Podczas inwazji i okupacji Polski niemiecki Wehrmacht był głęboko zaangażowany w powszechne kradzieże, grabieże i zorganizowaną przemoc wobec cywilów. Do 3 listopada 1939 roku niemieckie transporty wojskowe wysłały do Niemiec ponad 10 000 wagonów kolejowych z ukradzionym mieniem. Te przesyłki obejmowały maszyny rolnicze, meble domowe oraz żywność zabraną polskim obywatelom, farmom i majątkom.
Historycy od dawna debatują nad stopniem udziału Wehrmachtu w zbrodniach wojennych. Badacze Alex J. Kay i David Stahel twierdzą, że jeśli uwzględni się czyny takie jak gwałty, praca przymusowa, niszczenie mienia, grabież i morderstwa, można rozsądnie wnioskować, że znaczna większość z około dziesięciu milionów żołnierzy Wehrmachtu, którzy służyli w wojnie niemiecko-sowieckiej, była zaangażowana lub współwinna przestępczemu postępowaniu. Wehrmacht jest zatem uważany za kluczowe narzędzie w umożliwianiu i realizacji ludobójczej polityki reżimu oraz za jedną z najbardziej przerażających zbrodni popełnionych przez jakikolwiek współczesny naród.
Kiedy partia nazistowska doszła do władzy, niemiecki korpus oficerski w dużej mierze przyjął tę zmianę z zadowoleniem. Wielu w Reichswehrze w latach 30. przyjęło ideologię nazistowską, podzielając jej poglądy na temat hierarchii rasowej i ekspansjonistycznego przeznaczenia. Z własnej inicjatywy minister obrony Werner von Blomberg w lutym 1934 roku wydalił wszystkich żydowskich pracowników z armii. Paradoksalnie jednak, w czasie wojny niektórzy oficerowie i żołnierze o częściowo żydowskim pochodzeniu służyli w tym samym systemie, który ich prześladował.
Postawy Wehrmachtu wobec Polaków były kształtowane przez pogardę, strach i przekonanie, że tylko bezwzględna przemoc może utrzymać kontrolę. Podczas inwazji w 1939 roku niemiecka armia brutalnie reagowała na wszelkie akty oporu, rzeczywiste lub wyobrażone, dokonując egzekucji cywilów i jeńców wojennych bez różnicy. Chociaż dowództwo armii czasami próbowało zniechęcać do nieautoryzowanych „dzikich strzelanin”, te ograniczone wysiłki dyscyplinarne stały się bez znaczenia, gdy Hitler 4 października 1939 roku wydał amnestię, darując winy wszystkim żołnierzom zaangażowanym w zbrodnie popełnione podczas kampanii w Polsce.
Do czasu zakończenia administracyjnej kontroli Wehrmachtu w Polsce 25 października 1939 roku zniszczenia były ogromne. Spalonych zostało 531 miast i wiosek. Jednostki Wehrmachtu przeprowadziły co najmniej 714 masowych egzekucji, którym towarzyszyły grabieże, rabunki i morderstwa. Szacuje się, że w tych okrucieństwach zginęło 16 376 Polaków, przy czym około 60 procent zbrodni zostało dokonanych bezpośrednio przez Wehrmacht. Żołnierze często brali udział w masakrach Żydów niezależnie, nie tylko wspierając SS, ale sami inicjując przemoc.
Nawet w niemieckiej hierarchii skala tych zbrodni szokowała niektórych urzędników. Latem 1940 roku Reinhard Heydrich, szef Głównego Urzędu Bezpieczeństwa Rzeszy i nadzorca Gestapo, zauważył, że w porównaniu z rabunkami i ekscesami armii, działania SS i policji „nie wyglądały tak źle”. Większość niemieckich generałów była w pełni świadoma okrucieństw w Polsce. Żaden nie sprzeciwił się z powodów moralnych. Nieliczni, którzy protestowali, robili to z powodów dyscypliny wojskowej lub obawy o podważenie autorytetu armii.
Generał Johannes Blaskowitz, często cytowany jako jeden z tych, którzy się sprzeciwiali, nie potępił samych morderstw, lecz sprzeciwiał się współpracy armii z SS. Jak zauważył historyk Omer Bartov, Blaskowitz skutecznie legitymizował morderstwa, akceptując zabijanie cywilów, a sprzeciwiając się jedynie sposobowi, w jaki było przeprowadzane. Gdy oficerowie i żołnierze zobaczyli, że takie działania są sankcjonowane, zaczęli naśladować SS, a granica między tymi dwiema siłami szybko zniknęła.
Działania Wehrmachtu w Polsce są wyraźnym zaprzeczeniem powojennego mitu o „czystej armii”. Jej żołnierze nie byli jedynie obserwatorami, lecz bezpośrednimi uczestnikami systematycznej przemocy. Te zbrodnie nie były przypadkami wojennymi – były polityką.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz