Dlatego ja w ten weekend dałem synom prezent odwrotny. Trzy dni wakacji bez wygód: spali w aucie i pod namiotem. Jedli mielonkę z puszki. Zamiast pada dostali scyzoryk. Bunkry, zamki, słowiańskie osady, brud za paznokciami i kąpiele w jeziorze.
Stać mnie na pięć gwiazdek i właśnie dlatego ich nie wybrałem.
Bo współczesny rodzic ma jedną religię: żeby dziecku było wygodnie. Wygodnie w domu, wygodnie w aucie, wygodnie na wakacjach. A potem to samo dziecko, dwadzieścia lat później, ma nerwicę i podniesiony kortyzol, kiedy coś nie dzieje się tak, jak chce. Mam dość tego, co robimy dzieciom, wmawiając sobie, że "dajemy im to, co najlepsze".
Gówno prawda. To nie jest dawanie, to jest zabieranie.
Zabieranie skali porównawczej, odporności, głodu, radości z małych rzeczy.
Dziecko, które zna tylko all inclusive plus, nie wie, że to luksus. Myśli, że tak działa świat. I potem świat mu to brutalnie wyjaśnia i to w najgorszym możliwym momencie, kiedy ciebie już nie ma obok.
Ja dałem im perspektywę, z którą miliony ludzi mierzą się na co dzień, a której wiele współczesnych dzieciaków nie zna: zmęczenie i głód. Zwykły, fizyczny głód po całym dniu łażenia po bunkrach, przy którym mielonka z puszki smakuje jak stek. I zmęczenie, po którym w aucie zasypia się w połowie zdania, szybciej niż w penthousie na królewskim materacu.
A wieczorami, przy kuchence, działo się coś, czego nie widziałem od miesięcy. Zaczęli GADAĆ. Nie o Minecrafcie, youtuberach i 67 tylko o tym co czuje, o strachach, o tym kim chcą być kiedyś. Chłopak nie otwiera się kiedy TY chcesz żeby to się stało- przy stole na godzinnym "quality time". Otwiera się w trzeciej dobie męczącej podróży w której coś naprawdę przeżył i doświadczył i jest z siebie dumy, bo odpowiada za całą resztę sam gotując kolację albo nawigując całą podróż za pomocą mapy.
Nie mówię, że All inclusive plus jest złe, kiedyś też tak pojedziemy ale dopiero kiedy już będą wiedzieli, że to nagroda. A nie norma.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz