To był pokaz i to nie tyle różnicy poglądów, co przepaści intelektualnej. Z jednej strony Patryk Jaki, który mówił o realnym państwie: o jego konstrukcji, o bezpieczeństwie, o ekonomii, o odpowiedzialności za ludzi i decyzje. Z drugiej - pani Zajączkowska, której wypowiedzi przypominały raczej przegląd haseł z facebookowych memów niż poważną refleksję nad przyszłością Polski.
Jaki pokazał, czym jest rządzenie państwem - że to nie zabawa w antysystemowość, tylko codzienne decyzje o tym, czy kraj przetrwa w jednym kawałku. Że jeśli ktoś nazywa się patriotą, to jego obowiązkiem jest chronić Polskę przed tym, żeby nie została zaorana ekonomicznie, rozbrojona politycznie i wystawiona na licytację między Berlinem a Moskwą. Tymczasem z drugiej strony nie padł żaden konkret, żadna liczba, żaden plan. Tylko hasła, przerysowania i podgryzanie przeciwnika.
W pewnym momencie Jaki, z właściwym sobie spokojem, przywołał postać Artura Rubinsteina, wielkiego polskiego pianisty, który mówił, że Polskę trzeba nie tylko kochać, ale rozumieć. Był to elegancki, kulturalny, a jednocześnie bolesny przytyk wobec posłanki, która ewidentnie przyszła na debatę z gotowymi sloganami zamiast z wiedzą.
Przez dłuższy czas Jaki znosił zaczepki, insynuacje i efekciarstwo pani poseł, ale w połowie programu odwinął się tak precyzyjnie, że dyskusja skończyła się w tamtym momencie. Od tej chwili pani Zajączkowska już tylko kiwała głową, nie próbując więcej wejść w polemikę. I trudno się dziwić - na fakty nie da się odpowiedzieć sloganem.
To smutne, że Konfederacja, zamiast patrzeć na interes Polski, patrzy wyłącznie na interes własny i krótkotrwały efekt medialny. Walka z PiS stała się dla nich obsesją większą niż walka o bezpieczeństwo, gospodarkę czy przyszłość kraju. Jeśli tak ma wyglądać „nowa prawica” - to ja z tak pojętym patriotyzmem partyjnym nie chcę mieć nic wspólnego. Bo w tej wizji państwo nie jest wspólnotą, tylko planszą do gry w polityczne ego.
A na koniec warto dodać jeszcze jedno. Hasło, które pani poseł powtarzała z emfazą - "ZERO SOCJALU" - to nie tylko populizm. To czysta wydmuszka, która pokazuje, że nie ma bladego pojęcia o obowiązującym w Polsce prawie. Od 2004 roku w ustawie o pomocy społecznej, w jednym z pierwszych punktów, stoi czarno na białym, że świadczenia socjalne przysługują także cudzoziemcom przebywającym legalnie na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej.
Trzeba więc powiedzieć jasno: nie wystarczy krzyczeć, że się kocha Polskę. Trzeba jeszcze wiedzieć, jak ona działa. Za Pisbot @ pisbot96108
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz