred Wünnenberg, zmarł w Krefeld w wieku 72 lat w 1963 roku jako szanowany weteran wojenny. Jego poprzednik, generał Kurt Daluege, miał mniej szczęścia. Odpowiadał bowiem za śledztwo i terror w Czechach po śmierci Reinharda Heydricha. Czesi mu więc nie odpuścili. Powieszono go w 1946 roku w Pradze. A reszta? Niektórzy znają 101. rezerwowy batalion policji, głównie dzięki popularnej książce. A kto zna 22. i 25. pułki policyjne SS? 101. batalion był częścią tego ostatniego. Tylko jednym z trzech batalionów. A ktoś zna pułkownika Rudolfa Haringa, dowódcę obu pułków? Majora Hermana Kintrupa, dowódcę 25. pułku? Podpułkownika Emila Kurska, dowódcę 17. pułku, odpowiedzialnego za rzeź Michniowa? Nie. Oczywiście, że nikt ich nie zna. Dlatego trzeba o tym mówić i przypominać. Zniszczyć ostatnie kłamstwo III Rzeszy o „zwykłych ludziach”, odpowiedzialnych za niezliczone zbrodnie.

Brak komentarzy: