ORP " Groźny" 351

ORP " Groźny" 351
Był moim domem przez kilka lat.

środa, 19 sierpnia 2026

Słynny Zbyszek Cybulski to bliski kuzyn słynnego Wojciecha Jaruzelskiego,

 

"z którym wspólnie bawili się w szczęśliwym dzieciństwie w Indian, policjantów i złodziei na terenach należących współcześnie do Ukrainy😊 Po wojnie nie wolno było się zdradzać, że pochodzi się z Kresów, w dodatku z ziemiańskiej, bogatej rodziny. Dlaczego Cybulski milczał o swoich latach chłopięcych? Myślę, że były przynajmniej dwa powody. Pierwszy to okrucieństwo, z jakim unicestwiono świat jego ukochanych dziadków Józefa i Izabeli Jaruzelskich. - Moje pokolenie wyrastało w cieniu kariery Zbyszka Cybulskiego. Kino było wówczas najważniejszym medium, a w nim w Polsce Cybulski nie miał konkurencji - mówi prof. dr. hab. Stanisław Sławomir Nicieja. Narzucał modę, sposób mówienia, słownictwo. Niemal wszystkie dziewczyny w moim świdnickim liceum kochały się w nim, a chłopcy nosili czarne okulary - takie jak Cybulski w filmie "Popiół i diament", gdzie genialnie zagrał młodego AK-owca, Maćka Chełmickiego. Krzysztof Teodor Toeplitz napisał, że Polska zapełniła się wówczas "Cybulskimi" w ciemnych okularach. A sam Cybulski mówił w jednym z wywiadów, że gdy mijał na ulicy jakąś grupę przechodniów, usłyszał za plecami: "Zobacz, znów kolejny facet udaje Cybulskiego". Gdy zginął na dworcu we Wrocławiu 8 stycznia 1967 r., nie dożywszy czterdziestki, był u szczytu kariery. Po "Rękopisie znalezionym w Saragossie", szwedzkim filmie "Kochać", francuskim "Lalka", a zwłaszcza po "Popiele i diamencie" miał nazwisko światowe. Trafił do encyklopedii Britannica. A kilka lat temu słynny amerykański filmoznawca Richard Pen umieścił go w leksykonie aktorów wszech czasów, których trzeba znać. Gdy z przenośnego radyjka tranzystorowego w czasie przerwy międzylekcyjnej na korytarzu licealnym dotarła do nas wiadomość, że Zbyszek nie żyje, zmroziło nas. Moja świetna polonistka, lwowianka, Idalia Jarzynowa - przerwała lekcję. A Piotr Szczepanik w wielkim przeboju tego sezonu "Żółte kalendarze" śpiewał: "Żal nic tu nie pomoże Łzy twoje ani twój płacz Nic nie uciszy morza Nie zatrzyma biegu fal". Wiedziałem, że był z pochodzenia Kresowiakiem, że urodził się w 1927 r. gdzieś nad Prutem pod Śniatyńem, przy ówczesnej polsko-rumuńskiej granicy. Miękko i tajemniczo brzmiała nazwa tego miasteczka - Śniatyń. Czy kiedyś je zobaczę? - napisałem w szkolnym pamiętniku. Gdy w lecie tego roku taka szansa się pojawiła, zgromadziłem przed wyjazdem na Kresy całą literaturę o Śniatynie i Cybulskim. Jakiegoż zdziwienia doznałem, gdy wspólnie z moim uniwersyteckim magistrantem Krzysztofem Piotrowskim z Namysłowa, piszącym pracę o Cybulskim, ustaliliśmy, że młodość "polskiego Jamesa Deana" pokryta jest mgłą tajemnicy, że są to jakieś niewyraziste okruchy wspomnień jego przyjaciół i kuzyna Wojciecha Jaruzelskiego - potłuczone lustro, w którym wiele fragmentów zmiażdżono i obraz po złożeniu zachowanych szkiełek jest zniekształcony. Cybulski o swej młodości milczał. W wywiadach mówił o niej zdawkowo. Tylko pod zachowanym zdjęciem rodzinnym spod Śniatyna, na którym widać pagórkowatą przestrzeń rozległą jak preria, umieścił podpis: "To trzeba zrozumieć i pojąć - a można ukochać i można tęsknić". A w liście do rodziców napisał: "Kocham wieś, ale wieś polską z jej charakterem i krajobrazem". Dlaczego Cybulski milczał o swoich latach chłopięcych? Myślę, że były przynajmniej dwa powody. Pierwszy to okrucieństwo, z jakim unicestwiono świat jego ukochanych dziadków Józefa i Izabeli Jaruzelskich, w których majątku na Pokuciu, pod Śniatynem, urodził się, spędzał wszystkie wakacje i zimowe ferie. Drugi to jego ziemiańskie pochodzenie, którym nie należało się chwalić w pierwszych latach powojennych w Polsce, gdy stawał się idolem polskiej młodzieży. Moja sierpniowa wizyta w stronach rodzinnych Cybulskiego i archiwalne penetracje pozwalają mi się zbliżyć do prawdy o latach chłopięcych Zbyszka i jego kresowej rodzinie. Dziadkiem Zbyszka Cybulskiego był Józef Jaruzelski (1871-1939) - absolwent wiedeńskiej szkoły oficerskiej (z trzecią lokatą), później podpułkownik WP, ziemianin, pan na Kniażu, właściciel pięknego dworu otoczonego rozległym owocowym sadem i małym parkiem z wyszukaną roślinnością. Do dworu, z dużym, wysuniętym do przodu portykiem o czterech potężnych kolumnach, wiodła aleja z mocno ubitego żwiru. W pobliżu był młyn, a nieopodal gorzelnia i 300 hektarów ziemi. Czyniło to z Jaruzelskich bogatych posesjonatów. Józef Jaruzelski ożenił się z Izabelą Krzysztofowicz, jedyną córką bogatego ziemianina Mikołaja Krzysztofowicza z sąsiedniej wsi Załucze, właściciela młyna, tartaku i gorzelni oraz 750 hektarów ziemi. Józef i Izabela Jaruzelscy mieli sześcioro dzieci, dwóch synów i cztery córki. Jedną z nich była Ewa Jaruzelska (1903-1987), która wyszła za mąż za Aleksandra Cybulskiego (1896-1965) - urzędnika Ministerstwa Spraw Zagranicznych w Warszawie. Małżeństwo to miało bardzo romantyczny początek. Aleksander Cybulski był prawnikiem i jako ekspert MSZ przyjechał na początku lat dwudziestych do Śniatyna z ekipą, która korygowała granicę polsko-rumuńską. Zaproszony na przyjęcie do dworu w Kniażu spotkał córkę dziedzica i zakochał się w niej z wzajemnością. Po ślubie Cybulscy zamieszkali w Warszawie na inteligenckim Żoliborzu. Ewa musiała być bardzo przywiązana do rodziców, bo będąc w ciąży i czując bliskość rozwiązania, przyjechała do Kniaża, by tam urodzić 3 listopada 1927 r. Zbyszka. Dała mu imię swego ukochanego brata Zbigniewa Jaruzelskiego. Mając w Kniażu znakomitą opiekę lekarską doktora Halickiego, przebywała tu często również po urodzeniu drugiego syna, Antoniego (1931-2009) - jedynego brata Zbyszka. Na co dzień Cybulscy mieszkali wspólnie z synami w Warszawie na Żoliborzu. Ale na wszystkie wakacje i ferie jechali na Pokucie do dworu Jaruzelskich. Tam był świat chłopięcych zabaw i doznań Zbyszka Cybulskiego. Według wspomnień Jerzego Afanasjewa, jego przyjaciela z czasów studenckich, Zbyszek dorastał "niedaleko miejsca, gdzie Prut zderzał się z Czeremoszem, gdzie w srebrnych wirach pulsowało życie tych rzek". A niedaleko były Kuty z Górą Owidiusza i wioski huculskie, i cerkiewka, i Ormianie, i całe pola złotych słoneczników oraz kukurydzy na tle lazurowego nieba. Po drugiej stronie rzeki była już Rumunia. Ziemia tam była wyjątkowo żyzna. Rodziła potężne, 10-, 20-kilogramowe arbuzy (i dziś można je tam kupić, zatrzymując samochód przy drodze). Było tam mnóstwo różowych melonów, tureckich orzechów, moreli, potężne kolby kukurydzy, a wokół wielobarwna mozaika pól, haftowanych kwiatami fioletowych koniczyn, czerwonych maków, białej gryki. Do Kniaża od strony Śniatyna zjeżdżało się w dół, a tam długie rzędy chat wzdłuż gościńca, od którego trzeba było odbić w prawo, aby dojechać do strugi przed młynem i dalej do dworu Jaruzelskich. Kuzyn Zbyszka (jego brat cioteczny) Wojciech Jaruzelski wspominał później lata spędzone w Kniażu. "Co roku w wakacje i ferie w progi gościnnego domu babci Izabeli i dziadzia Józefa Jaruzelskich zjeżdżają ich dzieci z wnukami. My, dzieciaki (...) bawimy się w Indian, policjantów i złodziei, podchody, w zdobywanie granicy. Poza tym siatkówka, zapasy, strzelanie, konne wycieczki po polnych drogach nad Prut lub Czeremosz. Wodzem kniaskich Indian bywa Zbyszek, załuckich - Jędrek, mój starszy brat". Zofia Cybulska wspomina niezwykle patriotyczną atmosferę, jaka panowała w Kniażu. "Piękny, stary dwór, który wywarł na mnie ogromne wrażenie. Biały, ze starymi meblami i tureckimi makatami. Najważniejsza w nim była jednak atmosfera. Pamiętam, że czułam się naprawdę skrępowana tą atmosferą, gdyż w Kniażu oddychało się historią, tradycją i patriotyzmem. Dzieci były surowo chowane - nauka, praca, obowiązki i miłość ojczyzny nie były tam tylko pustymi sloganami. Poza tym wspaniale zajmowano się ludnością ukraińską - dbano o pracowników". Zachowały się zdjęcia tego dworu i jego wyposażenie. Ten fascynujący czas młodości Zbyszka zawalił się nagle po 17 września 1939 r." za Leszek Raszkiewicz

Brak komentarzy: