Według danych opublikowanych przez The Economist Polska zajmuje ponure pierwsze miejsce w europejskim rankingu państw drenowanych z majątku. Nie ma tu miejsca na złudzenia. Kraj, który powinien rosnąć w siłę, stał się terenem systematycznego rabunku. A społeczeństwo, które powinno korzystać z owoców własnej pracy, zostało sprowadzone do roli dawcy, który oddaje coraz więcej, choć dostaje coraz mniej.
To nie jest statystyka do przejrzenia w biegu. To jest diagnoza cywilizacyjnego upadku, który dzieje się na oczach ludzi karmionych propagandą sukcesu. Wmawia się im, że żyją w dynamicznie rozwijającym się państwie, podczas gdy liczby pokazują coś przeciwnego. Zamiast stabilności mają nieustanną utratę kontroli nad własnym losem. Zamiast dobrobytu mają rosnące koszty życia, które pożerają każdą złotówkę szybciej niż ktokolwiek zdąży ją zarobić.
Polacy stali się najbardziej okradanym społeczeństwem Europy nie dlatego, że są słabi. Stali się ofiarą dlatego, że przez lata pozwalali, by kolejne ekipy polityczne traktowały państwo jak prywatny folwark. Zamiast wspólnoty powstał układ interesów. Zamiast troski o obywatela powstała troska o własne wpływy. Zamiast rozwoju powstała spirala zadłużenia, która wciąga całe pokolenia.
To nie jest przypadek. To jest efekt zaniedbań, które narastały latami. Efekt milczenia, które stało się normą. Efekt bierności, która pozwoliła, by majątek narodowy wyciekał jak woda z pękniętego zbiornika.
Polska nie jest okradana w ciemnych zaułkach. Polska jest okradana w świetle dnia, przy pełnej dokumentacji, przy pełnej świadomości tych, którzy powinni ją chronić. A Polacy, zamiast być gospodarzami we własnym domu, zostali sprowadzeni do roli statystów w spektaklu, który rozgrywa się ponad ich głowami.
I to właśnie jest najgorsze. Nie skala rabunku, lecz skala obojętności, która pozwala mu trwać.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz