Pod ziemią, gdzie powietrze w każdej chwili mogło stać się śmiertelnie niebezpieczne, przez dziesięciolecia pierwszą linią obrony górników był niewielki ptak — kanarek. W środowiskach nasyconych gazami takimi jak tlenek węgla bezwonny, niewidoczny i zabójczy, te delikatne stworzenia wykrywały zagrożenie znacznie szybciej niż jakakolwiek ówczesna technologia.
Jeśli kanarek tracił przytomność, był to niezwłoczny sygnał do ewakuacji. Wbrew pozorom nie traktowano ich jak jednorazowych narzędzi. Od początku XX wieku wiele z tych ptaków chroniono przy pomocy przenośnego urządzenia zwanego „kanarkowym resuscytatorem” małego pojemnika z tlenem, zaprojektowanego do ich reanimacji po kontakcie z toksycznym gazem.
Ta praktyka uratowała tysiące ludzkich istnień w kopalniach węgla w Europie i Ameryce aż do 1986 roku, kiedy to kanarki zostały zastąpione przez cyfrowe czujniki gazów.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz