Ignacy Łukasiewicz urodził się w Zadusznikach, w rodzinie szlacheckiej, która od dziecka uczyła go, że praca i nauka mogą być służbą ojczyźnie. Jako nastolatek w gimnazjum Ojców Pijarów w Rzeszowie buntował się przeciw niesprawiedliwości – za udział w strajku trafił do karceru. Już wtedy było w nim coś z niezłomnego ducha wynalazcy.
Gdy po śmierci ojca musiał przerwać naukę, nie poddał się – został praktykantem w aptece. Tam, między regałami pełnymi fiolek i zapachów, rozbudziła się jego miłość do chemii. Gdy inni widzieli w ropie naftowej brudny płyn – on dostrzegł światło.
W 1853 roku, we Lwowie, w aptece „Pod Złotą Gwiazdą”, Ignacy Łukasiewicz wraz z Janem Zehem zapalił pierwszą na świecie lampę naftową. Niedługo później jej blask oświetlił salę operacyjną – tak narodziła się nowa epoka. Łukasiewicz był wizjonerem – założył pierwszą kopalnię ropy w Bóbrce, usprawniał techniki wiercenia, wierzył, że światło zmieni życie ludzi.
Ale droga „Polskiego Prometeusza” nie była usłana różami. W 1859 roku Ignacy i Honorata stracili jedyną córeczkę Mariannę — zmarła na tzw. paraliż płuc, prawdopodobnie gruźlicę. W tym samym czasie spłonęła jego destylarnia i wyczerpały się złoża. Jednak nawet wtedy nie przestał wierzyć w sens pracy. Związek z Honoratą — jego młodszą o 15 lat siostrzenicą — budził kontrowersje, ale okazał się pełen ciepła i wsparcia.
W ostatnich latach życia Łukasiewicz poświęcił się polityce i filantropii. Był posłem, walczył o wsparcie dla przemysłu, otwierał szkoły, pomagał najbiedniejszym. Zmarł w 1882 roku, skromny do końca — poprosił, by pozwolono mu umrzeć w starej kapocie, w której pracował całe życie.
Dziś jego imię noszą szkoły, medale, instytuty badawcze. W Bóbrce działa muzeum ropy naftowej, a jego legenda przypomina, że wystarczy upór, wiedza i serce, by naprawdę rozświetlić świat.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz