Pojechali sprawdzić sytuację 67-latka, który żyje samotnie i z powodu niedowidzenia nie radził już sobie z codziennością. Weekend, mróz, zero wsparcia. Sami więc ugotowali mu ciepły obiad (z tego, co żony im spakowały na służbę oby nie było potem kontroli śniadaniówek) i zadbali nawet o jego psa.
Dali mu coś ważniejszego niż jedzenie, obecność, rozmowę, poczucie, że nie jest sam. I przekonali, że warto wrócić pod opiekę Ośrodka Pomocy Społecznej.
W poniedziałek zgłosili sprawę do MOPS-u, żeby pomoc była stała, a nie jednorazowa.
Kochani, zimą jeden telefon pod 112 może uratować komuś życie.
Czasem wystarczy zauważyć.
Czasem wystarczy zapukać.
A czasem po prostu mieć zapasowe kotlety w lunchboxie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz